Nad Jackiem Kapicą, wiceministrem finansów i szefem Służby Celnej, odpowiedzialnym za nadzór nad rynkiem hazardu, zbierają się coraz czarniejsze chmury.
W czwartek prokuratorzy i funkcjonariusze CBŚ odwiedzili gabinety jego i podległych mu dyrektorów w Ministerstwie Finansów (MF), zabezpieczając dokumenty na potrzeby śledztwa w sprawie nielegalnego hazardu z wykorzystaniem automatów o niskich wygranych (AoNW). Prowadzi je Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku.
Według nieoficjalnych przecieków ze śledztwa, kolejnym krokiem prokuratorów może być przedstawienie Jackowi Kapicy zarzutu niedopełnienia obowiązków.
— Nie mogę tego potwierdzić. Jakakolwiek wypowiedź w tym zakresie byłaby przedwczesna — ucina Krzysztof Wojdakowski, naczelnik wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku. Jego zdaniem, czynności, przeprowadzone w czwartek w MF, wbrew twierdzeniom niektórych mediów, nie były „ukierunkowane na konkretnego funkcjonariusza resortu”.
Sam Jacek Kapica przekazał mediom, że od dłuższego czasu aktywnie współpracuje z organami prokuratury „w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności prowadzonych spraw”.
— Nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym, że prokuratura była zainteresowana dokumentami będącymi w moim posiadaniu i takie zostały jej przekazane — tłumaczy Jacek Kapica.
Celnicy na celowniku
Jego humoru z pewnością nie poprawia jednak to, że pod koniec grudnia 2012 r. zarzut niedopełnienia obowiązków w związku z nadzorem nad rynkiem tzw. jednorękich bandytów usłyszał Grzegorz S., drugi pod względem ważności celnik w kraju i jeden z jego najbliższych współpracowników. Warto przy tym pamiętać, że Grzegorz S. zastępcą Kapicy i dyrektorem Departamentu Służby Celnej w MF został 8 lutego 2008 r., a więc tydzień po tym, jak szefem Służby Celnej i wiceministrem finansów został sam Jacek Kapica.
Co więcej, Grzegorz S., który został już odwołany z pełnionych funkcji, to nie pierwszy urzędnik MF z zarzutami w tej sprawie. W listopadzie 2010 r. taki sam zarzut niedopełnienia obowiązków usłyszała Anna C., zastępca Grzegorza S. w MF.
Łącznie w śledztwie prowadzonym przez białostocką prokuraturę jest ponad 50 podejrzanych. Głównie są to nie przyznający się do winy szefowie operatorów AoNW (w tym prezes zrzeszającej ich izby Stanisław M.) oraz biegli rzeczoznawcy, wydający świadectwa rejestracji jednorękich bandytów.
Rozbić bank „bankiem”
Śledztwo prokuratury ruszyło na dobre w kwietniu 2009 r., kiedy w ogólnopolskiejakcji funkcjonariusze CBŚ zabezpieczyli ponad trzysta jednorękich bandytów. Z naszych informacji wynika, że było to pokłosie tekstu „Pulsu Biznesu” ze stycznia 2009 r., w którym ujawniliśmy nieprawidłowości na rynku AoNW.
Zgodnie z ówczesną ustawą hazardową maksymalna stawka gry na automacie mogła wynieść do 0,07 EUR, a maksymalna wygrana do 15 EUR. Na prawie wszystkich AoNW można było jednak grać za wielokrotnie wyższe stawki i wygrać wielokrotnie więcej. Umożliwiała to funkcja „bank”: odrębny licznik, kumulujący wygrane służące do kontynuacji gry.
Dzięki temu automaty wypłacały kwoty przekraczające nawet 10 tys. zł. Ich operatorzy wciąż płacili jednak tylko 180 EUR miesięcznie za automat, czyli co najmniej trzy razy mniej niż podatek od automatów wysokohazardowych, ustawianych w specjalnych salonach i kasynach. W rezultacie straty państwa sięgały kilkuset milionów złotych rocznie.