Zamach w Cytadeli

opublikowano: 13-10-2016, 00:00

Około godziny 9.00 w sobotę, 13. października 1923 r. potężny wybuch wstrząsnął Warszawą. Eksplozja odczuwalna była nawet w Piasecznie i Mińsku Mazowieckim. W wyniku zamachu przeprowadzonego przez komunistycznych terrorystów zginęło 28 osób, głównie kobiet i dzieci, a 89 zostało rannych.

Był pogodny, sobotni poranek. W wojskowych kwaterach zlokalizowanych na warszawskiej Cytadeli pozostały już tylko żony żołnierzy i oficerów, oraz ich dzieci. Olbrzymi wybuch nastąpił w budynku prochowni, w której składowano tony nowoczesnego bezdymnego prochu. 

Zobacz więcej

Lej powstały po wybuchu składu prochu.

Szczęściem w tej wielkiej tragedii było to, że sama prochownia była zagłębiona w ziemi i otoczona wałem, dzięki czemu siła wybuchu skierowała się górę. W ten sposób los oszczędził Warszawę przed jeszcze większą katastrofą, która byłaby konsekwencją detonacji setek ton pocisków znajdujących się tuż obok w forcie amunicyjnym.

Uszkodzeniu uległy niemal wszystkie budynki Cytadeli - z wielu zerwało dachy, a niektóre mniejsze konstrukcje po prostu zniknęły zmiecione siłą eksplozji. Fala uderzeniowa zmiotła dachy domów na Żoliborzu, potoczyła się nad taflą Wisły a nawet uszkodziła domy na Pradze. Jej siła była tak wielka, że naruszyła konstrukcję wież kościoła św. Floriana, przez co konieczne stało się zdemontowanie ich hełmów. Wybuch spowodował powstanie grzyba, który był widoczny z odległości kilkudziesięciu kilometrów. 

Na miejscu od razu pojawiło się wojsko, straż pożarna i policja, ale do pierwszych ofiar zaczęto dokopywać się dopiero o 11.00. Ostatecznie zginęło 28 osób (w tym 2 wojskowych), a rannych było 89. Kondolencje spływały z całego świata. Jedna z pierwszych depesz przyszła z Watykanu od papieża Piusa XI, który dwa lata wcześniej był w Warszawie nuncjuszem apostolskim. 

O zamach oskarżono Antoniego Wieczorkiewicza oraz Walerego Bagińskiego - sympatyzujących z komunistami wojskowych. Oskarżenie oparte było na poszlakach, dlatego zasądzone wyroki śmierci przyjęto z dużym zaskoczeniem. Prezydent Stanisław Wojciechowski skorzystał z przysługującego mu prawa i zamienił karę śmierci na dożywotnie więzienie. 

Po powstaniu rządu Stanisława Grabskiego zawarto umowę z ZSRR i uzgodniono wymianę zamachowców na dwóch dwóch przetrzymywanych z powodów politycznych Polaków. Jednak kiedy pociąg z więźniami dojeżdżał do stacji, na której miała nastąpić wymiana, zostali oni zastrzeleni przez jednego z konwojentów, znanego ze swych skrajnie prawicowych poglądów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / Zamach w Cytadeli