Przyzwyczailiśmy się potocznie określać ludzi mianem rzemieślnika bądź artysty. Coś deprecjonuje, coś wyróżnia… Zależnie od punktu widzenia. Ale czy to naprawdę odseparowane pojęcia?
WW marcowym numerze „Business Class” przeczytałam historię powstania i rozwoju firmy Piotra Klera. Lektura zrodziła refleksję. Otóż bez względu, gdzie toczy się nasze życie zawodowe, cokolwiek robimy — możemy być rzemieślnikiem lub artystą. Te dwa określenia służą wyrażeniu różnych postaw wobec pracy — wykonywanej wskutek świadomego wyboru lub splotów okoliczności życiowych.
Rzemieślnik ma niezbędne, często wysokie kwalifikacje do zadań, jakie wykonuje. To specjalista, zgłębiający tajniki swojej profesji. Gdy to, co robi, jednocześnie lubi, ma szansę stać się mistrzem — wzorem dla innych. Jeżeli jednak praca nie jest jego pasją, pozostanie starannym pracownikiem. Znajomość rzeczy i profesjonalizm to hipotetyczna podstawa jego awansu. Rzemieślnik może stać na czele zespołu, nawet kierować korporacją.
Artysta to ktoś z wizją. Spełnia się w śmiałych projektach. Lubi wyzwania, więc podejmuje ryzyko realizacji projektów o nieprzewidywalnych konsekwencjach. Na gorąco uczy się nowych rzeczy. Artystę cechuje zapał, energia i odwaga spełniania marzeń. Jest aktywny, jest twórczy. Z pasją oddaje się pracy. Usłyszałam kiedyś takie zdanie: „Pokochaj to, co robisz, a nie będziesz chodzić do pracy”. Mogłoby być zawodowym credo tych, którzy przyjmują postawę artysty.
Pojawia się jednak pytanie: czy rzemieślnictwo zamyka drogę do artyzmu i czy artysta nie może być jednocześnie rzemieślnikiem? Wyjątki istnieją. Wystarczy, że rzemieślnik —jak Piotr Kler — zapragnie czegoś więcej i pójdzie za marzeniem. Sama znam znakomitego — w dosłownym znaczeniu —rzemieślnika, który odkrył w sobie potrzebę tworzenia. By udowodnić, że umie coś, co pozwoli mu wyodrębnić się z tła.
Od młodości, u boku doświadczonego krawca, zgłębiał tajniki zawodu. Ma ogromny talent, więc odkąd stał się samodzielny, sam uczył innych. Osiągnął wiele, lecz to mu nie wystarczało. Chciał nie tylko szyć, ale też projektować modę, wyznaczać trendy. To pragnienie skłoniło go do ryzyka — wszedł w świat nieznany. Podjął studia, rozwija się, jest pełen entuzjazmu i nadziei. Mówi, że żyje w dwóch rzeczywistościach i każdą z nich ceni, każdej potrzebuje. Staje się kreatorem mody. Czy mu się uda, czas pokaże — wydaje się, że jest na dobrej drodze.
Inny mężczyzna — specjalista IT z ustabilizowaną pozycją w firmie. Informatyka była jego pasją. To, co umiał, robił bardzo dobrze i nic zmieniać nie musiał, ale kiedy zaproponowano mu wprowadzenie projektu ujednolicającego standardy pracy w dużej międzynarodowej firmie podjął wyzwanie. Bo dostrzegł możliwość rozwoju. Poznawał pracę w dziale marketingu, sprzedaży, finansowym i innych, by po zmianach wszystko działało bezkolizyjnie. Udało mu się, projekt odniósł sukces. Dziś ów znajomy nie zajmuje się IT. Można go określić mianem człowieka od zadań specjalnych. Realizuje projekty na pograniczu dziedzin, koordynując pracę wielu osób i zespołów.
Przykładów można podać wiele i każdy wskaże, jak często okazuje się, że mogą się w nas obudzić aspiracje wcześniej nieprzeczuwane nawet i popchnąć nas na nową ścieżkę.
Żadna z tych postaw — „artysta”, „rzemieślnik” — nie jest lepsza. Jakiekolwiek ich wartościowanie nie ma sensu, obie są potrzebne. Każde środowisko to rodzaj systemu, działającego skutecznie między innymi dzięki różnicowaniu obecnych w nim ról. Świat złożony z samych artystów byłby równie nieznośny, jak ten skonstruowany z samych rzemieślników. Tak, to jeszcze jedna pochwała różnorodności.
