Zanosi się na budżet wysokiego ryzyka

Henryka Bochniarz
opublikowano: 08-10-2002, 00:00

Projekt budżetu na rok 2003 powstał w drugim roku stagnacji gospodarczej, wysokiego poziomu bezrobocia i zagrożenia upadłością wielu firm, czy nawet całych sektorów. W tej sytuacji budżetowym priorytetem powinno być przełamywanie dekoniunktury i szczególna troska o rozwój sektora prywatnego — od trzynastu lat głównego motoru polskiej gospodarki. Tymczasem rząd główne instrumenty pomocy kieruje przede wszystkim do nierentownych firm państwowych.

Zaskakującym ruchem rządu było wycofanie się z obniżki stawki CIT z 28 do 24 proc. w roku 2003 (oraz do 22 proc. od roku 2004) i przyjęcie bezterminowo stawki 27 proc. To nic, że ustawowy program obniżania stawki był uwzględniany w wieloletnich strategiach przedsiębiorstw i znajdował odzwierciedlenie w ich biznesplanach. Rząd dał jednoznaczny sygnał, że firmy nie mogą liczyć na stabilne reguły prawne, co podnosi ryzyko inwestycji bezpośrednich w Polsce. Co gorsza — nie wiadomo, jak będzie wyglądała polityka podatkowa państwa w następnych latach, ponieważ rząd zostawił sobie wolną rękę w tej materii.

Tłumaczenie, że szybsza amortyzacja rekompensuje te 1,5 mld zł zabrane z kasy najlepszych, bo dochodowych, przedsiębiorstw jest nierzetelne, gdyż firmom pozwoli ona zaoszczędzić tylko około 0,5 mld zł. Na dodatek podatkowo jest to zabieg korzystny, natomiast księgowo pogarsza wynik, co jest szczególnie ważne dla spółek giełdowych. Na Węgrzech firmy od lat płacą podatek wysokości 18 proc., a Irlandia obniżyła stawkę do 12,5 proc. Wzrost fiskalizmu nie ominie też sektora MSP, rozliczającego się przez PIT. Drugi raz z rzędu minister finansów zamraża progi PIT, co zwiększa efektywną stawkę tego podatku.

Państwo wyciąga z kieszeni obywateli i kasy przedsiębiorstw coraz więcej: przy mało realnie zakładanym wzroście na poziomie 3,5 proc., dochody podatkowe mają zwiększyć się o 3,8 proc., a udział podatków w PKB do 17,6 proc. Pogarszanie warunków działania firm stoi w sprzeczności z zapowiedziami rządu usuwania barier rozwoju przedsiębiorstw i z zapowiadaną filozofią pakietu „Przedsiębiorczość — Rozwój — Praca”. W rzeczywistości niektóre rozwiązania tego pakietu, zamiast poprawiać i ułatwiać życie przedsiębiorcom, znacząco je komplikują bądź podrażają — że przypomnę nowelizację ustawy o zakazie nieuczciwej konkurencji czy ordynacji podatkowej.

W projekcie budżetu przyjęto ryzykowne założenia makroekonomiczne: zawyżono dochody i zaniżono wydatki, co oznacza, że realnie deficyt budżetowy będzie większy — według szacunków PKPP — o blisko 7,2 mld zł. Projekt przekazany pracodawcom i związkom zawodowym nie zawierał wyczerpujących danych dotyczących dotacji do wszystkich funduszy celowych i agencji z przeważającym udziałem Skarbu Państwa. Gdyby został oparty na realistycznej, ale ostrożnej prognozie dochodów, a plan wydatków uwzględnił budżety wspomnianych funduszy i agencji, to dochody wynosiłyby około 153 mld zł, wydatki 200,7 mld zł, zaś deficyt 47,7 mld zł, czyli około 6,1 proc. PKB.

W uzasadnieniu do ustawy budżetowej, minister finansów winą za większe wydatki (o 1,2 mld zł) obciąża Komisję Trójstronną, która nie zgodziła się na obniżenie wskaźnika wzrostu wynagrodzeń po obniżeniu prognozy inflacji. Nie jest to prawdą! Pięciu spośród sześciu partnerów społecznych opowiadało się za regułą „inflacja plus 1 proc.”, szósty zaś (Solidarność) był gotowy negocjować. Jednak nim do negocjacji doszło — rząd wycofał się z propozycji. Teraz twierdzi, że winni są inni.

Wiadomość, że w roku 2003 udział wydatków sztywnych w budżecie rośnie, jest bardzo zła nie tylko dla przedsiębiorców, ale także dla milionów bezrobotnych, bowiem te wydatki odbywają się kosztem wydatków na rozwój. Dramatycznie małe środki przeznaczono na poprawę infrastruktury, w tym stanu dróg. Niepokojący jest fakt, że nie proponuje się rozwiązań systemowych, takich jak choćby odejście od inflacyjnej zasady kształtowania wynagrodzeń i kosztów (co PKPP postulowała na forum Komisji Trójstronnej). Rząd zdaje się głównie na... poprawę koniunktury światowej.

Zaniżony deficyt, brak planu jakichkolwiek reform finansów publicznych oraz kolejne zmniejszenie wydatków na cele rozwojowe nie tylko nie rozwiążą problemów państwa, lecz staną się zagrożeniem dla polskiej drogi do Unii Europejskiej. Realny wzrost deficytu do 6,1 proc. PKB oznacza, że kryzys finansów państwa w następnych latach uniemożliwi wejście Polski do strefy euro. Dlatego PKPP postulowała, żeby ustawowo zobowiązać rząd do przygotowywania projekcji budżetu wieloletniego, w którym zostałaby zarysowana reforma finansów publicznych i która pokazywałaby skutki decyzji budżetowych w kolejnych latach.

Rząd prowadzi politykę wyciskania środków z efektywnego sektora prywatnego po to, by ratować nieefektywne zakłady sektora publicznego. Czy taka polityka finansowa pomoże nam przyspieszyć wzrost gospodarczy, na którym wszystkim tak zależy?

Autorka jest prezydentem Polskiej

Konfederacji Pracodawców Prywatnych,

prezesem NICOM Consulting

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Henryka Bochniarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Aktualności / Zanosi się na budżet wysokiego ryzyka