Rozpoczęte wczoraj na deptaku czterodniowe — tym razem deszczowe — spotkanie świata biznesu, polityki, nauki i mediów, zorganizowane przez Instytut Wschodni po raz siedemnasty, ewoluuje, ale też utrzymuje tradycje. Pijalnia wód i inne zdrojowe obiekty jak zwykle przybrały na kilka dni forumową szatę, ale bywalcy imprezy nawet po omacku trafiają na swoje krzesła stojące w tych samych miejscach. O ile powtarzalność organizacyjna jest zaletą, o tyle w warstwie programowej grozi nudą — dlatego gospodarzy wypada podziwiać za każdorazowe wymyślanie głównego hasła, które tym razem brzmi „Europa — kryzys, zmiany czy szanse?”. Jeszcze większej inwencji wymaga znalezienie oryginalnych tematów 150 debat, zebranych w 11 blokach programowych.
Forum Ekonomiczne to nie targi, na miejscu nikt
nie podpisuje kontraktów ani nie podejmuje wiążących decyzji. Ale setki spotkań
w większych i mniejszych gronach, uściśniętych rąk, wymienionych wizytówek i
wypitych drinków potem owocują, ponieważ służą lepszemu zrozumieniu się
wymienionych na wstępie środowisk oraz reprezentowanych w Krynicy-Zdroju państw
— od jądra Unii Europejskiej po Azję. Biznes uważnie wsłuchuje się w sygnały
polityków o trendach nie tylko gospodarczych. Forum stało się zatem
wyznacznikiem — jednym z wielu, ale znaczącym — poziomu inwestycyjnego zaufania
do Polski, ale też do innych państw naszego regionu.
Z tego punktu widzenia ideałem byłoby
spotykanie się świata biznesu ze światem polityki jak najbardziej
ustabilizowanym, a przynajmniej przewidywalnym — właśnie ta cecha jawi się
największym dobrem, jakie władza może ofiarować przedsiębiorcom. Niestety, w tym
roku do owego ideału jest dalej niż kiedykolwiek. Wrześniowy termin forum kilka
razy trafiał na planowe kampanie wyborcze w Polsce, ale miało to swoją wartość —
odchodzące ekipy AWS w roku 2001 i SLD w 2005 zdawały sobie sprawę z tego, co
zrobiły dla gospodarki, świat biznesu zaś formułował oczekiwania wobec ich
następców. Tegoroczna sytuacja jest całkowicie anormalna, ale nie tu w Krynicy,
lecz w stolicy. Inauguracyjną debatę o europejskich dylematach mieli wczoraj
toczyć premierzy Jarosław Kaczyński, Wiktor Janukowycz z Ukrainy (rok temu obaj
byli), Gediminas Kirkilas z Litwy oraz Matthias Platzeck, szef krajowego rządu
Brandenburgii — stawił się tylko ten ostatni. Rząd reprezentuje pion gospodarczy
pod wodzą wicepremier Zyty Gilowskiej — m.in. Piotr Woźniak, Grażyna Gęsicka,
Jerzy Polaczek oraz wiceministrowie — ale surrealizmem jest okoliczność, że
wszyscy wymienieni ministrowie (oprócz Gilowskiej, ale pani wicepremier też nie
uciecze) zostali przeznaczeni przez komisje sejmowe do politycznego ostrzału,
który być może się dopełni w sobotę.
Polityczna nerwówka dostrzegalna jest także w
reprezentacji Ukrainy — wszak tam wybory odbędą się 30 września. Z góry wiadomo,
że tematyczne debaty gości z Kijowa skręcą w stronę starcia wyborczego —
zwłaszcza że wpadnie krynicka weteranka Julia Tymoszenko. Jeszcze inny kraj ze
Wschodu czekają wkrótce wybory — 2 grudnia parlamentarne, a wiosną prezydenckie.
To Rosja — jedno z nielicznych państw, gdzie władza jest całkowicie
przewidywalna. Kreml od lat demonstracyjnie lekceważy Forum Ekonomiczne i
przysyła drugorzędną reprezentację — w tym roku obecny jest świat nauki i
organizacje pozarządowe.