Zapisy o reklamie leków obciążą finanse spółek

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2001-12-20 00:00

Spółki farmaceutyczne znów poważnie boli głowa. Zgodnie z nowym prawem, praca przedstawicieli medycznych jest uznawana za reklamę i tylko w minimalnym stopniu może być wliczana w koszty. To grozi nawet upadłością wielu spółek branży — przestrzegają jej przedstawiciele.

Izba Gospodarcza Farmacja Polska nalega w Ministerstwie Zdrowia na wprowadzenie zmian w ustawie Prawo farmaceutyczne, które osobno będą traktować kwestię reklamowania produktów farmaceutycznych i informowania o nich. Zdaniem wielu przedstawicieli firm farmaceutycznych, uznanie informowania za działalność reklamową szybko odbije się na sytuacji finansowej przedsiębiorstw, które sprzedają leki refundowane, dostępne wyłącznie na receptę.

Prawo farmaceutyczne nazywa reklamą wszystkie stosowane do tej pory formy promocji leków — w tym także informacje udzielane przez przedstawicieli medycznych, na których opiera się działalność marketingowa każdego przedsiębiorstwa farmaceutycznego.

— Za działalność reklamową uznano wizyty przedstawicieli medycznych u lekarzy, aptekarzy i hurtowników, a co za tym idzie koszty zatrudniania tych agentów będą podlegać limitowi odliczeń do wysokości 0,25 proc. przychodów i nie będą mogły być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu — wyjaśnia prawnik związany z niemiecką firmą farmaceutyczną.

Wynagrodzenia agentów stanowią największą część ogólnych kosztów firmy farmaceutycznej. Najbardziej mogą na tym ucierpieć producenci leków sprzedawanych na receptę, bo zakaz reklamowania tych preparatów publicznie powodował, że firmy zatrudniały sztab ludzi, których zadaniem było propagowanie sprzedaży wśród osób uprawnionych do wystawiania recept lub obrotu lekami.

Może to uderzyć tak samo w firmy zagraniczne, jak i polskie.

— Błąd polegał na tym, że zapisy obowiązujące w Unii Europejskiej wpisano do polskiego prawa, nie biorąc pod uwagę istniejących różnic. Żadna firma nie zmieści się z wydatkami tak zinterpretowanej reklamy w dostępnych 0,25 proc. obrotów. W UE nie ma takich ograniczeń. Uważam, że to może grozić ogłoszeniem upadłości wielu spó-łek z branży — mówi Andrzej Trzeciakowski, dyrektor generalny Hexal Polska, oddziału niemieckiego producenta leków generycznych.

Paradoksalnie, brak konkretnych przepisów na razie nie pozwala zmieniać planów rozwoju firm z branży na krajowym rynku. Zakłady Farmaceutyczne Polpharma ze Starogardu Gdańskiego zamierzają w ciągu najbliższego roku zatrudnić 90 nowych agentów handlowych. Powoływanie nowych przedstawicieli zakłada też strategia firmy Hexal i wielu innych oddziałów spółek zagranicznych.

— Mamy 120 przedstawicieli i zatrudniamy kolejnych zgodnie z planem, bo liczymy, że prawo zostanie jednak zmienione. Poza tym, dopóki nie będzie przepisów wykonawczych, musimy się trzymać harmonogramu pracy — dodaje Andrzej Trzeciakowski.

Irena Rej, prezes IGFP, uważa, że niedociągnięcia w ustawie wynikają z pośpiechu, w jakim uchwalano nowe przepisy tuż przed końcem kadencji parlamentu. Nowy rząd zdecydował, że ustawa wejdzie w życie dopiero w kwietniu 2002 roku. Przedstawiciele branży farmaceutycznej chcą wykorzystać ten czas na wprowadzenie poprawek. Jednak zdaniem Marii Głowniak, Głównego Inspektora Farmaceutycznego, bez względu na uwagi do poszczególnych zapisów, ustawa powinna wejść w życie jak najszybciej.

— W czasie przygotowywania ustawy żadne ugrupowanie branżowe nie miało poprawek do zapisów dotyczących pracy przedstawicieli medycznych, a ustawę należało przyjąć, bo tego wymagały ustalenia z UE. Uważam, że prawo farmaceutyczne jak najszybciej powinno zacząć obowiązywać. Jeśli jego fragmenty wymagają zmian, to należy to zrobić, ale potem. Odkładanie może doprowadzić do tego, że nigdy nie wejdzie w życie — podkreśla.