Justyna Pawlak
WARSZAWA (Reuters) - Przedstawiciel Ministerstwa Finansów zapewnił w czwartek, że ostatnia rewizja tegorocznego budżetu jest realistyczna, chociaż nowy poziom deficytu budżetowego wymaga dodatkowego zamrożenia wydatków.
We wtorek rząd zatwierdził podwyższenie tegorocznego deficytu budżetowego o 3,8 miliarda złotych do 32,9 miliarda złotych. Rewizja ma umożliwić spłatę części zaległych zobowiązań skarbu państwa z poprzednich lat. W opinii Narodowego Banku Polskiego (NBP) i analityków ta druga już w tym roku rewizja budżetu będzie neutralna. Jednak obawiają się, że założenie dotyczące nowego poziomu wydatków i dochodów nie są realistyczne, gdyż zakładają większe niż oczekiwane wpływy z podatków.
"Z pewnością osiągniemy założony poziom deficytu" - powiedział Jacek Krzyślak, dyrektor polityki finansowej i statystyki w resorcie finansów.
"Konieczne będzie zamrożenie wydatków w poszczególnych sektorach. Mogą też pojawić sie pewne oszczędności na obsłudze zadłużenia zagranicznego z powodu sytuacji na rynku" - dodał.
Zrewidowany budżet zakłada, że tegoroczne wydatki wyniosą 185,44 miliarda złotych, a dochody 152,47 miliarda złotych. Jednak z innych dokumentów ministerstwa wynika, że tegoroczne dochody wyniosą 141,46 miliardów złotych.
Krzyślak przyznał, że różnica między zaplanowanymi, a oczekiwanymi dochodami wynosi 11 miliardów złotych. Jednak zamrożenie wydatków zatwierdzone w październiku, pokryje 8,5 miliarda złotych tej luki.
Pozostałe 2,5 miliarda będzie trzeba znależć w formie oszczędności lub zamrożonych wydatków, powiedział Krzyślak.
"PODEJRZANE" DOCHODY
Analitycy krytykowali rząd za to, że w zrewidowanym budżecie nadal znajduje się kwota dochodów w wysokości 152,47 miliarda złotych, którą już od dawna uważa się za nierealną.
"Zdecydowaliśmy się trzymać się starych założeń, mimo że są one nierealistyczne" - powiedział.
Eksperci dziwią się też, dlaczego rząd zdecydował się na taki poziom wydatków, który nie odzwierciedla październikowej decyzji o zamrożeniu wydatków.
"Zamrożenie wydatków, które ma przynieść 8,5 miliarda złotych nie może być odblokowane, a uwględnienie tej blokady w wydatkach byłoby bardzo skomplikowane i czasochłonne" - dodał.
Jeżeli odejmie się te 8,5 miliarda od zaplanowanego poziomu wydatków, wówczas uda się osiągnąć ustalony deficyt, nawet jeśli dochody będą niższe. Wciąż będzie brakowało 2,5 miliarda złotych, jednak tę kwotę da się spłacić dzięki oszczędnościom i dodtkowym cięciom.
Krzyślak powiedział, że nie spodziewa się by zamrożenie wydatków spowodowało, iż rządowe agendy będą zadłużać się w bankach komercyjnych. Gdyby tak się stało wzrósłby deficyt sektora publicznego, który jest wyznacznikiem popytu wewnętrznego i który uważnie śledzi Rada Polityki Pieniężnej (RPP).
Analitycy ostrzegają, że ograniczenie wydatków często przekłada się na zwiększenie zadłużenia w bankach i zwiększa deficyt ekonomiczny.
"Nie wszystkie wydatki są obligatoryjne, więc niektóre cięcia i tak nie będą finansowane. Pieniądze po prostu nie zostaną wydane" - uważa Krzyślak.
TŁUSTY GRUDZIEŃ
Podczas czwartkowej debaty sejmowej minister finansów Marek Belka powiedział, że na koniec listopada przychody wyniosły około 129 miliardów złotych.
Komentując tę wielkość, która jest wciąż o 12 miliardów złotych niższa od pesymistycznych prognoz na koniec grudnia, Krzyślak powiedział:
"Plan 141,46 miliarda złotych na koniec tego roku jest wciąż bardzo realistyczny. Wpływy z podatków są zawsze większe w grudniu z powodu sezonowości w przypadku VAT i akcyzy. Również wpływy z podatków od osób prawnych są wtedy wyższe z powodu niektórych regulacji prawnych" - powiedział Krzyślak.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 97 00, fax +48 22 653 97 80, [email protected]))