Zagranica już wychodzi na dłużej z naszej giełdy
Coraz gorsza sytuacja gospodarcza Polski oraz brak perspektyw na poprawę klimatu inwestycyjnego zmusza kolejnych zagranicznych inwestorów do wycofywania aktywów z warszawskiej giełdy. Masowa wyprzedaż akcji przez zachodnie fundusze systematycznie obniża wartość największych firm notowanych na GPW. Zdaniem specjalistów, powrotu zagranicznych instytucji finansowych można oczekiwać najwcześniej w połowie przyszłego roku.
Silna wyprzedaż akcji przez zachodnie fundusze ściśle związana jest ze spadkiem kursów giełdowych walorów. Od początku tego roku indeks WIG 20, który jest obliczany na podstawie notowań liderów giełdy, stracił na wartości aż 44 proc. Według analityków, w połowie odpowiedzialnością za te spadki można obciążyć właśnie zagranicznych inwestorów, skłonnych do zamykania pozycji. Sytuację nieco ratują fundusze emerytalne, które w tym roku wpompowały w giełdę około 1,5 mld zł.
Fundamentalne przyczyny
Patrząc na obraz naszej gospodarki i kompletną zapaść na warszawskiej giełdzie nie dziwi rozgoryczenie naszym rynkiem zachodnich instytucji.
— Zagranica ucieka z warszawskiej giełdy już od kilku miesięcy, a pierwsze oznaki mieliśmy na początku roku. Zachodni inwestorzy zniechęceni pogarszającą się sytuacją makroekonomiczną Polski i brakiem perspektyw odbicia naszej giełdy oraz kuszeni atrakcyjnym kursem złotego gremialnie przystąpili do zamykania swoich pozycji na GPW. Takie zachowanie można tłumaczyć także faktem, że fundusze inwestycyjne generalnie zaczęły wycofywać się z rynków rozwijających się — przyznaje Grzegorz Stulgis, doradca inwestycyjny Credit Suisse AM.
Zagraniczna psychoza
Zagraniczne fundusze są tak zdeterminowane do opuszczenia naszego rynku, że decydują się nawet na wychodzenie ze spółek silnych fundamentalnie. Grzegorz Stulgis podkreśla, iż w trzecim kwartale obserwowaliśmy silną wyprzedaż akcji Orbisu, PKN Orlen czy TP SA przez Templetona. Podobnie było też w przypadku takich gigantów, jak Pekao SA czy też KGHM.
Szczególną nerwowość w poczynaniu zagranicznych inwestorów obserwowaliśmy w powyborczy poniedziałek. Niepewność dotycząca kształtu przyszłego rządu, rozdrobnienie sceny politycznej w nowym parlamencie oraz cały czas wisząca nad rynkiem olbrzymia dziura budżetowa wyraźnie odstraszyły obcy kapitał, który, o dziwo, dosyć biernie reagował na tragiczne wydarzenia w USA.
Jeśli nadal utrzyma się silna wyprzedaż, to krajowi inwestorzy powinni być przygotowani na dalsze pogłębienie dekoniunktury na rodzimym rynku akcji. Według Jacka Lichoty, doradcy inwestycyjnego z ING BSK AM, widoczna poprawa nastrojów na naszej giełdzie może nastąpić dopiero po zakończeniu procesu wychodzenia z rynku zachodnich inwestorów.
— W momencie zamykania pozycji przez ostatnie zagraniczne instytucje, rynek powinien sięgnąć takiego dna, po którym może nastąpić jedynie odbicie. Motorem tego zjawiska powinny być fundusze emerytalne wspierane przez indywidualnych graczy — ocenia Jacek Lichota.
Niepewny powrót
Przekonanie do ponownych inwestycji na polskim rynku będzie możliwe dzięki poprawie fundamentów makroekonomicznych gospodarki. To z kolei uzależnione jest od działań nowego rządu.
— W najbardziej optymistycznym scenariuszu na poprawę klimatu inwestycyjnego na GPW możemy liczyć dopiero w drugim kwartale 2002 roku. Jeżeli doczekamy się stabilnego rządu, który zagwarantuje realizację budżetu, możemy oczekiwać powrotu zagranicznych funduszy. Wcześniej trudno spodziewać się nawet spekulacyjnych napływów — przyznaje Rafał Gębicki.
Ucieczka w obligacje
Okazuje się, że nie wszyscy zdecydowali się na transfer za granicę środków. Niektóre fundusze, sprzedając akcje, zwiększyły zaangażowanie w papiery dłużne.
— Część funduszy decyduje się pozostać na polskim rynku kapitałowym. Jednak środki stara się lokować przede wszystkim w obligacjach skarbowych, które dają pewny i całkiem przyzwoity zysk — podkreśla Grzegorz Stulgis.
Równie silny wydaje się być popyt na bony skarbowe, który ostatnio trzykrotnie przewyższył podaż. Zdaniem Rafała Gębickiego, zagraniczne fundusze lokują swoje środki nie tylko w tych papierach. W okresie niepewności widać nadmierną skłonność do zakupów kontraktów na metale strategiczne, szlachetne oraz ropę naftową.