Dwukrotnie wyższymi przychodami i jeszcze wyższym wzrostem zysków zaskoczyła analityków krakowska spółka. A prognozy rosną...
Tak dobrych wyników nie spodziewali się po Comarchu, jednej z największych polskich spółek informatycznych, nawet najwięksi optymiści. Krakowski dostawca oprogramowania podwoił przychody w III kwartale (90 mln zł wobec 45 mln zł rok wcześniej), osiągnął 2,8 mln zł zysku operacyjnego (wzrost o 221,7 proc.) oraz 2,6 mln zł zysku netto (11 tys. zł rok temu). Po dziewięciu miesiącach roku spółka ma już 8 mln zł zysku netto (przed rokiem strata 159 tys. zł) i 226 mln zł przychodów ze sprzedaży.
— Rynek oczekiwał poniżej 1 mln zł zysku netto. Wyniki są bardzo dobre, a tempo wzrostu spółki imponujące. Pytanie, jak długo Comarch będzie w stanie je utrzymać, bo oczekiwania inwestorów po takich wynikach rosną — komentuje Przemysław Sawala-Uryasz, analityk CA IB.
W IV kwartale wyniki też mają być dobre. Spółka spodziewa się około 5,9 mln zł zysku netto i około 82 mln zł przychodów. A są to — według zarządu — prognozy konserwatywne. Portfel zamówień wynosi już 304 mln zł i jest o 42 proc. wyższy niż w 2003 r.
Janusz Filipiak, prezes i główny inwestor firmy (ma wraz z żoną blisko 70 proc. gosów na WZA), zapowiada zmiany w strukturze spółki — większy nacisk na marże i wzrost cen produktów, przyhamowanie zatrudnienia (w 2004 r. wzrosło ono o 25 proc.) i wzrost produktywności.
— Do tej pory, chcąc zwiększyć liczbę klientów, stosowaliśmy agresywną politykę cenową. W 2005 r. ceny będą rosły — mówi Janusz Filipiak.
Comarch ma rosnąć o 20 proc. rocznie. Spółka chce wzmacniać oddziały i osiągnąć pozycję krajowego lidera w dostawach oprogramowania.