Runmageddon narodził się w momencie zawodowego zwrotu, kiedy Jarosław Bieniecki, po dziewięciu latach pracy w korporacji, postanowił odejść i spróbować sił w działalności na własny rachunek.
– Uświadomiłem sobie, że nie mam kompetencji, które mógłbym od razu sprzedać na rynku – wspomina Jarosław Bieniecki, twórca Runmageddonu.
Zamiast więc szukać miejsca w sektorze usług, wrócił myślami do tego, co już kiedyś robił, czyli organizacji wydarzeń sportowych. Miał w tym doświadczenie, ponieważ wcześniej współtworzył Bieg Rzeźnika, był też dyrektorem sportowym Maratonu Warszawskiego. Uznał, że to właśnie eventy sportowe są obszarem, w którym czuje się pewnie. Zamiast jednak powiększać istniejący już zbiór biegów ulicznych, których w Polsce odbywały się wtedy tysiące, postawił na coś nowego, czyli biegi z przeszkodami.
– Widziałem, jak ten format wygląda za granicą, i stwierdziłem, że jestem w stanie zrobić to lepiej – tłumaczy.
Doświadczenie po latach
Początki nie były łatwe. Przez pierwsze miesiące Bieniecki działał sam, wspierany przez grupę wolontariuszy. Trzeba było zbudować wszystko od zera: wymyślić format wydarzenia, znaleźć lokalizacje, opracować logistykę, stworzyć stronę internetową i rozpocząć promocję. Największym wyzwaniem była jednak sama nowatorskość formatu. Nikt nie wiedział, czym jest runmageddon, ponieważ nazwa nic nie mówiła, a pomysł na bieg po błocie z przeszkodami brzmiał dla wielu jak fanaberia.
– Dzwoniłem do klubów crossfitowych i tłumaczyłem, co to w ogóle jest. Sprzedawałem im kota w worku – przyznaje Jarosław Bieniecki.
Do tego dochodziła kwestia ceny. W czasach gdy udział w maratonie kosztował 50 zł runmageddon startował z opłatą trzykrotnie wyższą. Mimo to na pierwszym evencie pojawiło się ponad 800 osób.
To był sygnał, że format ma potencjał. Od tamtej pory minęło 12 lat, a Runmageddon odpowiada za kilkanaście dużych eventów rocznie.
– Po 170 zrealizowanych wydarzeniach wiemy już, co działa, a co trzeba usprawniać. Zarówno my, jak i uczestnicy mamy jasno określone oczekiwania – mówi założyciel.
Choć baza wydarzeń pozostaje spójna, każdy runmageddon ma swoje unikalne cechy. Różnią się nie tylko lokalizacją, którą potrafi być stadion, plaża, górskie zbocze czy otwarte pole, ale też poziomem trudności.
– Mamy cały przekrój dystansów, od jednej czwartej klasycznego runmageddonu przez połówkę i wersję klasyczną aż po podwójny i poczwórny dystans oraz formuły dla dzieci i rodzin. Chodzi o to, by zarówno osoby, które dopiero zaczynają przygodę ze sportem, jak i zaawansowani zawodnicy znaleźli wyzwanie na swoim poziomie – wyjaśnia Jarosław Bieniecki.
Runmageddon już kilkakrotnie przekroczył granice Polski. Organizowano wydarzenia m.in. w Maroku, Gruzji i Czechach. Kolejnym celem na mapie są Niemcy.
Komercjalizacja marki
Największym wyzwaniem dla firmy nie jest konkurencja czy sytuacja rynkowa, ale wewnętrzne zarządzanie wzrostem. Runmageddon chce jednocześnie utrzymać jakość dotychczasowych wydarzeń i rozwijać nowe inicjatywy.
– Przekształcamy się z firmy eventowej w holding, który zarządza kilkoma liniami biznesowymi. Wprowadzamy strukturę opartą na menedżerach odpowiedzialnych za konkretne projekty, a także centralne działy wsparcia od finansów po sprzedaż B2B i marketing – tłumaczy Jarosław Bieniecki.
Taka reorganizacja ma zapewnić firmie możliwość dalszej ekspansji bez utraty spójności i jakości operacyjnej.
– W Polsce jest wiele firm, które potrafią dobrze zorganizować wydarzenia. Ale niewiele z nich ma brand z taką rozpoznawalnością – zaznacza założyciel.
Dlatego Runmageddon coraz poważniej myśli o rozwoju poza światem wydarzeń. Model, który zaczyna budować, przypomina strategię znaną z rynku spożywczego. Firma chce nawiązywać współpracę z partnerami, którzy oferują zdrowe napoje, gotowe dania, funkcjonalne izotoniki, suplementy, a nawet kosmetyki. Marka Runmageddon miałaby w tym wypadku nie tylko wspierać sprzedaż, ale też umacniać się w świadomości konsumentów jako symbol aktywnego stylu życia.
Firma już teraz realizuje szereg współprac z markami i osobami publicznymi, stawiając na twórców lifestylowych.
– Tylko w tym roku zrealizowaliśmy około 70 takich współprac. Gościliśmy topowych youtuberów, m.in. Friza czy Rezigiusza. Współpracujemy tak, by tworzyć ciekawe, autentyczne treści. Nie płacimy za samą obecność, tylko pomagamy w organizacji wydarzeń, które sami chcą pokazać – mówi Jarosław Bieniecki.
Jednym z kluczowych kierunków rozwoju są również działania skierowane do najmłodszych. Runmageddon Lite to cykl bezpłatnych wydarzeń sportowych dla dzieci, realizowanych we współpracy z samorządami, w mniejszych miastach, natomiast Runmageddon Demo to analogiczne eventy w największych miastach w Polsce. W tym roku wzięło w nich udział ponad 40 tysięcy dzieci. W 2026 r. firma planuje zwiększyć tę liczbę do ponad 70 tysięcy.
– Chcemy zbudować największy cykl imprez sportowych dla dzieci w Polsce – zapowiada Jarosław Bieniecki.
Równolegle rozwijają się półkolonie Runmageddon. W ciągu dwóch lat liczba uczestników wzrosła z 3 do 5 tysięcy dzieci rocznie.
Dalsze plany
Najbliższe miesiące Runmageddon zamierza poświęcić na dokończenie procesów porządkujących wewnętrzną strukturę organizacyjną. Celem jest przygotowanie firmy do dalszego wzrostu i działania równoległego w kilku liniach biznesowych.
Runmageddon inwestuje także w rozwój współpracy z influencerami – nie tylko tymi topowymi, ale również dziesiątkami tysięcy mikroinfluencerów, którzy dzielą się swoimi wrażeniami z wydarzeń w social mediach. Firma chce też mocniej wykorzystać potencjał współpracy z sektorem publicznym oraz rozwijać obszar sponsoringu i partnerstw produktowych. Dobrym przykładem jest współpraca z Bakomą, której produkty z logo Runmageddonu trafiają do milionów konsumentów.
W planach są także nowe usługi, w tym m.in. centra sportowe oraz kolejne inicjatywy skierowane do dzieci i młodzieży.
Ponadto Runmageddon angażuje się w działania charytatywne i społeczne. W przeszłości organizowano wydarzenia, z których cały dochód przeznaczano na pomoc potrzebującym – m.in. osobom chorym lub uchodźcom z Ukrainy.
– Zawsze staramy się włączać w to, co ważne. Mamy społeczność i chcemy ją angażować w działania, które mają sens nie tylko sportowy – zaznacza twórca Runmageddonu.
Poza firmą Bielecki konsekwentnie stawia na aktywność fizyczną i rodzinę. Trenuje codziennie, często z dziećmi, a w wolnej chwili sięga po literaturę rozwojową.
– Satysfakcjonuje mnie to, że coś najpierw jest pomysłem, a potem dzieje się naprawdę. I że widzimy tysiące ludzi na evencie albo produkty na półkach. I wiem, że bez tej iskry na początku nic by z tego nie było – podsumowuje Jarosław Bieniecki.

