Zielone inwestycje w kolorach tęczy

Jagoda Fryc
opublikowano: 2013-07-24 08:15

Nawet 20 proc. zyskały w tym roku tzw. fundusze zmian klimatycznych. Zarobiły m.in. na branży informatycznej.

Klienci funduszy HSBC Climate Change i Schroders Global Climate Change Equity zarobiły w tym roku odpowiednio 18 i 20 proc. Polski odpowiednik, czyli Investor Zmian Klimatycznych, zyskał prawie 11 proc. I nie byłoby w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę, jak modna jest na świecie ekologia, gdyby nie fakt, że w portfelach „klimatycznych” funduszy znajdują się spółki, które z walką z globalnym ociepleniem nie mają wiele wspólnego.

Gdy zdejmiemy „ekologiczne” opakowanie, to ujrzymy akcje platformy aukcyjnej Ebay, niemieckiegoSiemensa, Apple’a, Exon Mobile, Microsoftu, producenta żywności Unilever czy banku UBS.

— Ponieważ trudno jest wyodrębnić spółki, których jedynym celem działania jest walka z globalnym ociepleniem, zarządzający dość istotnie różnią się w interpretacji, w jakie przedsiębiorstwa i branże inwestować. Głównym czynnikiem łączącym te fundusze jest duże, nawet 50-procentowe zaangażowanie w firmy notowane w USA. Dzięki temu wyniki tych funduszy nie odbiegają od siebie znacząco i generalnie podążają za trendem panującym na amerykańskiej giełdzie — tłumaczy Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

Jego zdaniem, od czasów, kiedy fundusze zmian klimatycznych przeżywały rozkwit, wiele się zmieniło w definicji i postrzeganiu globalnego ocieplenia oraz inwestycji związanych ze zmianami klimatu. I choć wydaje się, że moda na ekologię wśród ludzi dopiero nabiera tempa, to jednak kryzys zmienił nastawienie wielu państw do inwestycji proekologicznych.

— Przykładem jest renesans wykorzystania węgla w Europie. Fundusze zmian klimatycznych musiały dostosować się do nowej rzeczywistości. Idea stojąca obecnie za tymi produktami wydaje się trochę inna niż jeszcze kilka lat temu, przed kryzysem. Teraz to bardziej fundusze nowoczesnych technologii i usług, które przy okazji nie szkodzą środowisku, a nawet mogą mu pomóc, niż fundusze inwestujące w spółki, których celem jest łatanie dziury ozonowej — dodaje Jarosław Niedzielewski.

Zdaniem Grzegorza Zatryba, głównego stratega w Skarbcu TFI, wiele działań ogłaszanych jako „proekologiczne” tak naprawdę czynią środowisku ogromną szkodę. Przykładem są tzw. świetlówki energooszczędne, nafaszerowane rtęcią.

— Zamiast tego powinno dążyć się do zmniejszenia negatywnego wpływu wytwarzania energii na środowisko, choćby poprzez upowszechnianie energetyki jądrowej. Jest to moda i niewiele ma to wspólnego z rzeczywistymi efektami. Problem w tym, że tego rodzaju fundusze, krążące wokół SRI, sprzeniewierzają się misji maksymalizacji stopy zwrotu, gdyż zawężają swoje spektrum inwestycyjne, i to do najgorszego, bo nieefektywnego fragmentu — uważa Grzegorz Zatryb.