Zbrojeniowa ekspansja

Polska Grupa Zbrojeniowa szuka partnerów i zapowiada rozbudowę PGZ, by dostarczać uzbrojenie dla armii. Polscy oficerowie nie będą już bać się mówić o tym, co muszą kupić

Ministrowie, oficerowie i menedżerowie budują wspólny front, by uzbroić rosnącą polską armię i odzyskać rynki zagraniczne. Obiecują nadrobić zapóźnienia z ostatniego ćwierćwiecza.

OBRONA W POWIETRZU:
Zobacz więcej

OBRONA W POWIETRZU:

Uczestnicy debaty rozmawiali na temat zdolności bojowej polskich sił powietrznych (po prawej samolot MIG-29). Wojciech Szabelski

— Przez 25 lat potencjał polskiego przemysłu nie został wykorzystany. Podobnie jest w polskiej armii. Dziś i przemysł, i armia wymagają lepszego przygotowania do reagowania na zagrożenia — twierdzi Bartosz Kownacki, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej (MON). Zapowiada m.in. konieczność pilnej odbudowy systemu obrony terytorialnej. Niezbędna jest także weryfikacja odziedziczonego po poprzednikach programu zakupów uzbrojenia i uzupełnienie go na przykład o zadania związane z cyberbezpieczeństwem.

— Obudziliśmy się za późno. Musimy kupić śmigłowce uderzeniowe, a gdybyśmy rozwijali przemysł od lat, być może moglibyśmy produkować je samodzielnie — uważa Bartosz Kownacki. Jego zdaniem, gdybyśmy także samodzielnie przed laty zaczęli przygotowywać się do realizacji programów Wisła i Narew (obrony powietrznej i przeciwlotniczej średniego i krótkiego zasięgu), w mniejszym stopniu niż obecnie musielibyśmy korzystać ze wsparcia firmy Raytheon czy konsorcjum MEADS, z którymi prowadzone są rozmowy dotyczące systemu.

W wojsku i cywilu

Bartosz Kownacki podkreśla jednak, że — nawet słabo przygotowane do realizacji kontraktów polskie zakłady — muszą inwestować w rozwój, bo w najbliższych latach będą mieć pełne ręce roboty.

Prognozuje także wzrost zatrudnienia w sektorze obronnym.

— Jednak rozgrzany zamówieniami z armii przemysł, po zakończeniu programu zakupów, będzie nadal domagać się kontraktów. Efektem mogą być problemy gospodarcze i społeczne. Dlatego już dziś konieczna jest realizacja inwestycji i przygotowanie zakładów także do dostaw na rynki cywilne i wejście w technologie podwójnego zastosowania oraz na rynki eksportowe. Tylko wówczas zakłady będą mogły stabilnie funkcjonować w czasie pokoju, a w razie zagrożeń szybko przestawić się na produkcję dla armii — mówi Bartosz Kownacki.

Gen. bryg. Dariusz Łukowski, szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, przyznaje, że wojsko nie będzie w stanie zapewniać stale zamówień, które pozwolą w pełni wykorzystać potencjał przemysłu, więc inwestowanie w technologie podwójnego zastosowania jest konieczne. Jednocześnie podkreśla, że fabryki muszą utrzymywać gotowość do produkcji na potrzeby wojska.

— Przemysł jest jednym z fundamentów systemu obrony państwa i bez włączenia się przedsiębiorstw do współpracy siły zbrojne nie wykonają swoich zadań — przekonuje Dariusz Łukowski.

PGZ idzie na zakupy

Arkadiusz Siwko, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ), zapewnia, że przedsiębiorstwa sprostają wyzwaniom stawianym przez wojsko. Zapowiada nawet ekspansję. — PGZ nie planuje wyprzedaży zakładów. Będziemy prowadzić akwizycje zakładów i myśli technicznej, w kraju i za granicą. Pozwolą one rozbudować rodzimy przemysł obronny — mówi Arkadiusz Siwko.

Negocjacje zakupowe mają rozstrzygnąć się na przełomie roku. Przejęcia będą dotyczyć zarówno firm, jak i technologii z rynku cywilnego oraz obronnego. Arkadiusz Siwko przypomina też, że PGZ kupiła niedawno Autosan, co w przyszłości pozwoli Grupie zdywersyfikować działalność. W maju natomiast poznać mamy pierwszych partnerów technologicznych, którzy będą współpracować z polskimi zakładami w realizacji projektów rozwojowych.

— Prowadzimy konsultacje i jesteśmy blisko finalizacji umów. Pozyskanie partnerów i technologii umożliwi nam oferowanie produktów z najwyższej półki, produkowanych w polskich zakładach oraz we współpracy z partnerami zewnętrznymi. Jest jeden warunek. Partnerzy zagwarantują firmom z naszej Grupy możliwość oferowania wspólnie opracowanych wyrobów i technologii na eksport oraz serwisowanie w krajowych zakładach — podkreśla Arkadiusz Siwko.

Zapewnia, że lepszej okazji do wspólnych inwestycji nie będzie, i przekonuje, że po ich wykonaniu, już za 5 lat polskie spółki z branży zbrojeniowej będą w znacznie lepszej kondycji niż obecnie. Zapowiada m.in. rozwój produkcji na rynku stoczniowym i ciężkiego sprzętu (czołgi i pojazdy gąsiennicowe) oraz bezzałogowców. Na lidera w lotnictwie wyrastają zwłaszcza Wojskowe Zakłady Lotnicze (WZL) nr 2 z Bydgoszczy. — Jesteśmy w PGZ centrum kompetencyjnym bezpilotowców. Wyłożyliśmy już kilkanaście milionów złotych na ich rozwój.

Jesteśmy także beneficjentem programu Inno-Lot, dostaliśmy ponad 20 mln zł na bezzałogowce. Nie chodzi jednak o to, byśmy wykonali prace badawczo-rozwojowe i ich efekty odłożyli na półkę, ale stosowali wypracowane rozwiązania w praktyce — mówi Leszek Walczak, prezes WZL 2 Bydgoszcz.

Trudne rozmowy

Do tego jednak niezbędny jest dialog między menedżerami i oficerami.

— Dotychczas wojskowi nie chcieli rozmawiać z przedstawicielami zakładów — twierdzi Bartosz Kownacki. Unikali w ten sposób posądzeń o korupcję. W efekcie jednak przedsiębiorstwa obronne nie znały długofalowych potrzeb zakupowych armii, wojsko zaś nie miało pojęcia o innowacyjnych projektach opracowywanych w krajowych zakładach. Oferta często rozmijała się z potrzebami, więc armia zakupy realizowała za granicą.

— Według Bartosza Kownackiego, sprawą kluczową jest dialog między przedstawicielami polskiego wojska i krajowych firm zbrojeniowych. Jego zdaniem, gdyby przed laty nie został zaniechany, być może już samodzielnie krajowe firmy byłyby w stanie zbudować system Narew. — Gdyby był dialog, może nie trzeba by sprzedawać zakładów w Mielcu czy Świdniku, a firmy same przygotowałyby się do realizacji kontraktów związanych z dostawą śmigłowców — uważa Bartosz Kownacki.

Przypomina też, że prawo zamówień publicznych pozwala wyłączać część strategicznych zamówień z procedur przetargowych i zapowiada korzystanie z tych uprawnień.

— Trudno wyobrazić sobie, byśmy samoloty czy amunicję kupowali za granicą. Jeżeli przedstawiciele przemysłu proponują na przykład nowoczesną amunicję, wojskowi nie mogą mówić, że podobny produkt oferowany jest za granicą, więc tam zostanie kupiony. A w razie wojny jak będą zabezpieczone dostawy? — pyta Bartosz Kownacki. Generał Dariusz Łukowski podkreśla, że rozmijanie się potrzeb armii z ofertą przemysłu to nie tylko polski problem.

— Podobny mają USA oraz inne kraje. Mają trudności z doborem kadr, personelu, który potrafi oceniać projekty badawczo-rozwojowe. Jesteśmy odcięci od źródeł informacji, co ogranicza nasze zdolności w formułowaniu potrzeb, i szukamy produktów za granicą, mimo że możemy kupić je w kraju — twierdzi szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych.

— Przemysł i armia to dwa światy — oddziela je mur, który trzeba przełamać, by wspólnie z wojskiem realizować projekty — podkreśla prezes PGZ Arkadiusz Siwko. Leszek Walczak z bydgoskich WZL podkreśla także konieczność przedstawiania przez armię długookresowych planów zakupowych, bo wówczas polskim firmom łatwiej się przygotować i konkurować z zagranicznymi.

Postsowiecki rynek

Polskie firmy nastawiają się jednak nie tylko na innowacje. Bartosz Kownacki chwali je również za to, że zachowały zdolności do remontu sprzętu poradzieckiego, co niedawno zaowocowało na przykład kontraktem na remonty silników samolotów MiG dla Bułgarii.

— Mamy zdolności, których większość państw postsowieckich nie zachowała, więc możemy odbierać rynki stronie rosyjskiej — uważa Bartosz Kownacki.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Obronność / Zbrojeniowa ekspansja