Zamieszanie w zamiennikach

opublikowano: 21-03-2017, 22:00

Po raporcie NIK o suplementach diety przedstawiciele producentów czują się nieco pokrzywdzeni.

Na początku lutego 2017 r. Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała dokument o dopuszczaniu do obrotu suplementów diety. Dla konsumentów, a przede wszystkim dla producentów, kubłem zimnej wody okazała się lista preparatów, które zakwestionował Główny Inspektor Sanitarny (GIS). Znalazły się na niej produkty, po które sięga wiele osób, np. popularne produkty marki Plusssz (z linii „Dzień bez nerwów”) i tabletki do ssania dla dzieci Sinulan Junior Gardło.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

— Przedmiotem kontroli było przede wszystkim ocenienie, czy działania organów państwa w sprawie wprowadzania do obrotu suplementów diety w zgodzie z przepisami są wystarczające dla zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego konsumentów. Ocenie poddano także stan ustawodawstwa. Badania pokazały, że na rynku są suplementy, które nie wykazują cech deklarowanych przez producentów, a zdarzają się też takie, które są szkodliwe dla zdrowia — informuje Przemysław Szewczyk, dyrektor delegatury NIK w Łodzi. Polacy spożywają coraz więcej suplementów diety. W 2015 r. na zakup takich produktów wydali 3,5 mld zł. W latach 2017-20 rynek ma rosnąć po 8 proc.

— Suplementy diety są ważnym elementem uzupełniającym niedobory składników odżywczych. Ich bezpieczeństwo i jakość, jak każdej żywności, gwarantuje producent, stosując wymagania prawa — mówi dr Katarzyna Suchoszek, prezes Krajowej Rady Suplementów i Odżywek (KRSiO). Niestety, jak podaje wydział prasowy NIK, wprowadzić suplement na rynek może każdy, informując organy sanitarne o składzie w drodze tzw. notyfikacji. Teoretycznie inspektoraty sanitarne mogą je przebadać, ale nie dają rady ze względu na liczbę nowych produktów.

— Postępowanie trwa nierzadko kilkaset lub nawet kilka tysięcy dni. Często więc sprzedawane suplementy nie są badane. Ochrona konsumentów jest fikcją. Ten rynek należy ocenić jako obszar wysokiego ryzyka zdrowotnego, niedostatecznie diagnozowanego i nadzorowanego przez służby państwowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywnościowe — podkreśla przedstawiciel NIK. Raport NIK nie zmniejszył sprzedaży suplementów, ale wywołał ferment wśród producentów.

— Chociaż skupiał się na jednostkowych przypadkach i głównie na szarej strefie, wzbudził wątpliwości, co położyło się cieniem na całej branży i jest bardzo krzywdzące — uważa dr Katarzyna Suchoszek.

Dodaje, że produkty, o których mówi dokument NIK, to preparaty o nieznanym pochodzeniu, sprzedawane głównie przez internet.

— Jakość legalnie produkowanych suplementów jest wysoka i odpowiada standardom i wymaganiom przepisów. Producenci narzucają sobie dodatkowe rygory jakościowe i procedurowe.

To często wyśrubowane specyfikacje, np. częstsza kontrola, dodatkowe badania surowców i wyrobów gotowych, badania przechowalnicze — twierdzi dr Katarzyna Suchoszek. NIK zwraca uwagę, że rozwój rynku suplementów wspomogła reklama. Z danych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) wynika, że od 1997 r. do 2015 r. liczba reklam produktów zdrowotnych i leków wzrosła niemal 20 razy, gdy ogólna liczba reklam tylko trzykrotnie. W 1997 r. przekazy handlowe produktów zdrowotnych i leków stanowiły 4,6 proc. wszystkich, w 2015 r. już 24,7 proc. (w radiu — ponad 50 proc.).

— Tymczasem Polacy nie mają wystarczającej wiedzy o suplementach. Badanie TNS Polska z 2014 r. pokazało, że aż 41 proc. respondentów przypisało suplementom właściwości lecznicze, których one nie mają. Ponadto 50 proc. uważało, że suplementy są tak samo kontrolowane jak leki — zauważa Przemysław Szewczyk. Odmienne zdanie ma prezes KRSiO, która jest także producentką suplementów.

— Polacy coraz rozsądniej i świadomiej wybierają zasadną suplementację i uczą się mądrze z niej korzystać. Żaden szanujący się producent nie ukrywa, że suplement to suplement, a skład jest podawany na opakowaniu. Suplementy są dla ludzi zdrowych, a nie chorych. Dlatego należy edukować konsumentów, ale też karać producentów, którzy tę różnicę próbują zacierać. KRSiO, jako najstarsza organizacja reprezentująca najliczniejszą grupę producentów i dystrybutorów suplementów diety, od lat prowadzi działania edukacyjne w tym zakresie — komentuje dr Katarzyna Suchoszek. Jej zdaniem, należy także edukować o miejscach kupowania suplementów.

— W internecie sprzedaje się często produkty bezpośrednio z krajów trzecich. Nie są przez nikogo kontrolowane w Polsce. Uczulamy konsumentów, aby nabywali produkty w tradycyjnym kanale sprzedaży, który gwarantuje legalność i jakość — radzi dr Katarzyna Suchoszek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Dobosiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu