Zgoda, zgoda, a rynek... ręki nie poda

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-10-27 00:00

Nie ma świętości na tym świecie. Oto nieubłagane prawa rynku posłały do muzeum chronologicznie drugi, ale jedyny latający — w latach 1976-2003 — naddźwiękowy samolot pasażerski Concorde (Zgoda). W powietrze wcześniej wzbił się Tu-144, ale jego karierę przetrąciła w roku 1973 katastrofa prototypu podczas pokazów na lotnisku Le Bourget.

Początkiem końca ery Concorde’a była również katastrofa w Paryżu. Tragiczny start lotu Air France 4590 z Roissy we wtorek 25 lipca 2000 r. był dla lotnictwa tym, czym dla żeglugi zderzenie Titanica z górą lodową. Wkrótce potem świat przeżył szok innego wtorku, 11 września 2001 r., po którym przewozy lotnicze wpadły w dołek. Przeloty Concorde’em stały się zbyt kosztowne.

Budowa francusko-brytyjskiego samolotu o dekadę wyprzedziła przystąpienie Wielkiej Brytanii do EWG. Dzisiaj mało kto już pamięta, jaką kością językowej niezgody była... zgoda w nazwie. Francuzi postawili na swoim, jako że w ich wersji „concorde” mieści się angielska „concord”, a na odwrót nie! Samolot wywołał konfrontację Europy Zachodniej z Ameryką. USA długo nie chciały wpuścić konkurencji na linię atlantycką.

Po abdykacji Concorde’a, który latał z prędkością 2 machów, lotniczy tron opustoszał. Obecnie najszybszym samolotem pasażerskim świata pozostaje... Tu-154M. Z prędkością 0,86 macha pozostawia inne maszyny z tyłu. LOT już dawno się pozbył tych pożeraczy paliwa, ale dwa Tupolewy z napisem „Rzeczpospolita Polska” o numerach 101 i 102 wiernie służą prezydentowi i premierowi. A od czasu do czasu gdzieś w ogonie przygarną także autora powyższego komentarza...