Zainwestuj w szalik ekstraklasy

opublikowano: 06-10-2019, 22:00

Co powinien wiedzieć kolekcjoner, żeby nie zainwestować w dzieło ligi podwórkowej? Na początek, że sztuka zbyt miałka znudzi mu się ekspresowo

Pazur — do niego sprowadza się potencjał sztuki aktualnej, która rzuca wyzwanie malunkom urodnym, ale z przekazem płytkim jak umywalka. Najwyższa pora na trening dla ospałej głowy: kiedy w długim cieniu Pałacu Kultury szykowano wystawę przed jedną ze stołecznych aukcji, oprócz ram z klasyką awangardy na ścianach zawisł zestaw kibicowskich szalików oraz seria prac z Kaczorem Donaldem. Na postumencie, między kształtnymi rzeźbami, wyprężyła się plastikowa butelka mineralnej wody o szacunkowej wartości 1,3-2 tys. zł. Okazuje się, że twórczość, która ma nie stracić siły wyrazu po latach, może nie być ani łatwa, ani ładna — entuzjaści tortur zakuli ją w hasło „sztuka postkonceptualna”.

Powstała w 2007 r. praca z cyklu „Szaliki” to komentarz Janusza
Łukowicza do relacji kultury wysokiej z popularną oraz życzenie, żeby dyskusje
o sztuce nabierały temperatury stadionowej. Zestaw dla galeryjnego kibica
licytowany będzie w Librze 14 października.
Wyświetl galerię [1/2]

PRZEGLĄD SPORTOWY:

Powstała w 2007 r. praca z cyklu „Szaliki” to komentarz Janusza Łukowicza do relacji kultury wysokiej z popularną oraz życzenie, żeby dyskusje o sztuce nabierały temperatury stadionowej. Zestaw dla galeryjnego kibica licytowany będzie w Librze 14 października. Dom aukcyjny libra

Kadra Sasnala

Trzy akrylowe szaliki — starannie rozpięte w przeszklonej gablocie — mają w katalogu warszawskiej Libry spodziewaną cenę 6-10 tys. zł. Skąd przypuszczenie, że okażą się pewniejszą lokatą niż jakiś przystępniejszy widok z zachodzącym słońcem, starannie dobrany pod kolor sofy?

W pracach takich artystów jak Janusz Łukowicz — autor wspomnianych kibicowskich tekstyliów — nie sposób odnosić się do samej formy czy wizualnej urody, nie poznając treści, koncepcji. Na tkaninach profesjonalnie wykonanych przez producenta ligowych szalików krzyczą nazwiska trzech malarzy, ujęte w ich narodowe barwy: Wilhelma Sasnala z rodzimym orłem w godle, Damiena Hirsta w kolorycie brytyjskiej monarchii oraz Neo Raucha w kontrastach flagi zachodniego sąsiada. Kipi z nich przewrotność, szczerość życzenia albo dosadność humoru, bo oto stadionowe akcesoria przypisywane rozgorączkowanemu tłumowi niosą nazwiska rodem z wystawowych katalogów.

Damien Hirst, autor kontrowersyjnej instalacji z rekinem zatopionym w akwarium z formaliną, nieraz przewinął się przez wyspiarskie media z impetem żywszym niż brexit — stał się utartą ikoną artystycznego skandalu, podobnie jak Wilhelm Sasnal z Tarnowa uchodzić zaczął za popularny symbol podboju Zachodu. Skoro więc szaliki Łukowicza są nie tyle splotem nici, ile myśli i komentarzy — jaki to nurt i czy w ogóle mowa o obrazie, skoro tylko umownie powiewają w ramie?

Obrazorzeźba

Definiowanie obecnej epoki w polskiej sztuce rodzi kłopoty, dlatego że kiedy mówimy o tak dojrzałych twórcach, jak Łukowicz, Sasnal czy podpisany pod butelką Bujnowski, trudno wiązać ich jedną kategorią z goszczącymi na osobnych aukcjach świeżo upieczonymi absolwentami plastycznych wydziałów.

— Myślę, że historia sztuki jeszcze nie wytworzyła określenia dla tego bieżącego dorobku, choć teoretycznie można przyjąć, że to postkonceptualizm — nurt wywodzący się z lat 70., kiedy istotą dzieła stawała się treść, a nie uroda czy forma pracy. Zmiana pokoleniowa jest jednak zbyt głęboka, żeby to określenie było wystarczająco pojemne, bo twórczość uznanych współczesnych artystów bywa silnie zaangażowana społecznie i politycznie, a przede wszystkim pozostaje na pograniczu mediów. Fotografia przechodzi w malarstwo, obraz w instalację, a granice są coraz śmielej przesuwane, czego dobrym przykładem jest chociażby wywołany kibicowski szalik — komentuje Iwona Wojnarowicz z domu aukcyjnego Libra, podając początkującemu kolekcjonerowi prosty klucz wyboru.

Zdaniem ekspertki sposobem na wyłowienie w morzu dzieł tej intelektualnej ekstraklasy jest przede wszystkim sprawdzenie, czy dany artysta reprezentowany jest przez jakieś galerie, czy jego prace wystawiane bywają

na zagranicznych targach oraz czy eksponują je muzea i instytucje publiczne. Dzieła Rafała Bujnowskiego, które na aukcjach osiągają nawet sześciocyfrowe kwoty, zasilają różne muzealne zbiory, a mineralną „Wodę dla całej rodziny” eksponuje chociażby Mocak, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Co artysta miał na myśli — spyta inwestor, a okaże się, że myślał między innymi o machinalnych, wypranych z przemyśleń inwestycjach, jak i o tych zachodzących słońcach, które nad kanapę dobiera się w marketach z meblami. Bujnowski, oprócz etykiet na butelki wody, opracowywał serie codziennych przedmiotów, a następnie eksponował je jako dzieła, pokazując rozpęd, z jakim sztuka tworzona jest mechanicznie i pozbawiana wartości innej niż materialna. Wśród spożywczo-przemysłowych artykułów znajdziemy m.in. cukier biały „Paulina”, spinacze biurowe, tampony za niecałe 10 zł oraz bawełnianą koszulkę z napisem „Nie interesuję się sztuką”, którą artysta widział najchętniej w witrynach kiosków Ruchu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu