Żegluje, pisze felietony, prowadzi blog, kontroluje firmy i jeszcze znajduje czas dla rodziny. Wszystko, jak mówi, dzięki szczęściu do ludzi, znakomitej organizacji i pomocy żony. Zainteresowań ma dużo, ale w centrum uwagi zawsze są sport, żeglarstwo, rekreacja i turystyka. Wie, że w tych dziedzinach najlepiej się realizuje, ponieważ ma wiele doświadczeń, wiedzy, obserwacji.
Zgrana załoga
Pierwsze pieniądze zarobił, gdy odkrył, że na rynku brakuje pokrowców na łodzie. Znalazł krawca, zrobił projekt i interes ruszył. Potem przyszedł czas na kolejne wyzwania.
Dziś jest współwłaścicielem agencji marketingowej R&R Studio Kreatywne, Agencji Reklamowej VMG i firmy Dobre Jachty. Prowadzi Fundację Navigare, która wspiera rozwój młodych sportowców, zajmuje się marketingiem, współtworzył portal internetowy MyŻeglarze.pl i wreszcie Akademię Kusznierewicza, która ruszyła w tym roku w Zegrzynku pod Warszawą. Jest też ambasadorem Gdańska do spraw morskich. Na pytanie, czy to nie za dużo, odpowiada, śmiejąc się, że od dziecka lubił robić kilka rzeczy jednocześnie.
— Ja po prostu lubię pracować, działać. Gdybym nie robił takich fajnych rzeczy, do których się nie zmuszam, nie miałbym satysfakcji z życia — mówi z rozbrajającą szczerością. I dodaje: — Poza tym jestem człowiekiem bardzo dobrze zorganizowanym, skrupulatnie prowadzę kalendarz. Mam zaplanowany każdy dzień, tydzień, miesiąc, terminy rozpisane nawet na przyszły rok.
Chce promować sport, a zwłaszcza żeglarstwo. Marzy, żeby stworzyć modę na żeglowanie po Bałtyku. Przyznaje, że ma głowę pełną pomysłów, ale już się nauczył, że wszystkiego nie da rady sam zorganizować. I już nawet nie próbuje. W każdej z firm ma wspólników i zespół zaufanych ludzi, bez których, jak mówi, nie dałby sobie rady. Chociaż czasem trudno mu nie mieć kontroli nad wszystkim. Ale się uczy.
— Mam agenta, który mi pomaga we wszystkich działaniach związanych ze sponsoringiem, firmę PR, która jest w stanie szybko przygotować informację prasową czy zdjęcia, agencję reklamową, która robi projekty graficzne potrzebne do realizacji moich celów i nie tylko moich. Wśród naszych klientów są np. Lotos, Samsung, Ferrero — wylicza Mateusz Kusznierewicz.
Stara się być na bieżąco z tym, co się dzieje w biznesie, nawet jak jest na drugim końcu świata. Przy dzisiejszych możliwościach technologicznych nie jest to trudne.
— Najważniejsi są ludzie i komunikacja między nami. Nie ma znaczenia, czy porozumiewamy się bezpośrednio, z drugiego pokoju, czy z końca świata. Zawsze wiem, nad czym pracujemy, z czym mamy problemy — podkreśla biznesmen. Nauczył się też nie wtrącać do spraw, na których jego współpracownicy znają się lepiej. Woli się skupiać na kreowaniu pomysłów i otwieraniu drogi do ich realizacji. Zawsze jednak angażuje się w bardzo dużym stopniu na etapie powstawania koncepcji i wdrażania projektu.
Z wiatrem i pod wiatr
Ostatnim dzieckiem biznesowym żeglarza jest Akademia Kusznierewicza. Jej baza to wybudowany przez wspólnika Jacka Kozińskiego Klub Mila w Zegrzynku pod Warszawą. Kolejne ośrodki już w planach. Ma powstać cała sieć.
— Klub jest ośrodkiem całorocznym dla klientów indywidualnych i biznesowych. Organizowane są tu obozy, kursy, szkolenia, rejsy, rodzinne wyjazdy. Nastawiamy się też na klientów korporacyjnych. Do wykorzystania mamy zaplecze Akademii: kajaki, rowery, wszystko, co jest potrzebne do uatrakcyjnienia programu — zapewnia Mateusz Kusznierewicz.
Stawia przede wszystkim na pomysłowość, jakość, estetykę, bezpieczeństwo i poziom usług. Chce, by to miejsce zachwyciło innych tak, jak urzekło jego, a przyjezdnych witał uśmiechnięty, wykwalifikowany personel przygotowany na pogodę i niepogodę. Goście mają do dyspozycji 120 pokoi w kajutach załogi, apartamentach kapitańskich i domkach oficerskich z widokiem na Zalew Zegrzyński. Jest nawet oranżeria z letnim tarasem.
— Wystrój nie jest moim pomysłem. Byłem mile zaskoczony, gdy zobaczyłem wykończenie pomieszczeń. To zasługa Jacka Kozińskiego i projektantów. Mój wkład kończył się na infrastrukturze sportowej: pomoście, slipie i innych rzeczach związanych z rekreacją — twierdzi Mateusz Kusznierewicz.
Dumny jest też z firmy Dobre Jachty, która jest wyłącznym przedstawicielem na Polskę francuskich stoczni Jeanneau, Lagoon i Prestige.
— Mamy w ofercie jachty żaglowe, katamarany i jachty motorowe. Rozpiętość cen jest również duża — od 18 tys. euro do ponad miliona euro — zachwala żeglarz. Przyznaje, że biznes nie jest łatwy, bo w Polsce sprzedaje się rocznie 20-30 luksusowych jachtów, a konkurencja jest duża. Odnotowuje jednak kilkuprocentowy wzrost sprzedaży, choć wielkiego popytu na rynku nie ma. Nie wszystkie biznesy kręcą się dobrze. Dumny jest wprawdzie ze stworzenia portalu MyŻeglarze, ale przyznaje, że jego oczekiwania spełniły się tylko w połowie, a to za mało, żeby przedsięwzięcie rozwijać. Zrezygnował więc z zamiaru stworzenia platformy medialnej. Ostatnio też głośno było o problemach z inwestycją w Swornegaciach.
— To na razie jedyny projekt, który mi nie wyszedł. Funkcjonuje tam wprawdzie ośrodek, ale nie taki, jakbyśmy chcieli. To miejsce o bardzo dużym potencjale, wymaga jednak wykończenia. Niestety, nie mam funduszy, szukam więc inwestora. Liczę na to, że wiatry się odwrócą i sprawa zakończy się pozytywnie. Bardzo mi na tym zależy — zapewnia Mateusz Kusznierewicz.
