Załamanie wisiało w powietrzu
SKALA MAKRO: Poprawa nastrojów na giełdzie będzie teraz zależała od wyników spółek w II półroczu — uważa Wiesław Rozłucki, prezes GPW. fot. B. Skrzyński
Wiesław Rozłucki, prezes zarządu GPW
- Spadki to konsekwencja pogarszających się już od dłuższego czasu nastrojów wśród inwestorów. Giełdzie nie sprzyjają pełne niepokoju głosy o sytuacji makroekonomicznej i wycofywaniu z parkietu kapitału zagranicznego. Na to dodatkowo nakładają się obawy związane z rokiem 2000. Bezpośrednią przyczyną deprecjacji kursów zdecydowanej większości akcji mogą być również wczorajsze spadki w Nowym Jorku. Wysokie ceny akcji na Wall Street od dwóch lat budzą niepokój. Jeżeli dojdzie tam do załamania, to odbije się to na wszystkich giełdach świata, także na naszej.
Roman Sosnowski, analityk WBK AIB Asset Management
- Mamy do czynienia z zakończeniem trendu wzrostowego, zapoczątkowanego jeszcze we wrześniu ubiegłego roku. Teraz można się spodziewać zmiany trendu na spadkowy, a w najlepszym razie na boczny. Ewentualne odbicie powinno nastąpić dopiero, gdy WIG osiągnie poziom 15 tys. punktów. Na razie, do inwestowania na warszawskiej giełdzie nie zachęca też ogólny obraz polskiej gospodarki. Deficyt obrotów bieżących jest na alarmującym poziomie, złoty słabnie, a jakby tego było mało — kłopoty ma ZUS.
Sebastian Buczek, doradca inwestycyjny ING BSK AM
- Załamanie na parkiecie nie było może zaskoczeniem, ale na pewno zadziwiło swoją skalą. Nastąpiła akumulacja niekorzystnych czynników, skończyła się cierpliwość niektórych inwestorów. Trudno jednoznacznie określić przyczyny tak ostrych spadków. Na pewno część z nich tkwi w sytuacji makroeknomicznej. Problemy z deficytem obrotów na rachunku obrotów bieżących, wzrost akcji kredytowej. To wszystko budzi obawy o możliwe podniesienie przez RPP stóp procentowych jeszcze przed końcem roku. Inwestorzy nie mogą także liczyć na poprawę sytuacji w gospodarce, która wbrew wcześniejszym prognozom, zakładającym ożywienie w drugim półroczu, nie może się zdecydowanie odbić. Taki stan rzeczy może jak najbardziej rozczarowywać do inwestycji na rynku akcji i nie tworzy dobrego klimatu wokół giełdy.
Przypuszczam jednak, że w ciągu najbliższych sesji dojdzie do kolejnego przesilenia i kursy większości akcji ponownie zaczną rosnąć. Wskazywałaby na to skala wczorajszej przeceny.
Sławomir Kłusek, analityk Staropolskiego Domu Maklerskiego
- W ostatnich dniach wzmocniły się obawy o dalsze zaostrzenie polityki pieniężnej prowadzonej przez amerykański bank centralny. Jest to o tyle groźne, że na giełdzie nowojorskiej panuje zasada „trzy kroki i krach”. Mówi ona, że trzecia z kolei podwyżka stóp procentowych przez Fed może doprowadzić do załamania na rynku akcji. Wyprzedaż nie ominęła również rynku polskiego. Wczoraj podczas notowań jednolitych byliśmy wręcz świadkami paniki. Sądzę, że tak radykalna reakcja inwestorów wynikała głównie z braku aktywności strony popytowej po stronie dużego kapitału oczekującego w napięciu na informacje o produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej, jakie mają być opublikowane przez GUS. Jest to szczególnie ważne w sytuacji, w której hossa na GPW w pierwszych miesiącach tego roku wynikała w dużym stopniu z nadziei na ożywienie gospodarcze w drugim kwartale.
Analityk zachodniego banku inwestycyjnego
- Po kilku tygodniach względnego spokoju na warszawskim parkiecie mamy obecnie do czynienia z silnym odreagowaniem części inwestorów, którzy na wieść o słabszych od oczekiwanych wynikach gospodarczych postanowili wreszcie pozbyć się posiadanych akcji. Przesilenie wisiało nad GPW już od dłuższego czasu. I tak należy podziwiać inwestorów, że starczyło im na tak długo cierpliwości. Obecnie brak jest na rynku jednoznacznych sygnałów, które mogłyby napawać jakimś optymizmem na przyszłość. Z perspektywy Londynu widać, jakie znaczenie mają wszelkiego rodzaju wskaźniki makroekonomiczne.