Kryteria przyznawania unijnych pieniędzy budzą duże kontrowersje
Resort rozwoju nie ufa małym firmom. Dlatego pomoże dużym i silnym, chociaż to nie one najbardziej potrzebują wsparcia.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego chciało pomóc wszystkim firmom w sięganiu po dotacje unijne, ale górę wzięły obawy. Dlatego wesprze tylko niektóre. Niestety, nie wybrało tych, które najbardziej pomocy potrzebują. Tak w skrócie można opisać pomysł resortu, aby wypłacać przedsiębiorstwom zaliczki na projekty dotowane z funduszy unijnych.
— Beneficjenci będą otrzymywać część pieniędzy jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji, zamiast — jak było do tej pory — po jej zakończeniu i rozliczeniu. Takie rozwiązanie znacznie usprawni przeprowadzenie projektu — twierdzi Grażyna Gęsicka, minister rozwoju regionalnego.
Pomysł słuszny — firmy nie będą musiały starać się o finansowanie zewnętrzne, co zmniejszy koszty inwestycji i uprości procedurę, a zatem ułatwi sięganie po dotacje. Jest jednak jedno ale. Resort obawiał się, że część firm weźmie zaliczkę i mimo umowy nie zrealizuje przedsięwzięcia.
— W takiej sytuacji odzyskanie pieniędzy byłoby trudne. Droga sądowa jest czasochłonna i kosztowna — tłumaczy Grażyna Gęsicka.
Biednemu wiatr w oczy
Ministerstwo mocno więc okroiło listę przedsiębiorstw, którym taka forma płatności będzie przyznawana. Chodzi o firmy, które ubiegają się o dofinansowanie prac badawczo-rozwojowych oraz te, które wdrażają inwestycję o innowacyjności na poziomie co najmniej europejskim. Co to oznacza w praktyce? Zaliczka często będzie trafiała nie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.
— Pierwsze kryterium jest bezdyskusyjne — prace badawcze są obarczone dużym ryzykiem, dlatego zdobycie finansowania jest trudne. Drugie jest już bardziej kontrowersyjne — twierdzi Ewa Fedor z Konfederacji Pracodawców Polskich.
Europa to luksus
Tłumaczy, że zakup technologii innowacyjnej w Europie to luksus, na który mogą sobie pozwolić silne firmy, a te nie mają problemu ze zdobyciem finansowania. Mniejsze, wprowadzające innowacje na skalę regionalną lub krajową, będą musiały obejść się smakiem.
To zdanie podzielają przedsiębiorcy.
— Zaproponowane rozwiązanie nie przystaje do realiów prowadzenia przedsiębiorstwa w Polsce — uważa Przemysław Jastrzębski, prezes Viki Family.
Przepisy przewidują także, że zaliczka przysługuje przedsiębiorcom, którzy ubiegają się o wsparcie z Europejskiego Funduszu Społecznego. To również nie jest dla nich żadna gratka.
— Chodzi tu głównie o finansowanie szkoleń. Firmy i tak będą korzystały zazwyczaj z usług firm szkoleniowych, dlatego pieniędzy wypłaconych w formie zaliczki nawet nie zobaczą. Zresztą nie jest to novum — firmy szkoleniowe już teraz otrzymują płatności w trakcie realizacji projektu — mówi Ewa Fedor.
Nie tylko kryteria będą odsuwać przedsiębiorców od pieniędzy na start. Firma musi także przekonać urzędnika, że gdyby chciała ukraść, to ma z czego oddać.
— Formy zabezpieczeń nie zachęcają do sięgania po zaliczkę — twierdzi Renata Bugała z Accreo Taxand.
13
mld zł Tyle pieniędzy z funduszy unijnych na lata 2007-13 rząd zamierza wypłacić w formie zaliczek.