Ściągnięcie znanych ekonomistów do NWAI zajęło Mateuszowi Walczakowi półtora miesiąca. Ponoć to nie tylko chwyt marketingowy.
Sceptycy zarzucają im, że obiecują gruszki na wierzbie. Reszta przygląda się ich działalności z uznaniem i zrozumieniem. New World Alternative Investments (NWAI), spółka zajmująca się inwestowaniem w tzw. instrumenty alternatywne, po roku działania przygotowała wielkie nowe otwarcie. Rybiński, Gronicki i Jankowiak. Trzy tuzy ekonomii i rynku finansowego zasiadły w radzie nadzorczej. Firma ogłosiła, że zostanie domem maklerskim.
A szef rady zna karate
Krzysztof Rybiński, przewodniczący rady nadzorczej NWAI, po efektownym odejściu na początku roku z Narodowego Banku Polskiego, od Mateusza Walczaka, założyciela NWAI, sygnał dostał niemal od razu.
— Czy długo się wahał? Około półtora miesiąca, licząc od pierwszego kontaktu w sprawie propozycji. Krzysztof w NBP przyzwyczaił się do ściśle przestrzeganych procedur — nie mógł inaczej, przecież zarządzał 150 mld zł rezerw. Mocno naciskał, byśmy uporządkowali ład korporacyjny po jego myśli. Najdłużej akurat tę część naszej współpracy ustalaliśmy — opowiada Mateusz Walczak.
Negocjacje z byłym wiceprezesem NBP — który słynie w środowisku finansowym z tego, że prowadzi niezłego bloga www.rybinski.eu oraz że był najlepszym ekonomistą rynków finansowych w 2000 r. (według „Rzeczpospolitej”) — musiały być trudne. Rybiński świetnie zna karate.
— Żarty na bok — uśmiecha się Rybiński.
Dodaje, że gdy pracował jako główny ekonomista BPH, Mateusz Walczak odpowiadał za produkty strukturyzowane tego banku. Pracował także z Paulem Polaczkiem, drugim założycielem NWAI w Banku Zachodnim WBK, gdzie ten był szefem sprzedaży produktów finansowych.
— Nasze rozmowy przebiegały w atmosferze zrozumienia — wyjaśnia.
Osobą scalającą towarzystwo był jednak Janusz Jankowiak — były główny ekonomista BRE Banku — który najlepiej zna się z Mateuszem Walczakiem. Za jego pośrednictwem do spółki wszedł Krzysztof Rybiński i Mirosław Gronicki, w latach 2004-05 minister finansów w rządzie Marka Belki.
— Nim dostałem autoryzację Goldman Sachs, nim Krzysztof Rybiński dostał posadę w NBP — chcieliśmy do spółki z Januszem Jankowiakiem założyć podobną do NWAI firmę. Kiedy Mateusz Walczak zgłosił się do niego, tak się to wszystko potoczyło — opowiada Mirosław Gronicki.
— Oprócz rady nadzorczej był też pomysł, żebyśmy tworzyli szybkie, dostępne drogą elektroniczną analizy makroekonomiczne pod konkretnego klienta NWAI. Na razie zostało to odłożone, choć myślę, że wrócimy do sprawy — wyjaśnia Janusz Jankowiak.
Cała trójka jednocześnie uważa, że pomysł na biznes New World jest wyjątkowo udany. Banki dopiero próbują wejść w tę niszę. Produkty strukturyzowane, instrumenty pochodne. Złoto, ropa, żywność.
— Można sobie nawet wyobrazić, że da się zrobić ubezpieczenie jako instrument, który pozwoli pracodawcom zabezpieczyć się przed brakiem rąk do pracy. Czas dla funduszy alternatywnych jest dobry — od Nowego Jorku po Szanghaj wszystko wyschło. Zawirowania na giełdach szybko pokazały inwestorom, że nie warto wrzucać wszystkich jajek do tego samego koszyka — opowiada Krzysztof Rybiński.
— Na naszą korzyść działa to, że taka sytuacja może się utrzymać jeszcze nawet przez półtora do dwóch lat — dorzuca Janusz Jankowiak.
Do tej pory NWAI tworzył produkty strukturyzowane, głównie oparte na ubezpieczeniach, gdzie inwestorzy dostają często 100 proc. gwarancji zwrotu wpłaconego kapitału (w przyszłości nie wszystkie mają mieć taki bezpiecznik). Wyniki sprzedaży na razie nie imponują — w dotychczasowych subskrypcjach inwestorzy wpłacili poniżej 100 mln zł. Spółka sprzedaje swoje produkty także dużym firmom i korporacjom.
— Dom maklerski pozwoli nam rozszerzyć działalność. Nawiązaliśmy współpracę z Open Finance, Expanderem czy z GoldenEgg. Zwiększyliśmy dzięki temu możliwości dystrybucyjne. Oprócz domu maklerskiego holding powoła też kolejną spółkę: New World Art Collectors, która będzie kupowała dzieła sztuki. Inwestorzy dysponujący co najmniej 100 tys. zł będą mogli zostać jej akcjonariuszami — mówi Mateusz Walczak.
NWAI chce uzyskać 1,5 mln zł, za które kupi dzieła współczesnych polskich artystów, licząc, że ich wartość wzrośnie. Myśli też o inwestowaniu w artystów sceny muzycznej.
Firma Walczaka ma tu zresztą doświadczenie. Stworzona przez Marka Chomkę, dyrektora inwestycyjnego NWAI kolekcja Fundacji Sztuki Polskiej ING Banku Śląskiego w trzy lata zwiększyła wartość o 100 proc. Walczak też jest w takich rzeczach biegły. Przez półtora roku do kwietnia 2007 r. pracował na stanowisku dyrektora w Citibank NA w Londynie. Odpowiadał za sprzedaż produktów strukturyzowanych klientom instytucjonalnym w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej. W Londynie Walczak spędził trzy lata — przed Citibankiem miał roczny kontrakt z Merrill Lynch.
Zakład na groszki
Gronicki, Jankowiak i Rybiński objęli niewielkie udziały w jego New World (po ponad 1 proc.). Są marketingowym wabikiem i gwarancją bezpieczeństwa dla inwestorów. Oprócz oczywistego biznesowego celu zawiązania sojuszu — jak to często bywa — współpraca znanych polskich ekonomistów w NWAI ma też drugie dno.
Siedziba ING. Przy wejściu właściciel postawił słój z groszkami. Pracownicy organizują zakłady — ile jest groszków. Ktoś obstawia „short” na 2000 groszków, ktoś „long” ze strikiem na 1700. Krzysztof Rybiński też ma swój typ.
— Na koniec wyznaczona osoba wysypywała te groszki, liczyła i następowała wypłata wygranych — opowiada były wiceprezes NBP. Sugeruje i jednocześnie potwierdza, że środowisko bankowców i ekonomistów zakłada się o wszystko. Obecność w NWAI jest po trochu realizacją takich — na pierwszy rzut oka szczenięcych — pasji i ciągot.
New World ma bardzo duże możliwości. Istnieje ogromna szansa, że powstaną tu produkty tak „odjechane”, że mało kto się tego spodziewa. Na przykład oparte na produktach branży finansowej, bukmacherskiej i ubezpieczeniowej.
— Kilka lat temu widziałem produkt pewnego szwajcarskiego banku, powiązany z dynamiką wzrostu płac top menedżerów. Zastanawiam się — i nie widzę powodu, dla którego taki produkt miałby nie sprzedać się w Polsce. Jeśli na czymś można robić pieniądze, jeśli są dwie strony, które mają osobny pogląd i ocenę rynku, można zrobić wszystko — zapewnia Mateusz Walczak.
Na razie Gronicki, Jankowiak i Rybiński — różnią się w jednym. Gronicki i Jankowiak nie zainwestowali póki co swoich oszczędności w produkty NWAI. Krzysztof Rybiński włożył pieniądze w certyfikat ubezpieczeniowy NWAI o nazwie Food3 — koszyk oparty po równo na cenach pszenicy, kukurydzy i soi.
Bez sentymentu
— Mam swoje powody i poglądy na temat cen żywności. W dłuższej perspektywie na pewno dadzą interesującą stopę zwrotu — przewiduje Krzysztof Rybiński.
— Staram się nie kupować produktów firm, w których się udzielam. Za dużą rolę grałby tu sentyment — odparowuje Mirosław Gronicki.
Z chwilą wejścia do NWAI Mirosław Gronicki, Krzysztof Rybiński i Janusz Jankowiak nie zaprzestali oczywiście swoich dotychczasowych działań.
Pierwszy ma firmę konsultingową w Polsce oraz jest partnerem w podobnej — tyle że w Londynie. Doradza rządom i bankom centralnym wschodzących państw Europy, Azji i Afryki, z wyłączeniem Polski. Zasiada też w radzie nadzorczej Telekomunikacji Polskiej.
Drugi niebawem obejmie eksponowane stanowisko w firmie tzw. wielkiej doradczo-audytorskiej czwórki (KPMG, Deloitte, PwC, Ernst & Young). Wszystko już dogadane.
Janusz Jankowiak jest społecznym doradcą premiera Donalda Tuska, prowadzi też własną firmę doradczą JJ Consulting.
Cisza, jak makiem zasiał
Krzysztof Rybiński był uczestnikiem jednego z najbardziej spektakularnych odejść pierwszego kwartału roku. W styczniu zrezygnowali z funkcji wiceprezesów Narodowego Banku Polskiego wspólnie z Jerzym Pruskim. Rybiński nie podał przyczyny, Pruski oświadczył, że nie mógł dłużej w sposób efektywny pracować dla NBP. Potem Krzysztof Rybiński przyznał jednak, że prezes Sławomir Skrzypek próbował go zatrzymać i sam skrytykował sposób odejścia Jerzego Pruskiego. Zapewnił też, że cały szum, który powstał wokół banku centralnego, nie służy nikomu, ani bankowi, ani stabilności złotego. Krzysztof Rybiński odpowiadał jako wiceprezes NBP za rezerwy państwa, czyli za 150 miliardów złotych.
Niby zarobili, ale zwalniają Goldman Sachs jest jednym z największych banków inwestycyjnych na świecie. Powstał w 1869 r. Główną kwaterę ma w Nowym Jorku. Działa jako doradca finansowy dla największych firm i rządów. W połowie ubiegłego roku usłyszeliśmy, że zarobił na recesji na rynku nieruchomości, ale „New York Post” podał, że chce zmniejszyć liczbę etatów o 15 proc.
Wino nie do picia, lecz do zarabiania
Alternatywne inwestycje spod znaku NWAI nie są jedyną możliwością lokowania pieniędzy poza rynkiem giełdowym. Inwestycje w rynek win proponuje Stilnovisti Wine & Art Banking z Poznania. Na podstawie symulacji przy zastosowaniu portfela złożonego z win najwyższej klasyfikacji (Bordeaux Premier Cru) uśredniony wynik za ostatnie 5 lat wyniósł 288 proc. Wartość portfela w momencie otwarcia wynosiła około 70 tys. funtów. Ceny, które posłużyły do obliczeń, są uśrednionymi cenami transakcyjnymi z notowań londyńskiej giełdy Liv-ex. Najlepsze pozycje w symulacji osiągały wyniki na poziomie 437 proc. (Lafite Rothschild 1982) czy 515 proc. (Lafite Rothschild 2000). Londyńska giełda win Liv-ex powstała w 1999 r.
Inwestycje alternatywne
Przede wszystkim są to produkty strukturyzowane, fundusze hedge, private equity, inwestycje w surowce, instrumenty pochodne oraz inwestycje emocjonalne (sztuka itd.). Popularność zyskała strategia inwestycyjna, stworzona na podstawie instrumentów pochodnych, charakteryzująca się całkowitą lub częściową gwarancją zainwestowanego kapitału.
