Unijnym limitom produkcji FSO postanowiło powiedzieć „nie”
Spółka zdecydowała o zaskarżeniu unijnych limitów produkcji. Sprawa ma trafić do sądu jeszcze w marcu.
FSO nie zgadza się z limitami produkcyjnymi, narzuconymi przez Komisję Europejską (KE). Po kilku tygodniach wahania zarząd żerańskiego producenta samochodów podjął decyzję o ich zaskarżeniu.
— Przygotowujemy odpowiednie dokumenty, a skargę na warunki udzielenia pomocy publicznej złożymy jeszcze w marcu — informuje Zofia Duran, członek zarządu FSO.
Skarga ma zostać złożona w Sądzie Pierwszej Instancji Wspólnot Europejskich, działającym przy Europejskim Trybunale Sprawiedliwości.
Limity nie dla nas
W grudniu 2006 r. Komisja Europejska (KE) zaakceptowała pomoc publiczną dla FSO, borykającej się z kłopotami od czasu upadku Daewoo. Postawiła jednak warunek: FSO może z niej skorzystać tylko w przypadku ograniczenia rocznej produkcji aut do 150 tys. sztuk. To ograniczenie jest trudne do zaakceptowania przez ukraińską firmę UkrAwto, która od 2005 r. jest właścicielem fabryki. Może to zagrozić opłacalności przedsięwzięcia, zakładającego m.in. uruchomienie masowej produkcję Chevroleta Aveo.
Spółka nie ujawnia na razie, jakie propozycje szykuje, by przekonać unijny sąd. Nieoficjalnie mówi się, że w grę wchodzić może na przykład — rozważany już wcześniej —pomysł, by z limitów wyłączyć produkcję Lanosa. Argumentem ma być to, że model ten nie jest już najnowszy i nie będzie stanowić konkurencji dla unijnych producentów.
Warto walczyć
Do skargi władz spółki chce się przyłączyć polski rząd.
— Sądzę, że lepiej walczyć o zmianę decyzji KE niż ją pokornie przyjąć. Zanim jednak podejmiemy decyzję o wsparciu spółki, chcemy zapoznać się ze szczegółowymi propozycjami zarządu. Sprawa może nie być prosta i należy się liczyć, że procedury sądowe mogą potrwać nawet rok — mówi minister Paweł Poncyljusz, wiceminister gospodarki odpowiedzialny za FSO.
Zdaniem ekspertów, skargi na decyzje KE są dość powszechne.
— Wygrane stron skarżących zdarzały się, a sprawy ponownie wracały do rozpatrzenia przez komisję. Trudno natomiast bez zapoznania się z dokumentami powiedzieć, czy jest to możliwe w przypadku FSO — mówi Małgorzata Szwaj, szef grupy ds. prawa konkurencji w kancelarii Linklaters w Warszawie.
Powstaje jednak pytanie, czy walka w FSO nie odbije się negatywnie na negocjacjach w sprawie pomocy publicznej np. dla polskich stoczni. Nasi rozmówcy twierdzą, że raczej nie.
— Nie sadzę, by miało to jakiś związek — podkreśla Paweł Poncyljusz.
— Ludzie są tylko ludźmi, ale nie sądzę, by komisja miała podejmować wobec naszego państwa działania odwetowe — dodaje Monika Szwaj.