Zamożny inwestor chce spać spokojnie

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-09-21 22:00

Milionerzy nie muszą się bogacić, bo już są bogaci. Dlatego ich portfele inwestycyjne są raczej defensywne. W modzie pozostają nieruchomości

Pieniądze lubią ciszę, zwłaszcza, gdy liczy się je w milionach. Dlatego pełna dyskrecja i indywidualne podejście do każdego zamożnego klienta to kluczowa cecha usługi wealth management. W jej ramach przedsiębiorca otrzymuje opiekę finansowego „anioła stróża”. Uszyje on portfel dopasowany do każdej kieszeni, preferencji, czy apetytu na ryzyko. Pomoże klientowi przejść suchą nogą przez giełdową bessę i doradzi, jak w wykorzystać hossę. Spełni nawet najbardziej wyrafinowaną zachciankę inwestycyjną, ale nie bierze odpowiedzialności za jej efekt końcowy. Bo decyzje o zakupie akcji, nieruchomości czy dzieła sztuki ostatecznie podejmuje klient.

Bloomberg

Paleta możliwości

Jeszcze 6 lat temu zarabiających co najmniej 85,5 tys. złotych brutto rocznie i płacących najwyższą stawkę podatku dochodowego było w Polsce pół miliona. Ministerstwo Finansów szacuje, że do 2016 r. liczba ta się podwoi. I to właśnie do tych osób banki, domy maklerskie czy TFI kierują usługę zarządzania majątkiem, doradztwa inwestycyjnego i concierge. Większość instytucji ustaliła próg wejścia na poziomie 1 mln zł. Z takim majątkiem klient ma dostęp do produktów inwestycyjnych, będących poza zasięgiem przeciętnego zjadacza chleba. Może też liczyć na niestandardowe stawki depozytów czy preferencyjne warunki kredytów.

— Potrafimy dostosować naszą ofertę produktową do preferencji klientów odnośnie płynności, horyzontu inwestycyjnego, oczekiwanych zysków oraz apetytu na ryzyko. Paleta możliwości jest szeroka. Klient otrzymuje dostęp do akcji polskich i zagranicznych, obligacji notowanych zarówno na Catalyst, jak i na rynku międzybankowym, a także do funduszy inwestycyjnych z oferty różnych TFI — wylicza Karolina Kulikowska dyrektor sprzedaży Vestor DM. Majątkiem klientów zarządzają osoby z licencją doradcy inwestycyjnego, często też posiadające tytuł CFA, czy też licencję maklerską. Ich zadaniem jest kompleksowe zajmowanie się pieniędzmi zarówno od strony inwestycyjnej, jak i bankowej.

— Portfele klientów są szyte na miarę, a więc dopasowane do ich struktury majątku, oczekiwań oraz bieżącej koniunktury rynkowej. Paleta możliwości jest bogata — począwszy od akcji i obligacji, poprzez fundusze zamknięte, skończywszy na inwestycjach alternatywnych, takich jak nieruchomości, metale szlachetne czy sztuka. Przy czym nie doradzamy klientom jaki obraz kupić. W tym zakresie oferujemy współpracę z naszymi partnerami na preferencyjnych warunkach — mówi Paweł Bogusz, wiceprezes mWealth Management.

Ochrona majątku

Przedstawiciele instytucji oferujących usługę zarządzania majątkiem tłumaczą, że dla zamożnych ludzi priorytetem jest ochrona zgromadzonego kapitału. Dlatego portfele polskich krezusów zwykle budowane są w oparciu o bezpieczne aktywa, dające zyski nieco przekraczające oprocentowanie lokat.

— Ludzie, którzy zgromadzili już jakiś majątek, skupiają się raczej na jego ochronie. Wśród naszych klientów przeważają portfele bezpieczne i stabilne, budowane głównie w oparciu o fundusze inwestycyjne. Wynika to z tego, że milionerzy nie muszą się szybko bogacić, bo już są bogaci — wyjaśnia Marcin Malinowski, menedżer ds. strategii inwestycyjnej w departamencie bankowości prywatnej Raiffeisen Polbank.

Wraz z rozwojem rynku, bogaceniem się społeczeństwa i tworzeniem nowej klasy zamożnych Polaków, pojawiają się jednak inwestorzy, którzy mają większy apetyt na zysk i ryzyko. Paweł Bogusz, wiceprezes mWealth Management, wyróżnia trzy rodzaje klientów, którzy posiadają odmienne preferencje inwestycyjne. Są wśród nich rentierzy, czyli najczęściej byli przedsiębiorcy, którzy cenią sobie bezpieczeństwo. Dlatego wybierają aktywa o niskich ryzyku, np. obligacje, fundusze obligacyjne, czy też rozwiązania alternatywne, jak fundusze wierzytelności.

— Kolejna grupa klientów to czynni przedsiębiorcy, którzy oczekują dywersyfikacji majątku. Dlatego coraz częściej inwestują za granicą, a ich apetyt na ryzyko jest relatywnie większy. Ostatnia grupa inwestorów to „młodzi gniewni”, czyli przedsiębiorcy, którzy sprzedali swoje pierwsze biznesy, ale nie zamierzają spocząć na laurach. Chcą osiągać wysokie stopy zwrotu, więc chętnie biorą udział w projektach typu private equity, inwestują w akcje czy fundusze o agresywnym profilu ryzyka — wyjaśnia Paweł Bogusz. Wciąż w modzie pozostają też nieruchomości, jako aktywa namacalne i zyskujące na wartości w długim terminie. Z badania Deutsche Banku wynika, że w grupie najbogatszych Polaków, zarabiających miesięcznie ponad 20 tys. zł brutto, aż 61 proc. deklaruje posiadanie luksusowej nieruchomości. Polacy kupują je niemal wyłącznie we własnym kraju.

Najmodniejsze miejsca to Stary Mokotów czy podwarszawski Konstancin. Eksperci przekonują, że wspólną cechą wszystkich Polaków, bez względu na zasobność portfela, jest relatywnie krótki horyzont inwestycyjny, zwłaszcza w porównaniu do inwestorów z krajów zachodnich. Podczas gdy dla Niemca czy Anglika inwestycja długoterminowa to co najmniej 10 lat, tak dla inwestorów z Polski 5 lat to niemal wieczność.