Zawiodła komunikacja

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2006-07-13 00:00

Połączenie koncernów spedycyjno-logistycznych przebiega z oporami. Nowa organizacja straciła wielu fachowców. Oby nie klientów.

W kwietniu 2006 r. doszło do wykupu większości akcji Dutch Royal Frans Maas Group przez duński koncern DSV A/S. Obecnie DSV jest właścicielem dziewięciu spółek prawa polskiego, tj. Frans Maas Polska, Promexim, Promexim-Peko, Promexim Agencja Celna, Promexim Skład Celny, DistriLand, DistriPack oraz DFDS Transport i DFDS Transport (Poland). W roku 2005 łączne obroty tych firm wyniosły około 300 mln zł, co dałoby im razem miejsce w pierwszej dziesiątce największych firm branży TSL w Polsce. We wszystkich tych spółkach zatrudnionych jest łącznie ponad 700 pracowników.

Unia personalna

Kilka tygodni temu powołano nowy zarząd Frans Maas Polska. Na stanowisko prezesa wspólnicy powołali Piotra Krawieckiego, a funkcję wiceprezesa powierzono Thomasowi Janssonowi. Ukonstytuowały się też nowe zarządy w pozostałych spółkach należących do Frans Maas i DFDS Transport, w skład których również weszli Piotr Krawiecki i Thomas Jansson.

— Do końca lipca powstanie nowa struktura organizacyjna. Zakładamy, że integracja działalności zakończy się najpóźniej we wrześniu 2006 r. Planujemy też restrukturyzację organizacji. Miejsce dziewięciu spółek zajmą najwyżej cztery podmioty ukierunkowane na prowadzenie i rozwój naszej podstawowej działalności, tj. transportu drogowego oraz usług celnych, spedycji lotniczej i morskiej oraz logistyki — wyjaśnia Piotr Krawiecki, prezes Frans Maas i DFDS Transport.

Dodaje, że unia personalna w zarządach zapewni DSV lepsze wykorzystanie synergii.

— Z doświadczenia wiemy, że taką organizacją będzie można efektywniej zarządzać i będzie ona tańsza w utrzymaniu. Szacujemy, że integracja formalnoprawna zajmie nam maksimum 12 miesięcy. Budżet na rok przyszły oparty już będzie na nowych założeniach organizacyjnych — mówi Piotr Krawiecki.

Fala odejść

Zdecydowanie najbardziej wrażliwymi zasobami przy wszelkich przejęciach i fuzjach są pracownicy i klienci. Winni być oni szczególnie chronieni, bo decydują o rynkowym sukcesie. Oczywiście, cięcia kadrowe są zwykle nieuniknione, ale powinny się odbywać w sposób możliwie przewidywalny, płynny, a powody i kryteria zmian powinny być czytelne dla wszystkich zainteresowanych.

Klienci, którzy są głównym zasobem każdej firmy, powinni uzyskać pewność, że zachodzące zmiany nie zakłócą ich procesów logistycznych, zaopatrzenia czy dostaw do ich odbiorców. Bo „chwiejny” spedytor to niepewne dostawy, a na takie ryzyko nie można sobie pozwolić we współczesnej gospodarce.

— Mam narastające, obecnie już graniczące z pewnością poczucie, że operacja przejęcia Frans Maas nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, nie została prawidłowo przygotowana, szczególnie na poziomie zasobów ludzkich. Jest to dla mnie tym większe zaskoczenie, że DFDS ma już doświadczenie w przejęciach. Wydawałoby się więc, że w tej organizacji wiedzą, jak takie operacje przeprowadzać. Wygląda jednak na to, że skala operacji, jaką przyszło obecnie przeprowadzić, przerosła DFDS i ostatnie pół roku zostało po prostu stracone. Stąd odejścia z połączonej organizacji takich ludzi, jak Paul Hoppen- brouwers, szef Frans Maas w Wielkiej Brytanii, jeden z najlepszych fachowców od spedycji drogowej, jakich znam, czy Frank Verhoeven, szef biura ds. rozwoju i klientów korporacyjnych w centrali Frans Maas w Holandii. To on stworzył doskonały zespół fachowców obsługujących najtrudniejsze przetargi logistyczne w Europie. Rozpad tego zespołu to niepowetowana strata — opowiada Robert Pastryk, do czerwca 2006 r. dyrektor handlowy Frans Maas Polska, obecnie niezależny konsultant.

W Polsce szeregi Frans Maas opuścił również Ireneusz Grajewski, dyrektor spedycji drogowej.

— To człowiek z ponad 12-letnim stażem w firmie. Razem z nim opuściło ją kilka innych kluczowych osób z jego działu w stolicy. Rozpadły się również działy handlowe w Warszawie i Wrocławiu (odejścia do GEFCO i K&N). To straty, które trudno będzie szybko nadrobić — przekonuje Robert Pastryk.

Jeśli dodać do tego odejścia z DFDS w Polsce, w tym jednej z kluczowych osób odpowiedzialnych za tzw. dużych klientów, to ewidentnie widać, że w czasie łączenia firm coś nie zadziałało.

Informacja to podstawa

Zdaniem Roberta Pastryka, to, co dzieje się we Frans Mass po przejęciu tej firmy przez DSV, jest książkowym przykładem, jak nie należy przeprowadzać fuzji.

— Mija właśnie miesiąc od zmiany zarządu Frans Maas Polska, a klienci do dziś nie otrzymali żadnej informacji o zachodzących zmianach personalnych, organizacyjnych i własnościowych. To pokazuje, jak nieprzygotowany jest cały proces — ubolewa Robert Pastryk.

Piotr Krawiecki podkreśla, że zdaje sobie sprawę z wagi informowania o zachodzących zmianach zarówno pracowników, jak i kontrahentów.

— W okresie poprzedzającym formalne przejęcie Frans Maas Polska nie było z tym najlepiej. Dlatego też poświęcamy wiele uwagi komunikowaniu zmiany. Zarówno wszystkim zatrudnionym w grupie DSV, jak i klientom. Myślę, że klientom da to poczucie bezpieczeństwa, a pracownikom — współuczestniczenia w procesach integracyjnych — twierdzi Piotr Krawiecki.

Wielu osobom z kadry kierowniczej, odpowiedzialnej za poszczególne obszary działania w grupie Frans Maas, zaproponowano pracę w nowej organizacji.

— Swoją karierę zawodową zdecydowali się dalej rozwijać w DSV kluczowi menedżerowie odpowiedzialni za logistykę, transport samochodowy i lotniczy, m.in. Małgorzata Raczkowska, dyrektor operacyjny Promexim, i Krzysztof Redkowiak, dyrektor DistriLand, autor dotychczasowych sukcesów logistycznych Frans Maas Polska — mówi Piotr Krawiecki.

Dodaje, że naturalnym następstwem procesu wyodrębnienia tzw. dywizji Road, Air & Sea i Solutions są pewne przeszeregowania. Jednak celem jest stworzenie organizacji, w której zatrudnienie będą mogli znaleźć wszyscy pracownicy DFDS Transport i Frans Maas.

— Firma się rozwija i jest otwarta na zatrudnianie nowych ludzi. Ma temu służyć powołanie pełnomocnika zarządu ds. personalnych. To osoba doświadczona, wywodząca się spoza DFDS Transport i Frans Maas — zaznacza Piotr Krawiecki.

Głos z wewnątrz

Zdaniem pragnącego zachować anonimowość obecnego pracownika Frans Maas, najgorsza sytuacja panuje w dziale spedycji drogowej.

— Ludzie byli przyzwyczajeni do zupełnie innego sposobu zarządzania. Dość dobrze działała komunikacja wewnętrzna, pracownicy często wspólnie wypracowywali najlepsze rozwiązania. Teraz nie ma otwartej komunikacji, są plotki, podejrzliwość i niepewność. Nie uwzględniono po prostu różnych wewnętrznych kultur obu firm. Nowy zarząd ogranicza się do wydawania i rozsyłania pocztą elektroniczną kolejnych komunikatów, dotyczących głównie zwolnionych dyrektorów i nowych nominacji — opowiada pracownik.