Zdobył swoje K2

Kamil Kosiński
opublikowano: 2008-04-23 00:00

Potrafi obsłużyć tylko e-mail i przeglądarkę WWW. Ale jutro wprowadza na giełdę spółkę internetową, którą założył po studiach.

Mając zaledwie 23 lata, odegrał niebagatelną rolę w kupnie banku. W 1995 r. wraz z kolegą zapakowali do walizki czek na kilkanaście milionów złotych i w towarzystwie uzbrojonego kierowcy pojechali z Warszawy do Katowic kupić tamtejszy Górnośląski Bank Gospodarczy.

— Po prostu pojechaliśmy wręczyć czek. Któryś z naszych szefów wymyślił sobie, że dzięki temu pieniądze znajdą się kilka dni później na koncie zbywcy. Ponieważ oprocentowanie lokat było wówczas bardzo wysokie, z dużej kwoty miała się w ten sposób uzbierać spora suma odsetek — wspomina Michał Lach.

Płatności dokonywał w imieniu Powszechnego Banku Kredytowego (PBK), w którym pracował jako specjalista w departamencie bankowości inwestycyjnej.

— Określenie „specjalista” nie wyjaśnia, co faktycznie robiłem. To po prostu jedna z niższych stawek zaszeregowania w bardzo rozbudowanej hierarchii bankowej. Pracę w PBK zacząłem na studiach. Nie miałem dyplomu, więc nie mogłem dostać wyższego stanowiska niż „specjalista” — śmieje się Michał Lach.

Praca w skostniałej strukturze bankowej nie bardzo mu odpowiadała. Koniec studiów na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego zbiegł się z jego odejściem z PBK. W 1997 r. wraz z dwoma wspólnikami (szybko ich spłacił) założył spółkę internetową. Nie lada wyzwanie dla kogoś, kto po dziś dzień jest jedynie użytkownikiem komputera w zakresie czynności biurowych. Niemal jak wejście na K2.

— Dlaczego K2? Kolega zaproponował tę nazwę, a mnie się spodobała. Nie ma w niej głębszej idei. Ot, dwóch młodych ludzi wymyśliło fajną nazwę — przyznaje Michał Lach.

Skok w globalną sieć

Skąd w ogóle pomysł, by zająć się e-biznesem?

— Poczułem, że chcę na swoje. Nie miałem pojęcia, jakie będzie to „swoje”, bo po zarządzaniu nie wie się nic konkretnego. Znacznie łatwiej założyć firmę, jak ma się wykształcenie kierunkowe albo przejmuje jakąś tradycję rodzinną. Jedyne doświadczenie wyniosłem z bankowości. Banku założyć nie mogłem z oczywistych przyczyn. Internet był zaś słowem coraz częściej wymawianym, a każda młoda branża ma to do siebie, że nie ma barier wejścia. Może się zająć nią każdy, bo wszyscy reprezentują jeszcze bardzo niski poziom jakościowy, a klienci też się dopiero uczą, więc są bardzo wyrozumiali — wyjaśnia Michał Lach.

Zwraca uwagę, że internet jest wyjątkowy wśród mediów. Jednocześnie synchroniczny i asynchroniczny, tekstowy i multimedialny, jedno-, dwu- i wielowymiarowy, i jeszcze nas zadziwi. Założyciela K2 Internet najbardziej zaś motywuje kreowanie, łamanie schematów i szukanie nowego — odkrywanie świata, jakim będzie za 5, 10 i więcej lat.

Zaraz po odejściu z banku w 1996 r. zajął się konsultingiem. Zrobił dwie analizy przedsiębiorstw, ale mimo dobrych pieniędzy nie bardzo uśmiechało mu się zamykanie w pokoju na kilka tygodni, by studiować sytuację jakiejś firmy. Na krótko został więc menedżerem startującego wtedy Kabaretu Moralnego Niepokoju.

— Początkowo występowała też z nami jego żona. Do dziś pozostajemy w bardzo dobrych stosunkach. Strona internetowa kabaretu znajduje się na serwerze K2 Internet — mówi Wojciech Orszulak, obecny menedżer grupy.

Kiedy Michał Lach zakładał spółkę, na koncie miał 7 tys. zł debetu. Firma powstała w ten sposób, że wziął komputer z domu i zaniósł do kolegi, który w swoim mieszkaniu prowadził działalność poligraficzną. W ten sposób prywatne Pentium75 stało się pierwszym serwerem K2 Internet Provider.

Spółka zaczęła od podłączania innych firm do internetu. Stąd słowo „provider”, które początkowo było częścią nazwy.

— Postawiliśmy na providerkę, czyli podłączanie do internetu. Wtedy warunek sine qua non jakiejkolwiek dalszej działalności. Nie można było zaproponować klientowi zrobienia strony WWW w sytuacji, gdy sam nie korzystał z sieci. Mieliśmy jednak świadomość, że jak się internet rozwinie, to usługami na szeroką skalę zajmą się telekomy i dla takich jak my nie będzie miejsca. Dlatego z góry zakładaliśmy, że tę działalność w pewnym momencie sprzedamy — tłumaczy Michał Lach.

Tak też się stało w 2000 r. Wcześniej firma zdobyła ponad 400 klientów na usługi dostępu do internetu. Pierwszych kilka zamówień wynikało z prywatnych kontaktów właścicieli, ale w ten sposób nie dało się budować stabilnej firmy.

— Pożyczyłem tysiąc złotych i wykupiłem jedno dwumodułowe ogłoszenie w dodatku „Komputer” w „Gazecie Wyborczej”. Musiało być mocne, by tych pożyczonych pieniędzy nie stracić. Oferowaliśmy stronę WWW, pięć kont e-mail i dostęp do internetu za 150 zł miesięcznie. I rzeczywiście, telefony się rozdzwoniły W tydzień zdobyliśmy kilku, a może nawet kilkunastu klientów. Każdy z nich zapłacił za trzy miesiące z góry, co dało nam pieniądze na kolejną reklamę. Tak się zaczęło — opowiada Michał Lach.

Bez biletu

Chodząc po firmie, trudno zliczyć różne statuetki, które od tamtego czasu K2 Internet dostał za swoje e-marketingowe osiągnięcia. Wśród klientów spółki jest wiele międzynarodowych korporacji, m.in. produkująca telefony Nokia i działająca w branży ociepleń budowlanych Ursa, której K2 Internet wykonał serwis WWW dla 17 krajów. Założyciel spółki uważa jednak, że nie byłoby tych spektakularnych kontraktów, gdyby nie lata stopniowego budowania kompetencji, zdobywania zaufania klientów i mozolnej pracy.

— Pierwsze trzy lata to była po prostu tytaniczna praca. Nierzadko wracałem do domu o pierwszej w nocy. Żeby było śmieszniej, w pierwszym roku działalności firma nie dawała mi dochodów. Nie miałem nawet na bilet komunikacji miejskiej, by dojechać do biura. W drugim roku było niewiele lepiej. Wszystkie zarobione pieniądze szły na pensje i inwestycje. Aby mieć z czego żyć, zacząłem prowadzić zajęcia ze statystyki na Wydziale Zarządzania — wspomina Michał Lach.

Szczególnie boleśnie nie odczuł za to pęknięcia bańki internetowej, bo nieco wcześniej firmę dokapitalizował niemiecki fundusz venture capital bmp. Dzięki temu K2 Internet mógł sobie pozwolić na niezwalnianie ludzi nawet w trudnych dla branży czasach.

— Pamiętam doskonale, jak bańka rosła. W każdej gazecie, dosłownie codziennie, można było przeczytać, że powstała nowa firma internetowa, że ktoś kogoś kupił. I nagle informacja, że w Stanach wszystko leci w dół. I cisza — wzdycha przewodniczący rady nadzorczej K2 Internet.

Od jutra będzie mógł obserwować, czy akcje założonej przez niego firmy lecą w górę, czy może w dół. n

Pomoc dzieciom na całym świecie

W 1943 r. alianci powołali fundusz odbudowy ze zniszczeń wojennych (UNRRA). Jednak po zapadnięciu żelaznej kurtyny rząd Stanów Zjednoczonych wycofał się z pomocy dla krajów bloku wschodniego. Pojawiła się idea stworzenia organizacji, która by pomagała najdotkliwiej poszkodowanym ofiarom wojny — dzieciom. Powołano UNICEF, organizację, która miała zająć się interwencyjnym dożywianiem w zrujnowanej Europie. Organizacja szybko przejęła kolejne obowiązki i zaczęła po prostu zwalczać ujemny wpływ biedy na dzieci z całego świata. Michał Lach jest członkiem siedmioosobowej rady Polskiego Komitetu Narodowego UNICEF, czyli odpowiednika rady nadzorczej lokalnego przedstawicielstwa organizacji.

Z Nokią za pan brat

Zaprojektowana przez K2 Internet promocja telefonu Nokia 7210 w internecie (serwis www.naznaczeni.pl) zdobyła Grand Prix i nagrodę za najlepszą kampanię w konkursie CyberKreatura 2003 i wyróżnienie w konkursie Idea 2003. Rok później K2 przejął pełną (nie tylko działań internetowych) obsługę programu lojalnościowego Club Nokia.

Oferta publiczna w liczbach

10,9

mln zł Takie były przychody spółki w pierwszej połowie 2007 r.

680

tys. zł Taki był jej zysk netto w pierwszej połowie 2007 r.

14,7

mln zł Tyle zapłacili nowi akcjonariusze za papiery nowej emisji i odkupywane od dotychczasowych właścicieli, które dały im łącznie 30 proc. udziałów w spółce.

Bawią skeczami ze sceny

Początki Kabaretu Moralnego Niepokoju sięgają 1993 r. Aby poczuć się młodziej, jego twórcy za oficjalną datę powstania trupy uznają 1996 r. Wtedy pierwszy raz zobaczyli przed sobą mikrofon, a na festiwalu PaKA w Krakowie odebrali nagrody: Grand Prix, publiczności, dziennikarzy i środowiska kabaretowego.

Kamil Kosiński