Wiosna za pasem, do sezonu bikini też raczej bliżej niż dalej, tymczasem waga w łazience jest bezlitosna: rok pandemii, praca zdalna i niespodziewanie odkryta w czasie lockdownu pasja do cukiernictwa zostawiły ślady. Ech, trzeba zrzucić nadmiarowe kilogramy. Przepraszam się z gadżetem, który w święta znalazłam pod choinką. Ustawiam liczbę kalorii, które zamierzam spalać aktywnie każdego dnia. Dorzucam cel w postaci minimalnej liczby kroków do przejścia. A co! Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia są w tym temacie precyzyjne: trzeba wychodzić przynajmniej 10 tys. kroków dziennie. Jeden mierzy średnio 50–60 cm, więc z grubsza licząc, trzeba od wschodu do zachodu słońca przebyć 5 km. Dużo, mało? Zobaczymy. Nadzorca ma postać zegarka i zgrabnie oplata mój nadgarstek. Zaczynamy miesiąc próbny.
Wybór ma znaczenie

Liczba dostępnych na rynku urządzeń pomagających w prowadzeniu aktywnego trybu życia jest ogromna. Tak zwane fitness trackery mają postać opasek, zegarków. Można je nosić na sportowo, ale do wyboru są też opaski jak z żurnala: skórzane lub powleczone metalami szlachetnymi. Do wyboru, do koloru. Liczba funkcji, które oferują konkretne marki i modele, może przyprawić o zawrót głowy. Ceny? Od kilkudziesięciu złotych za najprostsze urządzenia po kosztujące tysiące złotych markowe gadżety z górnej półki, które promują celebryci. Na co warto zwrócić uwagę, planując zakup?
– Trzeba się zastanowić, do czego chcemy używać naszego fitness trackera. Podstawowe funkcje, takie jak pomiar tętna, liczba kroków, to minimum. Nawet z pomocą najprostszego urządzenia jesteśmy w stanie monitorować codzienną aktywność fizyczną, zyskać wiele informacji na temat ogólnej kondycji organizmu, np. poznać wartość tętna spoczynkowego. Im jest ono niższe, tym lepsze prognozy dla naszego serca na przyszłość – wyjaśnia dr hab. n. med. Paweł Balsam, specjalista kardiolog, współzałożyciel Fundacji Telemedyczna Grupa Robocza, działającej na rzecz rozwoju telemedycyny w Polsce.
Ceny urządzeń rosną wraz z liczbą funkcji dodatkowych. Zaawansowane smartwatche przypominają miniaturowe centra zarządzania światem. Można z ich pomocą dzwonić, odbierać mejle, prowadzić kalendarz, słuchać muzyki, monitować sen, mają kompas, nawigację i… długo by jeszcze wymieniać. Niektóre wykonają nawet EKG.
– To prawda, co więcej, są nie tylko gadżetami służącymi do fitnessu, lecz także certyfikowanymi wyrobami medycznymi. To bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które mają problemy z zaburzeniami rytmu. Co więcej, są wyposażone w algorytmy, które na bieżąco analizują dane i w razie wystąpienia migotania przedsionków powiadamiają użytkownika o zagrożeniu. To niezwykle istotne, bo akurat ta arytmia, jeśli jest nieleczona, grozi udarem mózgu. Mam w gabinecie coraz więcej pacjentów, którzy przychodzą do mnie, bo zegarek ostrzegł ich o arytmii. Wcześniej z powodu uczucia kołatania serca mieli zlecane badanie holter EKG, które polega na całodobowej rejestracji pracy serca. Zaburzenia rytmu mogą jednak pojawiać się okresowo i nierzadko zdarza się, że akurat w czasie badania nie występują. Tymczasem zegarek wyposażony w funkcję EKG mamy cały czas przy sobie i możemy ją włączyć w dowolnym momencie, gdy tylko poczujemy się gorzej: mamy wrażenie, że serce bije niemiarowo, pauzuje, bardzo przyspiesza lub zwalania – wyjaśnia dr Paweł Balsam.
Producenci idą z duchem czasu i są już dostępne modele, które mierzą także saturację, czyli poziom wysycenia krwi tlenem. To parametr, o którym słyszał chyba każdy, bo niska lub spadająca saturacja świadczy o ciężkim przebiegu choroby COVID-19.
Pierwsze wrażenia

Za mną pierwszy fit miesiąc. Na pewno nie miodowy. Zmiana nawyków okazała się trudniejsza, niż myślałam. Wcale nie jest łatwo wydeptać 10 tys. kroków, gdy pracuje się przy komputerze, w domowym zaciszu, a wywiady przeprowadza wyłącznie zdalnie. Zegarek nie zostawia złudzeń: czas wstać od biurka. Świadomość, że tak mało się dziś ruszałam, nie daje spokoju. Frustruje, ale i zachęca do aktywności. Do sklepu po mleko do kawy idę zatem pieszo. Raport od razu wygląda lepiej, przybyło 2,5 tys. kroków, a w przewietrzonej głowie myśli układają się klarowniej. Gdy wieczorem do osiągniecia celu brakuje niewiele, mobilizuję całą rodzinę do spaceru. A potem śpię jak suseł.
Dane jednego z producentów sportowych opasek pokazały, że wiosenny lockdown w 2020 r. spowodował spadek dziennej liczby kroków w niektórych częściach świata nawet o prawie 40 proc. Eksperci podkreślają, że w czasie pandemii aktywność fizyczna jest jeszcze ważniejsza niż przed nią.
– U osób prowadzących aktywny tryb życia, uprawiających regularnie jakiś sport, mniejsze jest ryzyko występowania chorób cywilizacyjnych, w tym chorób serca, większa odporność i mniejsze ryzyko występowania infekcji, także wirusowych – wymienia dr Paweł Balsam.
W 2020 r. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne, bazując na licznych wynikach badań, ogłosiło wytyczne, z których jasno wynika, ile ruchu potrzebujmy do zdrowia, by mieć serce jak dzwon. Należy wygospodarować co najmniej 150 minut w tygodniu na ćwiczenia o umiarkowanej intensywności lub 75 minut na treningi aerobowe o wysokiej intensywności. Eksperci podkreślili przy tym, że warto dążyć do wydłużenia tego czasu dwukrotnie, ponieważ układ sercowo-naczyniowy odnosi wówczas jeszcze większe korzyści.
– Z moich obserwacji wynika, że pacjenci, którzy sięgają po fitness trackery, takie jak opaski czy zegarki, są bardziej zdyscyplinowani i konsekwentni w stosowaniu się do zaleceń dotyczących aktywności fizycznej. Owszem, u części z nich po dwóch, trzech miesiącach entuzjazm opada i wracają do kanapowego stylu życia, ale przynajmniej połowa zmienia swojej nawyki trwale. To przełoży się na poprawę rokowania. Jeżeli regularnie jeździmy na rowerze, biegamy, gramy w squasha czy po prostu spacerujemy, to spalamy o 20–30 kalorii więcej. Nasze serce, cały organizm będzie dzięki temu funkcjonował nie tylko dłużej, ale i lepiej – podsumowuje dr Paweł Balsam.
Po kilku tygodniach przepraszam się z wagą. Jest postęp, prawie dwa kilogramy na minusie. Zasługi fitnessowego gadżetu, który początkowo wydawał się chybionym prezentem, są oczywiste. Regularnie spaceruję, ba! Kupiłam kijki do nordic walkingu. Kilka funkcji okazało się nieprzydatnych, np. przypominajka o medytacji. Nie dla mnie. Chyba… Bo kto wie, może to wyższy poziom wtajemniczenia, który dopiero przede mną?
