Zakłady mięsne ograniczają zakupy
Giełdowi fachowcy zajmujący się obrotem towarowym sugerują, że zakłady branży mięsnej wyraźnie ograniczają swoje zakupy. Potwierdzają to także same przedsiębiorstwa.
— W tej chwili większość firm zajmujących się przetwórstwem mięsa ma spore zapasy, więc pozostaje tylko dobrze sprzedać własne produkty. Na razie jednak rynek zainteresowany jest przede wszystkim schabem. Reszta jest w sporym nadmiarze, co utrudnia zbyt — uważa Sylwester Prucheński, dyrektor do spraw finansowych Zakładów Mięsnych Koło.
OSTROŻNOŚĆ, z jaką podchodzą do zakupów przedsiębiorstwa mięsne, może poniekąd tłumaczyć sytuacja, jaka zaistniała po ostatnich świętach Wielkanocnych. Wówczas znaczna część produkcji pozostała dalej w magazynach.
DODATKOWO na ogólną pozycję na rynku negatywnie wpływa nadal zamrożony import mięsa i jego przetworów do Rosji.
— Napływające ostatnio optymistyczne sygnały ze strony rosyjskich kontrahentów z branży mięsnej na razie się nie potwierdzają. Powoduje to, że dalej najtrudniej jest pozbyć się słoniny, smalcu oraz tłuszczu, a więc tego asortymentu, który w największych ilościach wysyłany był do Rosji — informuje Robert Kaczyński, prezes Agro Giełdy w Łodzi.
W DALSZYM ciągu najlepiej sprzedaje się szynka i schab. Tak naprawdę jest to obecnie jedyny towar, którego sprzedaż nie nastręcza większych trudności.
DUŻY kłopot jest ze zbytem krajowego boczku. Nie pomaga nawet jego niska cena. Można go nabyć już po 3,5 zł/kg. Zastanawia w tym wszystkim to, że importowany boczek niemal od razu znajduje swoich nabywców bez względu na cenę. Zazwyczaj sprowadzany z Danii jest ponad dwukrotnie droższy od krajowego.
WYTŁUMACZENIE jest tylko jedno. Boczek duński swoją jakością zdecydowanie przewyższa nasz rodzimy. Jeszcze nie tak dawno kosztował on 7,20 zł/kg, a ostatnio już 8,40 zł/kg. Ta ostatnia podwyżka to efekt kończących się kontyngentów. Lecz nie wpłynęło to znacząco na obniżenie popytu.
— W zeszłym roku podobny problem jak teraz z krajowym boczkiem mieliśmy z łopatką — dodaje Robert Kaczyński.
NIEKTÓRZY specjaliści od obrotu towarowego liczą po cichu na powtórkę sytuacji na rynku mięsa z kilkunastu ostatnich dni grudnia ubiegłego roku. Wtedy zaczęła się fala gwałtownych zakupów mięsa, której raczej mało kto się spodziewał. Powtórka tamtego scenariusza wydarzeń na pewno wpłynęłaby na rozładowanie wysokiej podaży.