Zahartowana stalówka

opublikowano: 28-06-2018, 22:00

– Czy pani jeszcze może... nam powiedzieć, jakie bombki produkujecie? – Panie, różne, różniste. Tu się robi tak: kuliste, w kształcie grzyba i cygara… – Cały czas mowa o bombkach choinkowych? – Też…

Wywiad telewizyjnego dziennikarza z panią Pelagią, starszą pracownicą utajnionego PRL-owskiego zakładu, wygrywa internetowe plebiscyty na kabaretowy skecz stulecia. Zenon Laskowik i Bohdan Smoleń prowadzili tamten dialog na opolskim festiwalu w czerwcu 1980 r., czyli dwa miesiące przed końcem dekady towarzysza Edwarda Gierka i powstaniem Solidarności. Zakład, oczywiście, był fikcyjny, ale wystarczyłoby wymienić w tekście bombki na lufki („Cały czas mowa o lufkach do papierosów?” „Też…”) i Pelagia zostałaby zasłużoną brygadzistką w najprawdziwszej Hucie Stalowa Wola (HSW). Realia epoki PRL, czyli utajnienie przemysłu militarnego i propagandę sukcesu, kabareciarze odmalowali bezbłędnie.

Tor przeszkód. W 2015 r. HSW przebudowała za 2 mln zł zakładowe stanowiska badawcze. Mają kąty nachylenia 20, 25 i 30 stopni, umożliwiając wszechstronne badanie i efektowną prezentację rozpędzonych armatohaubic Krab, moździerzy samobieżnych Rak, armatohaubic Kryl itd.
Wyświetl galerię [1/6]

Tor przeszkód. W 2015 r. HSW przebudowała za 2 mln zł zakładowe stanowiska badawcze. Mają kąty nachylenia 20, 25 i 30 stopni, umożliwiając wszechstronne badanie i efektowną prezentację rozpędzonych armatohaubic Krab, moździerzy samobieżnych Rak, armatohaubic Kryl itd.

Iluzoryczny trójkąt bezpieczeństwa

Przed setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości również HSW obchodzi jubileusz, lecz skromniejszy — 80-lecie. Zbudowana została pod nazwą Zakłady Południowe (ZP), produkcję zaś rozpoczęła w 1938 r. Sklejona z trzech zaborów Rzeczpospolita Polska dumnie upamiętniała wtedy dwie dekady niepodległości, nie tylko orderami, lecz także strategicznymi inwestycjami. Na uroczyste

otwarcie ZP prezydent Ignacy Mościcki znalazł czas później, 14 czerwca 1939 r. Rodowód HSW w pełni uzasadnia objęcie jej właśnie w 2018 r. naszym cyklem „Było, nie minęło”. ZP stały się fundamentalnym obiektem Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP). Zbudowane zostały niedaleko Sandomierza w widłach Wisły i Sanu, w pobliżu XV-wiecznej królewskiej wsi Pławo, między Rozwadowem a Niskiem. Do wybuchu drugiej wojny światowej ukończono hutę stali szlachetnych i fabrykę armat, zaś przyzakładowe osiedle otrzymało wzniosłą nazwę Stalowa Wola. Zapożyczono ją od gen. Tadeusza Kasprzyckiego, od 1935 r. ministra spraw wojskowych (w 1914 r. dowodził maszerującą z Oleandrów strzelecką Pierwszą Kadrową), który o planie COP powiedział, że to „stalowa wola narodu polskiego wybicia się na nowoczesność”.

Inicjatorem planu był wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, który po sukcesie portu w Gdyni przygotował w 1936 r. ambitny program inwestycyjny prowadzący do rozwoju polskiego przemysłu. W połowie lat 30. zabiedzony kraj stopniowo wychodził z wielkiego kryzysu gospodarczego. Sejm uchwalił ten czteroletni plan na lata 1937-40, jego koszty oszacowano na niebotyczną kwotę 1,8 mld zł. Wobec braku kapitału prywatnego i niechęci zagranicznego, źródłem finansowania stały się lokaty oszczędnościowe i ubezpieczeniowe w instytucjach państwowych, pieniądze firm państwowych, a także pożyczki wewnętrzne. Notabene główne inwestycje wykonano przed terminem, już do marca 1939 r., chociaż koszty wzrosły do 2,4 mld zł. Sztandarem planu Kwiatkowskiego stał się właśnie COP, zlokalizowany z uwzględnieniem czynnika militarnego. W stosunku do współczesnych granic Polski terytorium II RP było przesunięte znacznie na Wschód. Widły Wisły i Sanu uznane zostały za tzw. trójkąt bezpieczeństwa, położony w podobnej odległości od granic z III Rzeszą i Związkiem Radzieckim.

Chodziło o uchronienie COP przed szybkim zajęciem przez wroga, przy czym opierano się na doświadczeniach ze statycznych frontów pierwszej wojny światowej. Gdy jednak wybuchła druga, całe założenie trójkąta bezpieczeństwa okazało się iluzoryczne, szybko zdobywający Polskę niemiecki Wehrmacht zajął Stalową Wolę 14 września 1939 r. Zakłady Południowe służyły zatem II RP tylko rok. Ich zadaniem było uzbrojenie Wojska Polskiego na poziomie dorównującym nowoczesnością innym europejskim armiom, zwłaszcza Wehrmachtowi. Plan modernizacyjny obliczony został na lata 1939-42. Niestety, mógł być ledwie rozpoczęty. ZP montowały armaty kalibru 75 mm i 105 mm, a także przeciwlotnicze działka 40 mm i przeciwpancerne 37 mm na licencji szwedzkiego Boforsa. We współpracy z tym koncernem przygotowano moździerz 320 mm, wytwarzano także doskonałą haubicę polową 100 mm. Wojsko Polskie nie miało jednak pieniędzy, dlatego dostawy z ZP były kroplą w morzu jego potrzeb.

Nacjonalizacja nie była potrzebna

Paradoksem, a raczej wielkim dramatem historii, stała się okoliczność, że duma Polski, nowoczesna i niezniszczona fabryka zbrojeniowa, wpadła w ręce Niemców. Okupant docenił prezent od losu i przez pięć lat wojny produkował elementy armat, kadłubów pojazdów oraz skuteczne — niestety dla alianckich samolotów — działa przeciwlotnicze Flak (Flugabwehrkanone) kalibru 88 mm. Niemcy uciekli przed nadchodzącym frontem w lipcu 1944 r., wywożąc, co się dało, a majątek trwały — niszcząc. Po wojnie rozpoczęła się w Polsce epoka realnego socjalizmu, do 1956 r. pozycjonującego się wprost na komunizm. Zakłady Południowe zostały uruchomione przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (czyli przejściowy rząd lubelski, znany z manifestu z 22 lipca 1944 r.) w symbolicznym zakresie już 5 stycznia 1945 r. Ponieważ od początku były przedsiębiorstwem państwowym, w ich wypadku w ogóle nie wystąpił problem przymusowej nacjonalizacji. 1 kwietnia 1945 r. nastąpiła symboliczna, lecz istotna zmiana administracyjna — Stalowa Wola uzyskała prawa miejskie i przestała być jedynie przyfabrycznym osiedlem. Miasto zaczęło się dynamicznie rozwijać i rozrastać terytorialnie. Odżyła niezrealizowana przed wojną idea uruchomienia w ZP również produkcji cywilnej. W warunkach planowej gospodarki socjalistycznej o asortymencie decydował Centralny Zarząd Przemysłu Hutniczego.

W Stalowej Woli na początku powstawała galanteria metalowa i niewielkie maszyny — młoty sprężarkowe, obcinarki i wycinarki, nożyce gilotynowe, pompy wgłębne. 20 marca 1948 r. zaszła symboliczna, dobra zmiana — tajemnicze Zakłady Południowe otrzymały w ślad za miastem nazwę Huta Stalowa Wola. Kolejną epokę w dziejach HSW otworzył plan sześcioletni 1950-55. Wybuch wojny koreańskiej i realne zagrożenie trzecią wojną światową spowodowały zwrot gospodarki PRL ku przemysłowi ciężkiemu i zbrojeniowemu.

Dla Stalowej Woli oznaczało to powrót do przedwojennych źródeł. Znamienne stało się przekazanie HSW pod władzę Centralnego Zarządu Przemysłu Urządzeń Mechanicznych. Takie ogólnikowe nazwy struktur i jednostek gospodarczych maskowały tzw. produkcję specjalną, czyli po prostu militarną. W epoce PRL była ona objęta ścisłą tajemnicą, której ujawnienie groziło surową odpowiedzialnością karną z paragrafów o… szpiegostwie. Właśnie dlatego przywołany na początku tekstu kabaretowy skecz wywoływał na widowni salwy szczerego śmiechu.

Licencyjny rozwój na kredyt

Dwie odnogi produkcyjne HSW, wojskowa i cywilna, dosyć istotnie się różniły. Wszystko, co strzela, wytwarzane było wyłącznie na podstawie licencji radzieckich, jako że w państwach Układu Warszawskiego obowiązywała zrozumiała unifikacja uzbrojenia. Dlatego np. lufy miały kalibry nieznane w Polsce przed wojną — haubice 122 mm, armaty przeciwlotnicze, czołgowe i przeciwpancerne 85 mm itd. Sprzęt specjalny, oczywiście, nie nosił oznaczeń producenta, a kategoria marketingu w tym sektorze oficjalnie nie istniała. Produkcja cywilna natomiast podlegała jawnemu obrotowi handlowemu, rzecz jasna — z anomaliami gospodarki centralnie sterowanej. W 1967 r. na zapotrzebowanie Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej — czyli cywilnej mutacji Układu Warszawskiego — HSW rozpoczęła produkcję pierwszych maszyn budowlanych i drogowych. Złota era Stalowej Woli rozpoczęła się po przejęciu władzy w PRL w końcówce 1970 r. przez wspomnianego na wstępie towarzysza Edwarda Gierka. Dekada tzw. przyspieszonego rozwoju Polski opierała się na kredytach, za które kupowano na Zachodzie najróżniejsze licencje. Dzięki zastrzykowi nowoczesnych technologii Kombinat Przemysłowy Huta Stalowa Wola (rozszerzona nazwa od 1972 r.) rozwinął produkcję poszukiwanych maszyn budowlanych i drogowych. Firmowe logo widniało na ogromnych koparkach, ładowarkach, spychaczach, betoniarkach, samojezdnych dźwigach itd. Ich wspólną cechą była masywność, a nawet potęga oraz ujednolicony kolor — żółty. Produkcja cywilna wysunęła się w HSW zdecydowanie na pierwszy plan, ograniczona zbrojeniówka stała się uzupełnieniem.

W szczytowym okresie rozwoju w latach 80. kombinat z filiami zatrudniał ponad 25 tys. ludzi, w samej HSW pracowało ich 20 tys. Pod koniec PRL zrealizowane zostało przez Stalową Wolę historyczne zamówienie nietypowe, w jednym egzemplarzu. Starachowice szczycą się zbudowaniem w 1979 r. na podwoziu Stara słynnego papamobilu (w dwóch egzemplarzach), którym Jan Paweł II jeździł podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski. Podczas trzeciej, w 1987 r., zaistniała potrzeba zbudowania wyjątkowego pojazdu o podobnym charakterze — ruchomego ołtarza, którym klęczący papież przejechał w Warszawie ze mszy przed Pałacem Kultury i Nauki pod kolumnę króla Zygmunta. I to właśnie HSW skonstruowała specjalną platformę, z wykorzystaniem… wózków akumulatorowych, które z powodzeniem produkowała od lat 50. Ten papamobil, inny od wszystkich, stoi obecnie w muzeum, ale nie w Stalowej Woli, lecz w Niepokalanowie.

Zmienne losy po upadku ustroju

Przemiany ustrojowe po 1989 r. obnażyły nieprzygotowanie kombinatu do twardych reguł gospodarki rynkowej, podobnie jak innych wielkich przedsiębiorstw państwowych. Stosunkowo szybko, już 15 lipca 1991 r., utworzona została spółka akcyjna Huta Stalowa Wola. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, a także Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, produkcja cywilna straciła zagraniczne rynki zbytu. Dla nogi wojskowej analogiczne znaczenie miała likwidacja Układu Warszawskiego, a także nałożenie embarga na handel z wojowniczym Irakiem. Przy czym sektor specjalny stanowił wtedy tylko kilka procent produkcji HSW, dlatego były nawet plany przeniesienia go na Śląsk. Gdyby tak się stało, dzisiaj HSW podzieliłaby los np. podobnych co do wielkości zakładów Ursus, które zniknęły (utrzymanie marki ciągników to zupełnie inna historia). W zamówieniach wojskowych niewiele poprawiło przystąpienie Polski do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Stalowa Wola na dodatek przegrała rywalizację o produkcję kołowego transportera opancerzonego. Jeszcze przed naszą akcesją do Unii Europejskiej HSW otrzymała państwową pomoc na przetrwane, uzależnioną od pozbycia się zbędnych terenów oraz ciążącego garbu socjalnego. Kolejnym zakrętem, przez który ledwie przeszła, był światowy kryzys finansowy w 2008 r.

W efekcie za ostatnią deskę ratunku uznana została przez resort skarbu sprzedaż części produkcji cywilnej. Do przetargu stanęło tylko chińskie LiuGong Machinery Poland, transakcja sfinalizowana została w 2012 r. HSW dostała 300 mln zł na rozwój i unowocześnienie produkcji wojskowej, jednak to założenie nie zostało zrealizowane. Z dzisiejszej perspektywy transakcja sprzedaży oceniana jest krytycznie, ponieważ firma została pozbawiona części cywilnej, znacznie większej od wojskowej. Z drugiej strony — dzięki wpłacie w ogóle przetrwała. Od 2016 r. sytuację HSW całkowicie zmieniło wejście do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W jej strukturze Stalowa Wola przeżywa tłusty okres, realizując miliardowe zamówienia modernizacyjne sił zbrojnych.

Najważniejsze kontrakty mają kryptonimy Regina i Rak. HSW jest także członkiem konsorcjum Wisła, czyli programu produkcji rakietowego zestawu przeciwlotniczego i przeciwrakietowego. Lista szczegółowych przedsięwzięć, w których uczestniczy HSW, jest bardzo długa. Zahartowanej, 80-letniej „stalówce” po przejściach wypada życzyć nie tylko, by hossa w sektorze militarnym utrzymywała się jak najdłużej, lecz także, by Stalowa Wola wróciła na rynek cywilny. Bez tej drugiej nogi nasze motto „Było, nie minęło” w odniesieniu do HSW ma jednak niepełny wydźwięk. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Zahartowana stalówka