Zamach na niezależność NBP

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2006-01-27 00:00

Premier chce niższych stóp procentowych i likwidacji RPP. Ekonomiści ostrzegają, by nie ograniczać niezależności banku centralnego.

Jak zwykle, przed posiedzeniem (30-31 stycznia) Rady Polityki Pieniężnej (RPP) pojawiają się głosy o możliwości redukcji stóp procentowych, czyli tzw. przestrzeni czy pola do obniżek. Wczoraj w tej sprawie wypowiedział się premier Kazimierz Marcinkiewicz. Stwierdził, iż w obecnej sytuacji, gdy inflacja spadła poniżej 1 proc. (dokładnie do poziomu 0,7 proc. r/r w grudniu), nie wyobraża sobie, by RPP mogła stóp nie obciąć. Spodziewa się też, że nie będzie to ostatnia obniżka.

Podobnego zdania są inwestorzy, którzy liczą na 25-punktowe cięcie stóp już w styczniu i być może jeszcze jedno w następnych miesiącach. Choć, jak zauważył wczoraj Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP), niska inflacja w grudniu wynika z dwóch najważniejszych czynników: zablokowania eksportu żywności do Rosji oraz obniżenia marż na paliwa.

— Trudno spodziewać się, aby te czynniki utrzymywały się także w kolejnych miesiącach — powiedział Leszek Balcerowicz.

Zjawiskiem bardziej niepokojącym od comiesięcznych dyskusji na temat odpowiedniej wysokości stóp procentowych jest jednak powracająca przy tej okazji idea zmian w NBP.

— RPP trzeba znieść, zmieniając konstytucję — uznał premier.

Według Katarzyny Zajdel-Kurowskiej, głównej ekonomistki Banku Handlowego, tak radykalne stwierdzenie jest bardzo niepokojącym sygnałem.

— Dotąd premier nie mówił o likwidacji umocowanej w konstytucji RPP. To w pewnym sensie zamach na niezależność banku centralnego — uważa ekonomistka BH.

Zdaniem premiera, NBP powinien jednak pozostać niezależny, ale jego polityka musi uwzględniać politykę kraju.

Nie sprecyzował jednak, o co mu chodzi. Wcześniej głośno było o koncepcjach obarczenia NBP obowiązkiem wspomagania wzrostu gospodarczego i zapobiegania bezrobociu.

— To byłoby złe rozwiązanie. NBP nie mógłby realizować tych obowiązków bez szkody dla swojego podstawowego celu, jakim jest dbanie o niską i stabilną inflację — uważa Piotr Bujak, ekonomista Banku Zachodniego WBK.

Jego zdaniem, jeśli dodatkowo nastąpiłaby zmiana prezesa NBP, moglibyśmy mieć do czynienia z mniej ostrożną polityką monetarną, a w konsekwencji ze wzrostem inflacji, osłabieniem złotego i być może pewnym wzrostem gospodarczym. Na krótko jednak.

— W dłuższym okresie groziłoby to destabilizacją gospodarki — przestrzega Piotr Bujak.