Zatrudnienie białych kołnierzyków — miało spadać, a rośnie

Gabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2026-02-27 07:30
zaktualizowano: 2026-02-27 07:45

Na świecie rosną obawy, że rewolucja sztucznej inteligencji doprowadzi do automatyzacji ludzkiej pracy. Tymczasem w USA zatrudnienie białych kołnierzyków rośnie, a liczba ofert pracy dla programistów jest najwyższa od dwóch lat. Świat na razie podąża własnym torem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Kilka dni temu Citrini Research przedstawił katastroficzną wizję tego, jak AI uśmierci rynek pracy umysłowej. Według autorów raportu pierwsze sygnały pojawią się już na początku 2026 r., gdy kolejne zawody białych kołnierzyków — programiści, prawnicy, księgowi, administracja — będą wypierane przez systemy automatyzujące. W miarę rozwoju technologii coraz więcej ludzi zacznie tracić pracę, co doprowadzi do skoku bezrobocia w okolice 10 proc., załamania popytu i głębokiej recesji. Jest to w istocie kasandryczna wizja, w której pracownicy przestają być centrum gospodarki, a dominującą rolę stopniowo przejmują maszyny i właściciele kapitału.

Raport Citrini przyczynił się do wyprzedaży akcji niektórych spółek programistycznych, logistycznych i prawniczych, co pokazuje, jak głębokie obawy panują wśród inwestorów — strach, że ludzki dotyk przestanie być w cenie, że praca nie będzie już tak atrakcyjna, bo zastąpi ją lepszy i tańszy substytut.

A teraz spójrzmy, co pokazują dane. W USA zatrudnienie w usługach profesjonalnych i biznesowych — prawo, IT, finanse — w ostatnich trzech miesiącach ponownie wykazuje trend wzrostowy. Zwiększyło się o 0,5 proc., co oznacza 105 tys. nowych miejsc pracy. To pierwszy tak duży przyrost od drugiej połowy 2022 r., gdy świat był w przededniu publikacji pierwszego generatywnego modelu OpenAI. Co więcej, w bardzo szybkim tempie rośnie liczba ofert pracy dla programistów — od początku tego roku zwiększyła się o 6,7 proc., podczas gdy oferty pracy ogółem wzrosły zaledwie o 0,9 proc. To pierwszy tak silny i trwały wzrost wakatów w tej grupie od pierwszej połowy 2022 r. Zapotrzebowanie na programistów, prawników i finansistów odżywa dokładnie wtedy, gdy dominująca narracja głosi coś zupełnie przeciwnego. Nie jesteśmy w punkcie, o którym napisał Citrini.

Interesującą ripostę przedstawili analitycy funduszu Citadel, wskazując na jeden niezwykle istotny aspekt: automatyzacja AI jest pozytywnym szokiem produktywności, który obniża ceny, podnosi produkcję i realny dochód. W tym scenariuszu popyt zagregowany nie spada, lecz rośnie, a to w dłuższym okresie zwiększa zatrudnienie netto. To twarda tożsamość makroekonomiczna, zgodna z każdą poprzednią falą postępu technologicznego. Nie można mieć jednocześnie wzrostu produktywności i spadku dochodu, produkcji czy zatrudnienia.

Analitycy porównują AI do pakietu Microsoft Office — przed jego wprowadzeniem obawiano się masowych zwolnień w biurach, tymczasem stał się narzędziem, które zwiększyło efektywność i zapotrzebowanie na pracę.

Jest to praktyczny przykład paradoksu Jevonsa, zgodnie z którym postęp technologiczny zwiększa wydajność, obniża ceny, podnosi płace realne, popyt i zatrudnienie. Może właśnie zatrudnienie białych kołnierzyków rośnie idealnie w czasie, gdy narzędzia AI stają się coraz lepsze. Usługi programistyczne tanieją, więc korzysta z nich więcej firm, co długofalowo zwiększa, a nie zmniejsza zapotrzebowanie na programistów. Zmienia się charakter pracy, a nie rola, jaką człowiek odgrywa w ekosystemie ekonomicznym.

Weźmy przykład analityka kredytowego — narzędzia AI przejmą zapewne dokumentację, weryfikację danych i wstępną ocenę ryzyka. Kompilowanie raportów, które wcześniej zajmowało połowę dnia, stanie się formalnością. To nie oznacza utraty pracy — oznacza, że jego zajęcie zmieni się nie do poznania. Podniesie wydajność, więc analityk skupi się na czynnościach trudnych do zautomatyzowania lub po prostu sprawiających mu największą satysfakcję.

W wielkich narracjach — i pesymistycznych, i optymistycznych — trzeba szukać złotego środka i oddzielać strach czy ekscytację od rozsądku. Giełda karmi się emocjami, stąd przeceny spółek technologicznych i obawy przed katastrofą. Na razie jednak niewiele wskazuje, że zmierzamy w tym kierunku. A co będzie — nie wie nikt.

Możesz zainteresować się również: