Zakazy trafiają na szklany sufit

opublikowano: 21-03-2021, 20:00

Kolejne antyepidemiczne rozporządzenie Rady Ministrów „w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów” zostało sfinalizowane w piątek 19 marca i opublikowane o godz. 18.

Objęło okres od soboty 20 marca do piątku 9 kwietnia, zatem vacatio legis miało znowu skandalicznie krótkie, zaledwie 6-godzinne. Władcy odbijają taki zarzut argumentem, że hiobową wieść o objęciu paraliżem całego terytorium Polski minister Adam Niedzielski przekazał w środę, zatem podmioty prowadzące działalność gospodarczą otrzymały „aż” dwa dni na przygotowanie się do kolejnego zamknięcia. Prawnie liczy się jednak wyłącznie treść z Dziennika Ustaw. Formalną zaletą 31-stronicowego rozporządzenia z piątku jest okoliczność, że to tekst jednolity, a nie wycinkowa nowelizacja poprzedniej wersji z 26 lutego. Na wszelki wypadek zajrzałem jednak do listy kategorii zawodów i funkcji, które władcy uprawnili do służbowego nocowania w hotelach. Obejmuje już 44 kategorie, punkt 31 się nie zmienił – na listę łaski wpisani zostali dziennikarze, zarówno etatowi, jak też prowadzący działalność gospodarczą.

Wejście w życie restrykcji ogólnopolskich powitane zostało 20 marca w stolicy manifestacją pod generalnym hasłem NIE. Obejmowało ono różne wątki, od niezgody na noszenie maseczek po negowanie sensu szczepień, zwłaszcza produktem firmy AstraZeneca. Oburzeni władcy potępili to zgromadzenie jako sprzyjające transmisji koronawirusa. Zwracam jednak ich uwagę na jeden z postulatów demonstrantów, który od miesięcy zachowuje aktualność: „STOP dyskryminacji branżowej”. Jej dowodem jest chociażby wspomniana lista noclegowa, ponieważ władcy wpisali na nią grupy uznane przez nich subiektywnie za ważne. Branże gospodarki nieobjęte taką oceną nie mogą oficjalnie wysłać nikogo w ciut dalszą podróż. Dotyczy to nawet podmiotów, które podczas gospodarskich wizyt z takim propagandowym uniesieniem odwiedzają prezydent czy premier. A przecież w działalności biznesowej nie wszystko da się załatwić zdalnie, zwłaszcza w produkcji wymagającej dostaw. Od urzędniczej interpretacji lub szczęśliwego/nieszczęśliwego kodu w Polskiej Klasyfikacji Działalności zależy nie tylko łaska/niełaska noclegowa, lecz w ogóle los tysięcy drobnych przedsiębiorców, prowadzących działalność oraz dających pracę. Wszyscy pokrzywdzeni z wielu branż od miesięcy zazdroszczą np. szkołom tańca, które bez jakiejkolwiek przerwy kuszą klientów: „Wybierz lokalizację i zapisz się na zajęcia już dziś!”. Oczywiście wprowadziły antyepidemiczne regulaminy, ale właśnie tak chcieliby odpowiedzialnie funkcjonować wszyscy dyskryminowani.

Rozwiązaniem najchętniej widzianym przez epidemiologów, ale oczywiście absurdalnym, byłoby stałe noszenie maseczek… w domach.

Przed drugą już sparaliżowaną Wielkanocą nastroje społeczne zdecydowanie różnią się od panujących rok temu. Akceptowalność zakazów dotarła już do szklanego sufitu i się odbiła. Władcy naprawdę nie mogą się dziwić, że skokowo rośnie podziemie prowadzenia najróżniejszych zakazanych usług, w tym m.in. gastronomicznych i noclegowych, ponieważ ludzka desperacja stała się większa od grożącej odpowiedzialności finansowej. Tym bardziej, że restrykcyjne przepisy od samego początku epidemii wprowadzane są w trybie nieprawidłowym konstytucyjnie. W mojej klasyfikacji głupstw kolejnych rozporządzeń od pewnego czasu pierwsze miejsce zajmuje nakaz noszenia maseczek również na świeżym powietrzu, ale z wybiórczą niekonsekwencją. Za brak maseczki podczas spaceru całkowicie pustym chodnikiem przy miejskim zieleńcu grozi grzywna, natomiast po zejściu dosłownie metr na trawę owego zieleńca – już nie…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane