Mecenas Dariusz Oleszczuk od 1 stycznia obejmie funkcję globalnego partnera zarządzającego w kancelarii prawniczej Salans.
„Puls Biznesu”: Jest Pan pierwszym polskim prawnikiem, który będzie zarządzał międzynarodową kancelarią prawniczą. Jaka jest tajemnica sukcesu?
Dariusz Oleszczuk: Patrzę na to przede wszystkim w taki sposób, że jest to przecieranie drogi dla moich kolegów. W wielu dziedzinach, na przykład w bankowości czy informatyce, wielu Polaków już zajmuje bardzo odpowiedzialne stanowiska, również w międzynarodowych korporacjach. Wśród prawników akurat padło na mnie.
W kancelarii Salans wszyscy prawnicy są traktowani tak samo, niezależnie od kraju, w którym pracują. Mój awans jest tego dowodem. Warszawskie biuro jest czwarte w kolejności, jeśli chodzi o wielkość przychodów. I okazuje się, że partner z takiego biura nie tylko pozyskał zaufanie innych biur, ale i wygrał rywalizację z kandydatem z Francji.
Czy bardziej Pan się czuje prawnikiem czy menedżerem?
Czuję się przede wszystkim dobrym prawnikiem. Niemniej wymogi rynku powodują, że kancelarie prawnicze oprócz tego, że doradzają swoim klientom, są również przedsiębiorstwami. Oznacza to, że prawnicy w tych kancelariach nie tylko realizują ambicje zawodowe, ale i zarabiają pieniądze. W związku z tym musi to być organizm sprawnie zarządzany. Specyfika naszego zawodu, a w tym przypadku naszej firmy, powoduje, że zarządzającym powinien być prawnik. Kancelaria to osobisty biznes, gdzie kluczową rolę odgrywają wiedza i umiejętności. Dlatego menedżer powinien znać zawód od podstaw, by rozumieć specyfikę tego biznesu, a także zyskać poważanie i autorytet ludzi, którymi zarządza.
Jaki cel stawia Pan sobie jako szef międzynarodowej kancelarii?
Kancelaria Salans funkcjonuje blisko 30 lat, dotychczasowi liderzy zaczynają powoli myśleć o emeryturach i zmniejszają swoje zaangażowanie. W związku z tym trzeba zagwarantować firmie, że stery przejmie kolejne pokolenie.
Następny cel to rozwój firmy. Jesteśmy młodą kancelarią i musimy wciąż wykazywać, że jesteśmy lepsi od naszych rywali. W skali światowej Salans jest średnią firmą, a nasza ocena konkurencyjności rynku globalnego wskazuje, że musimy się rozwijać. Myślimy o rozwoju w Europie, w tym w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii. Sporo miejsca widzimy też na rozwój w Londynie i w USA.
A co na polskim rynku?
W Polsce radzimy sobie bardzo dobrze. Nasza baza kluczowych klientów jest dość stabilna, a ponadto ciągle pozyskujemy nowych. Przejmujemy prawników z innych kancelarii, a ponieważ inni widzą, że z naszą firmą warto wiązać przyszłość, to tempo rozwoju jest satysfakcjonujące. Dla mnie ważne jest, żeby w naszej firmie były lepsze stosunki międzyludzkie i atmosfera pracy, a nasi pracownicy mieli pewność pracy i kariery. Z drugiej strony, staram się przebywać z ludźmi, którzy są lepsi ode mnie, gdyż wówczas można się czegoś od nich nauczyć. I tymi samymi zasadami kieruję się przy doborze współpracowników. Staram się zawsze zatrudniać ludzi lepszych od siebie. Przez to mam gwarancję, że nasza firma ma zapewniony rozwój.
Jak polscy prawnicy postrzegani są na świecie?
Jesteśmy dobrzy. Polscy prawnicy potrafią sobie doskonale radzić zarówno w systemie prawa kontynentalnego, jak i na Wyspach Brytyjskich czy za oceanem. Jeśli chodzi o przygotowanie czy umiejętności, nie mamy żadnych powodów do kompleksów. Natomiast na pewno jesteśmy mniej znani w skali świata. Ale to normalne, bo najwięcej mówi się o wielkich projektach czy transakcjach.
Jak ocenia Pan jakość polskiego prawa w porównaniu z innymi?
Polska wraz z kilkunastoma państwami stała się częścią Unii Europejskiej. Tak jak w pozostałych krajach pojawiło się u nas w krótkim czasie bardzo dużo nowych aktów prawnych, jakość wielu z nich budzi wiele zastrzeżeń. Faktem jest również, że stosowanie tego prawa jest czasami skandaliczne. Natomiast z drugiej strony, podstawowe zmiany się już dokonały. Teraz będzie okres stabilizacji i uporządkowania.
Wciąż jest jednak wiele niedoskonałości i sprzeczności w polskich regulacjach.
Administracja i władze uważają, że jak pojawia się problem, to trzeba wydać przepis i od razu wszystko jest rozwiązane. Jest to wiara, bezpodstawna, w magiczną siłę sprawczą prawa. Jeśli idzie o fundamenty prawa czy kodeksy, jakość regulacji jest bardzo przyzwoita. Jednak im bardziej szczegółowy przepis wprowadzamy, tym większe pojawia się ryzyko, że regulacje albo będą niespójne, albo wręcz sprzeczne z innymi zapisami. Prawo, z istoty swojej, nie nadąża za rozwojem stosunków społecznych, nie nadążają też ludzie, którzy je stosują. Ważne, by prawo było elastyczne, a ludzie, którzy je stosują — kompetentni i uczciwi.
Jak wygląda polski rynek z punktu widzenia kancelarii prawnej? Cechuje go przecież szybki wzrost gospodarczy i zagmatwane przepisy.
Polski rynek jest ciekawy, będzie się rozwijał, ale i stawał się coraz trudniejszy, bardziej wymagający. Nie sądzę, żeby w Polsce był kiedykolwiek tak dobry okres dla prawników, jak w latach 90., gdy wielkie międzynarodowe koncerny szukały prawników na ulicy. Teraz rynek jest zupełnie inny. Część firm zacznie korzystać z usług mniejszych kancelarii. Ja sam czasem odsyłam naszych klientów do mniejszych konkurentów, gdzie za tę samą poradę zapłacą niższe wynagrodzenie. Za to mam świadomość, że gdy klient będzie miał poważny problem, który rzeczywiście wymaga dużego zespołu czy określonego doświadczenia, to wówczas wróci do nas.
Dla klientów zawsze będzie najważniejsze zaufanie do kancelarii i reputacja prawników. Moi klienci nie tylko oczekują, abym powiedział, co jest w danym polskim przepisie. Oni oczekują często pomocy w podjęciu decyzji biznesowej. Wielu prawników potrafi sporządzić trafną analizę, ale nie wszyscy potrafią pójść o krok dalej. Tymczasem doświadczonemu prawnikowi często łatwiej jest podjąć decyzję niż jego klientowi.