Zarządca ratuje firmę przed upadłością

DGA ryzykuje własny milion złotych, żeby uchronić przed bankructwem firmę, w której przeprowadza sanację. Godna pochwały próba pomocy czy konflikt interesów?

1 czerwca firma DGA zawarła umowę pożyczki z DGA Centrum Sanacji (DGA SSF), spółką z tej samej grupy, która wykonuje czynności zarządcy w postępowaniu sanacyjnym Mennicy Metale-Szlachetne (MMS) w Radzyminie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pieniądze są przeznaczone na ratowanie MMS przed koniecznością złożenia wniosku o umorzenie postępowania sanacyjnego i ogłosze niem upadłości. To wyjątkowy przypadek, kiedy zarządca ryzykuje własne pieniądze w celu sfinansowania trudnego momentu w postępowaniu sanacyjnym. Pytanie tylko, jak należy ocenić podobny ruch, pamiętając, że DGA jako zarządca w procesie sanacyjnym, pożyczając pieniądze ratowanej przez siebie spółce, wchodzi w rolę wierzyciela.

Zobacz więcej

WARTO ZARYZYKOWAĆ: Ryzykujemy własne pieniądze, żeby ratować Mennicę Metale-Szlachetne (MMS) przed koniecznością złożenia wniosku o umorzenie postępowania sanacyjnego i ogłoszeniem upadłości — mówi Andrzej Głowacki, prezes DGA. Zarządzana przez niego firma udzieliła 1 mln zł pożyczki spółce z grupy — DGA Centrum Sanacji — która prowadzi postępowanie sanacyjne w MMS. Fot. ARC

Pieniądze albo bankructwo

Postępowanie sanacyjne dla MMS otworzył sąd restrukturyzacyjny w Warszawie na początku tego roku. Składając wniosek o jego otwarcie, spółka wykazała, że jest zagrożona niewypłacalnością. To następstwo zakwestionowania przez organy skarbowe rozliczeń podatku VAT. Już na początku kwietnia zarządca DGA CSF złożył plan restrukturyzacyjny, w którym założono m.in. sprzedaż składników majątku zakładu w Radzyminie. Rada wierzycieli pozytywnie zaopiniowała ten plan. Teraz firma czeka na zatwierdzenie planu przez sędziego-komisarza, licząc jednocześnie, że wkrótce zostanie wznowiona współpraca ze spółkami grupy Azoty, które odpowiadały za 90 proc. przychodów MMS. 1 mln zł, który został pożyczony MMS przez DGA, ma umożliwić firmie przetrwanie, dopóki nie zapadną wiążące decyzje w sprawie planu oraz współpracy z grupą Azoty. W przeciwnym razie firma musiałaby już złożyć wniosek o upadłość.

— MMS jest w trakcie okresu przejściowego — i na ten czas zapewniamy firmie wsparcie, żeby doprowadzić do pozytywnego zakończenia postępowania sanacyjnego i uniknąć upadłości. Wierzymy, że plan restrukturyzacyjny zostanie zatwierdzony i lada chwila ruszy współpraca z grupą Azoty. A wtedy pozyskamy inwestora, który dofinansuje firmę. Sądząc po liczbie wniosków intencyjnych, które do nas spływają, nie powinno być problemu z jego znalezieniem — twierdzi Andrzej Głowacki, prezes DGA.

Natomiast jeżeli żaden z tych planów się nie powiedzie, DGA ma koło ratunkowe w postaci uprzywilejowanej pozycji w kolejce do spłaty należności.

— Taką możliwość daje nam nowe prawo restrukturyzacyjne i zapisy prawa upadłościowego, które w przypadku upadłości ustawiają w pierwszej kolejności do spłaty należności tych, którzy stali się wierzycielami już po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego — mówi Andrzej Głowacki. Dlatego też, jego zdaniem, trudno zakwalifikować do jednej kategorii dotychczasowych wierzycieli MMS oraz DGA.

— Pojawiliśmy się już po otwarciu postępowania, nie możemy zasiadać w radzie wierzycieli. Należymy do trochę innej kategorii wierzycieli, niż wierzyciele objęci układem. Dlatego nie ma tu konfliktu interesów — mówi Andrzej Głowacki.

Rynek oceni

Rynek nie ocenia jednak tak jednoznacznie ruchu DGA. Zdaniem niezależnego eksperta, zajmującego się restrukturyzacją przedsiębiorstw w dużej firmie doradczej, który nie chce ujawniać swojej tożsamości, mamy tu do czynienia z konfliktem interesów.

— Podmiot prowadzący postępowanie staje się wierzycielem w tym samym postępowaniu. Prawo tego nie zabrania, ale logika mówi, że te role powinny być jednak oddzielone. Pytanie też, jaki będzie odbiór rynku i potencjalnych inwestorów. Nie sądzę, żeby po takim ruchu znalazł się inwestor chętny sfinansować MMS — twierdzi niezależny ekspert. Pewne wątpliwości co do odbioru przez rynek takiej decyzji ma również Anna Pukszto, radca prawny, partner w kancelarii prawnej Dentons i prezes Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji.

— Mimo uzyskania zgody rady wierzycieli taka transakcja może potencjalnie budzić pewne wątpliwości, przy czym osoby je podnoszące muszą wychodzić z często nietrafnego założenia, że zarządca byłby skłonny działać nieetycznie lub wręcz w sposób sprzeczny z prawem. W szczególności może być poddawana w wątpliwość niezależność zarządcy i jego bezstronność względem pożyczkodawcy — spółki dominującej wobec zarządcy — na etapie wykonywania umowy. Potencjalna możliwość uprzywilejowania takiego wierzyciela względem innych pojawi się np. w sytuacji, gdy będzie brakowało funduszy na bieżącą spłatę wszystkich zobowiązań zaciągniętych w toku postępowania sanacyjnego — mówi Anna Pukszto. Zwraca ona jednak uwagę, że nie ma zakazu udzielenia takiej pożyczki.

— Istnieje co prawda zakaz powoływania do pełnienia funkcji zarządcy osoby będącej wierzycielem dłużnika, ale jest to norma szczególna o określonej hipotezie i trudno stosowny przepis wykładać w sposób rozszerzający i wnioskować z niego zakaz udzielenia takiego finansowania — mówi Anna Pukszto. Ponadto, jej zdaniem, zasadność zawarcia umowy pożyczki badała rada wierzycieli i wyraziła na to zgodę. A to ona strzeże praw ogółu wierzycieli i stoi na straży ich interesów.

Brak chętnych do finansowania

Poza tym na ostateczną ocenę zasadności pożyczki trzeba poczekać do wyniku postępowania restrukturyzacyjnego.

— Na naszym rynku bardzo trudno jest pozyskać finansowanie postępowań restrukturyzacyjnych, a brak funduszy na bieżącą działalność jest standardową przyczyną umorzenia postępowania sanacyjnego. Być może pożyczka była jedynym dostępnym źródłem finansowania, a brak jej udzielenia mógłby doprowadzić do fiaska postępowania restrukturyzacyjnego i obniżenia stopnia zaspokojenia wierzycieli — zauważa Anna Pukszto. Zgadza się z tym Piotr Zimmermann, doradca restrukturyzacyjny w Zimmermann Filipiak Restrukturyzacja (ZFR).

— Wobec niechęci instytucji finansowych do kredytowania podmiotów w restrukturyzacji i braku innych źródeł finansowania, przy zachowaniu pełnej transparentności w procedurze wyboru źródła finansowania, uważam takie działania za prawidłowe i zasługujące na uznanie. Nie ma tu konfliktu interesów, bo zarówno zarządca, jak i dłużnik działają w tym samym celu — przyjęcia i wykonania planu restrukturyzacyjnego. O braku sprzeczności takiego działania z interesami wierzycieli przesądza zaś zgoda rady wierzycieli. Jeżeli nie można pozyskać niezbędnych funduszy w inny sposób, a alternatywą jest umorzenie postępowania, to pozostaje pochwalić DGA za tak daleko idące zaufanie do dłużnika oraz do własnych umiejętności — tłumaczy Piotr Zimmermann.

Jego zdaniem, udział zarządcy w restrukturyzacji pokazuje wierzycielom i kontrahentom jego silną wiarę w powodzenie restrukturyzacji. A to też powinno ułatwić im decyzję o poparciu dla planu restrukturyzacyjnego i propozycji układowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Zarządca ratuje firmę przed upadłością