Czytasz dzięki

Żegnaj, Panie Rysiu

opublikowano: 22-06-2020, 22:00

Nie żyje Ryszard Żyszkowski. Kierowca rajdowy, legendarny pilot, wielokrotny mistrz Polski i ulubieniec polskich dziennikarzy motoryzacyjnych

Ryszard Żyszkowski, legenda polskiego motorsportu, zmarł 21 czerwca 2020 r. w wieku 79 lat. Był 20-krotnym mistrzem Polski w rajdach i wyścigach, a także współtwórcą rajdowych sukcesów Toyoty w Polsce. Motorsportem zaraził się pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia. Ścigał się m.in fiatami 600 i 850, a także alfa romeo gulią. W 1970 r. wywalczył (fiatem 125p) swój pierwszy tytuł mistrzowski (w klasie 5). Rok później postanowił spróbować sił na prawym fotelu — jako pilot. I tak już zostało. Dyktował trasę największym z największych kierowców w Polsce: Adamowi Smorawińskiemu, Sobiesławowi Zasadzie, Maciejowi Stawowiakowi, Robertowi Musze, Tomaszowi Ciecierzyńskiemu, Andrzejowi Jaroszewiczowi. Oto jak wspominał tamte czasy: „Muszę przyznać, że dzięki rajdom miałem bardzo ciekawe życie. Pomijam aspekty czysto sportowe, ale przecież zwiedziłem kawał świata, poznałem interesujących ludzi, a co przeżyłem... Ot, choćby podczas rejsu Batorym do USA. Przez pierwszy tydzień to była zabawa do białego rana. Później już nie mieliśmy siły i rzeczywiście szybko znikaliśmy w kajutach. Przy wysiadaniu w Montrealu były prawdziwe dramaty, bo przez prawie dwa tygodnie rejsu narodziły się miłości, a tu trzeba się rozstać. Pamiętam też, że jak wysiadałem, to od załogi dostałem kawał suchej kiełbasy. Niestety, nie cieszyłem się nią długo, bo kanadyjski celnik mi ją zabrał. Nie muszę chyba dodawać, że jej nie wyrzucił…” — opowiadał w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „AutoŚwiat”.

Największe triumfy Ryszard Żyszkowski święcił w latach 1983-93. Wspólnie
z wyśmienitym Marianem Bublewiczem zdobył aż siedem tytułów rajdowego mistrza
Polski. Pasmo sukcesów przerwał wypadek, w którym zginął Marian Bublewicz.
Zobacz więcej

DREAM TEAM:

Największe triumfy Ryszard Żyszkowski święcił w latach 1983-93. Wspólnie z wyśmienitym Marianem Bublewiczem zdobył aż siedem tytułów rajdowego mistrza Polski. Pasmo sukcesów przerwał wypadek, w którym zginął Marian Bublewicz. fot. Piotr Płaczkowski-REPORTER

Największy podziw wśród fanów motorsportu wzbudził jednak jego duet z Marianem Bublewiczem. Wspólnie zdobyli siedem tytułów Mistrza Polski (w tym pięć razy pod rząd). Doskonałą passę przerwał wypadek w 1993 r. Podczas Zimowego Rajdu Dolnośląskiego załoga Bublewicz—Żyszkowski uderzyła w drzewo. Kierowca nie przeżył tej kolizji.

W rajdowym dorobku Ryszarda Żyszkowskiego widnieją 254 starty w rajdach, w tym 116 za granicą. Odniósł 50 zwycięstw w klasyfikacji generalnej. Dorobił się 20 tytułów mistrzowskich. Przemierzał odcinki specjalne w kultowych autach (m.in w lancii stratos), rywalizował w prestiżowych imprezach w Polsce, ale też w mistrzostwach Europy i świata. Swój ostatni rajd jako pilot przejechał toyotą — w Rajdzie Barbórka w 1998 r. wystartował jako pilot Adama Polaka w celice GT-Four.

Ryszard Żyszkowski miał nie tylko udaną karierę sportową, ale słynął też z wielkiego talentu organizacyjnego. Był dyrektorem Rajdu Barbórka, a na początku lat 90. stanął na czele rajdowego zespołu Toyota Motor Poland. Do współpracy dobrał najlepszych mechaników, kierowców i pilotów. Dla zespołu Toyoty jeździli wówczas Paweł Przybylski, Krzysztof Hołowczyc i Marek Gieruszczak. Wówczas na rajdowych trasach dominowały sportowe celiki. Toyota Motor Poland Rally Team zdobył trzy tytuły Mistrza Polski. Po wycofaniu się Toyoty ze zmagań rajdowych Ryszard Żyszkowski został w firmie. Przez blisko trzy dekady zarządzał flotą pojazdów, w tym tzw. parkiem prasowym Toyota Motor Poland. Tak zdobył serca polskich dziennikarzy motoryzacyjnych. Moje również.

81a6d2b2-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Kluczyki do swojego pierwszego auta testowego — toyoty RAV4, drugiej generacji — odebrałem właśnie od niego. Doskonale pamiętam moje zdziwienie, kiedy niespodzianie za biurkiem w polskiej siedzibie Toyoty zobaczyłem nie tylko pracownika tej firmy, ale też swojego idola z rajdowych tras.

— Przyszedł pan tu po auto czy się mnie przyglądać — skomentował moją opadniętą szczękę Ryszard Żyszkowski.

Miał niesłychanie wysublimowane poczucie humoru, szorstki, ale zawsze celny dowcip sprawiły, że zarówno w środowisku rajdowym, jak też dziennikarskim krąży o nim wiele anegdot, a używane przez niego zwroty na trwałe weszły do branżowego slangu. Dziennikarzy rozbijających auta nazywał „dzwońcami”, szybkie i mocne auta „przeciągami”.

— Pan uważa, bo to straszny przeciąg jest, a ten dzwoniec przed panem nie ogarnął — usłyszałem, odbierając lexusa GSF — wspomina Łukasz Bąk z programu Automaniak w TVN Turbo.

Mimo że nie przebierał w słowach, ganiąc za spóźnienia czy zniszczenia w testowanych autach, to nie znam osoby, która go nie szanowała. Jedna z anegdot głosi, że był jedynym człowiekiem, od którego krytykę znosił Krzysztof Hołowczyc.

— To było w czasach, kiedy Hołek był na szczycie, a Rysio kierował zespołem Toyoty. Po jednym z odcinków specjalnych podchodzi do Krzysztofa i pyta: Jak poszło? Hołek narzeka, że słabo, że turbina nie pompuje, hamulce nie działają itd. Rysio pochylił się i mówi: Krzysiu! Bo tu trzeba zapindalać! Rozumiesz? ZAPINDALAĆ — opowiada jeden z kolegów z zespołu.

Budził respekt sumiennością, posturą, ale też nieustanną gotowością do pomocy. Nawet wtedy, gdy ponad dekadę temu, w noworoczny świt, zbudziłem go informacją o zgubionych kluczykach do testowej corolli. Bez słowa wstał, ruszył po kluczyki do firmy i nadał je na pociąg. Bez zbędnych komentarzy. Sytuacja zmieniła się, gdy kilka godzin póżniej zadzwoniłem, że jednak mam te kluczyki.

— Nie jesteś pan pierwszy. Umówiliście się, czy co? Jest Nowy Rok. Ja w piżamie na dworzec. Panowie serca nie macie? I wiesz pan co? Teraz pojedziesz pan na ten dworzec, odbierzesz pan te kluczyki i mi je pan przywieziesz. Jutro. W towarzystwie flaszki — usłyszałem (całość wypowiedzi była bardziej barwna).

Kiedy dzień potem wparowałem przed jego biurko, przywitał mnie z uśmiechem i zwyczajowym: Co tam, panie Marcinku? Co tam w tym waszym Plusie Biznesu? Przez dwie dekady współpracy z panem Ryszardem nigdy nie śmiałem go poprawić Tak jak dla kibiców świat rajdowy końca XX w. ma twarz Ryszarda Żyszkowskiego, tak dla mnie ma ją Toyota w Polsce. Ostani raz dłużej rozmawialiśmy pod koniec 2019 r. Pan Ryszard wrócił do pracy po dłuższym pobycie w szpitalu.

— Jak zdrowie, panie Ryszardzie. Co powiedzieli w szpitalu? — spytałem.

— Panie Marcinku. Co ja mam powiedzieć. Jeszcze raz mi się udało — odparł z uśmiechem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane