Popyt na kredyt inwestycyjny wśród firm w Polsce spada w tempie widzianym w najgłębszych dołkach kryzysu finansowego i covidowego. Wygląda na to, że czeka nas załamanie nakładów rozwojowych. Plus jest taki, że są one niskie, więc nie czeka nas pękanie baniek inwestycyjnych czy spekulacyjnych. Jednocześnie rosnący popyt na kredyt obrotowy może być symptomem zakorzeniania się inflacji w gospodarce.

Dane dotyczące oceny popytu na kredyt pochodzą z ankiety prowadzonej przez Narodowy Bank Polski wśród członków komitetów kredytowych banków. Ocena jest wyrażana jako odsetek netto komitetów oczekujących wzrostu (+) lub spadku (-) popytu z danego źródła.
Ocena bieżącego popytu netto na kredyt inwestycyjny wynosi -60,7 proc. i od 2004 r. była niższa tylko dwa razy – w trzecim kwartale 2020 r. (pandemia) oraz w bieżącym roku kwartał wcześniej. Blisko obecnej wartości ocena ta znalazła się również w połowie i pod koniec 2009 r. Patrząc na historyczne korelacje, taki wskaźnik spójny jest ze spadkiem faktycznych inwestycji rzędu 5-10 proc. Byłby to bardzo duży, wręcz recesyjny, spadek. Nie musi oczywiście nastąpić, ale istnieje spore ryzyko, że firmy w obawie przed niepewnością związaną z cenami ograniczą długookresowe projekty.
Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że przy niskiej stopie inwestycji (udział inwestycji w PKB; PKB składa się z inwestycji, konsumpcji i eksportu netto) ich redukcja nie powinna wywołać długotrwałej recesji. Najgorsze recesje występują po okresach przeinwestowania i nadmiernego kredytowania. Gospodarka musi wtedy istotnie zmienić strukturę produkcji, bo duża część zakupionych maszyn, urządzeń i budynków nie spełnia swojej roli. Kredyty się nie spłacają, więc banki nie finansują nowych przedsięwzięć. Dlatego po kryzysach finansowych stagnacja bywa bardzo długa.
W Polsce udział inwestycji w PKB przez wiele lat stopniowo spadał i teraz wynosi niecałe 17 proc. Kiedyś bywało to zdrowo powyżej 20 proc. O polskiej gospodarce można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest przeinwestowana. Spadek inwestycji nie powinien być jednocześnie głęboki i długi – może będzie głęboki i przejściowy, lub długi i płytki. W końcu firmy zawsze potrzebują odnawiać część majątku produkcyjnego.
W ankiecie kredytowej ciekawe są też wskazania dotyczące kredytu obrotowego. Popyt na ten rodzaj kredytu wciąż rośnie, choć już wolniej niż w połowie roku. Wzrost jest napędzany przez bardzo wysoką inflację, która sprawia, że finansowanie bieżącej działalności jest coraz droższe (stąd korelacja popytu na kredyt obrotowy i nominalnych przychodów firm, widoczna na wykresie). Jednocześnie jednak wydawałoby się, że niektóre czynniki powinny obniżać popyt na kredyt obrotowy: firmy zaczynają redukcję zapasów po ich rekordowym przyroście w pierwszych miesiącach roku, a finansowania kapitału obrotowego staje się nominalnie coraz droższe.
Dlatego wciąż bardzo wysoki popyt na kredyt obrotowy może sygnalizować, że firmy oczekują trwale podwyższonej inflacji. Mimo wysokich stóp nominalnych postrzegają stopy realne jako niskie. W ten sposób może utrzymywać się spirala – ceny rosną, obniżają realną stopę procentową, która podnosi popyt firm na towary, usługi i pracę oraz przyczynia się do utrwalenia wysokiej inflacji. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to może być to sygnał „przyklejania się” inflacji do gospodarki, co utrudni jej obniżenie w 2023 r., nawet w warunkach recesji.
