Zagraniczne fundusze akcji zaatakowały polską giełdę

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-05-15 00:00

Wczoraj w USA zapowiadało się przed sesją, że rynek zlekceważy wszystkie zła informacje. Nie do końca tak było. Nie do końca, bo indeksy spadały, ale w innej fazie rynku wczorajsze informacje wywołałyby bardzo duże spadki, a nie po prostu osunięcie, które na zamknięciu sesji było bardzo nieznaczne. Rynek dostał dwie złe informacje. Prognozy Applied Materials są zapowiedzią, że nie zanosi się na szybkie zwiększenie wydatków inwestycyjnych w sektorze TMT, a to z kolei sygnalizuje, że trudno będzie o znaczne ożywienie gospodarcze. Sprzedaż detaliczna w kwietniu spadła (oczekiwano wzrostu). Natychmiast zaczęto tłumaczyć to niezwykle zimnym kwietniem i sporą zniżką zakupów benzyny (5,9 proc.), ale to jest bardzo nieprzekonujące. Wszyscy wiedzieli, że kwiecień był stosunkowo chłodny, więc analitycy powinni wziąć to pod uwagę przy stawianiu prognoz i zapewne tak też zrobili, a jednak dane były dużo gorsze od prognoz. Po prostu ludzie wstrzymują się z zakupami, bo nie są pewni, czy nie stracą pracy i to całe wyjaśnienie. A nie ma możliwości, żeby bez indywidualnego konsumenta gospodarka ruszyła z miejsca.

Euroland zaczął wczoraj sesję od wzrostów indeksów. Chyba jedynym powodem było to, że sesja w USA nie zakończyła się dużym spadkiem, a euro nadal słabło po komentarzach sekretarza skarbu USA, który dla odmiany oświadczył, że Stany nadal popierają politykę silnego dolara. Oczywiście mówi się również o oczekiwaniach na czerwcową obniżkę stóp na posiedzeniu ECB. Dane o bardzo słabej sprzedaży detalicznej w USA rynki schłodziły i zakończenie sesji znowu było słabe.

Wczoraj była przygrywka, a dzisiaj ruszy lawina danych makro. Już o 8.00 dowiemy się, o ile wzrósł PKB w Niemczech w pierwszym kwartale (prognoza +0,1 proc.). To będzie miało wpływ na rynek europejski podobnie jak informacja o wzroście PKB w strefie euro w pierwszym kwartale (12.00, prognoza +0,1 proc.). O 14.00 na rynek dotrze indeks podawany przez Fed z Nowego Jorku, który pokaże jak rozwija się gospodarka w tym regionie w maju (prognoza to wzrost z minus 20,4 do minus 7,8 pkt.). O 14.30 zostanie podana liczba noworejestrowanych bezrobotnych w ubiegłym tygodniu (prognoza 430 tys.) i to może mieć duży wpływ na rynek. Podobnie jak podawana o tej samej porze inflacja w cenach producentów (PPI). Prognoza mówi o spadku PPI o 0,7 proc., a bazowej o 0,1 proc. Po ostatnim ostrzeżeniu Fed spadki inflacji miałyby piorunujący wpływ na rynki. Ale to nie koniec. O 15.15 dowiemy się jak wykorzystany był potencjał przemysłowy w USA w kwietniu (prognoza 74,5 proc.) oraz jaka była dynamika produkcji przemysłowej (prognoza minus 0,4 proc.). To też są bardzo dla rynku ważne dane, bo pokazują czy w przemyśle amerykańskim widać jakąś poprawę. Wreszcie dzień zakończy podobny jak w przypadku Nowego Jorku indeks Fed dla regionu Filadelfii (o 18.00, prognozowany jest wzrost do minus 4 pkt.). Jak widać danych jest bardzo dużo i nie sposób postawić prognozy jak się ułożą i co będzie miało największy wpływ na rynek. Osobiście stawiałbym na inflację.

Pisałem wczoraj, że na naszym rynku zbliża się jakieś przesilenie, na co wskazują bardzo duże obroty. Nie oczekiwałem jednak, ze to przesilenie nastąpi już wczoraj. Nie ulega wątpliwości, że duży kapitał zagościł na naszej giełdzie, a gra pod referendum nabrała rumieńców. Atak był niespodziewany (jak zwykle na naszej giełdzie), a obroty wręcz niezwykłe. Największym powodzeniem cieszyły się oczywiście duże, płynne spółki. To klasyczny sygnał, że wszedł zagraniczny kapitał spekulacyjny. Uważam, że na WIG trwa elliottowska fala III, która powinna doprowadzić indeksy przynajmniej w okolice szczytu z maja ubiegłego roku (15 700 pkt.). Oczywiście nie bez korekt. Dzisiaj końcówka sesji powinna zależeć od tego, co zobaczymy w danych makro z USA, a właściwie od reakcji rynków zagranicznych na te dane.