Zielone światło dla błękitnej energii

Energetyka: Dzięki gazowi Polsce łatwiej spełniać wymogi dotyczące redukcji emisji CO 2. A jednak nie wszyscy popierają inwestycje w tym sektorze

Światowy gigant Suez Energy spisał na straty prawie wszystkie swoje elektrownie gazowe w Europie, zakładając, że w ciągu zaledwie kilku lat wygrają z nimi panele fotowoltaiczne. Także inne przedsiębiorstwa energetyczne w tzw. starej Unii wyłączają bloki wykorzystujące błękitne paliwo. Tymczasem w Polsce trwają w tym sektorze wielkie inwestycje (Stalowa Wola, Włocławek, Grudziądz). Pójście pod prąd międzynarodowym trendom jest oznaką rozsądku czy wręcz przeciwnie?

— Budowanie i rozwijanie tradycyjnej energetyki ma u nas podłoże polityczne. Takie inwestycje nie mogą przynieść zysku — uważa Grzegorz Górski, wiceprezes GDF Suez Energy Europe.

W podobnym tonie wypowiada się prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej (SRRGN). Jego zdaniem, na Zachodzie opłacalność biznesowa ma zdecydowanie większe znaczenie niż tzw. wymóg polityczny. W Polsce jest dokładnie na odwrót. Skąd ta różnica?

— Presja polityczna na spółki skarbu państwa jest w naszym kraju nieporównywalnie wyższa niż w Europie Zachodniej — wyjaśnia profesor. Sęk w tym, że przedsięwzięcia energetyczne w Polsce realizują z reguły właśnie spółki skarbu państwa. Natomiast firmy prywatne w takie projekty nie wchodzą, bo rządzą się regułami biznesu.

Krzysztof Żmijewski nie twierdzi jednak, że budowa bloków gazowych zawsze jest pomysłem chybionym. Tyle że musi iść w parze z tworzeniem systemu, dzięki któremu takie siłownie będą opłacalne. — W przeciwnym razie będzie jak ze Stadionem Narodowym w Warszawie. Najpierw wznieśliśmy obiekt, a potem się okazało, że nie jest on w stanie na siebie zarobić. W rezultacie co roku dokładamy do niego 9 mln zł, a kwota ta jest ukryta w rachunkach, które płacimy za prąd — tłumaczy ekspert SRRGN.

To się opłaca

Inaczej na sprawę patrzy Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu (FOEEG). Jak podkreśla, gaz jest marginalnym źródłem energii — jego udział w mocach wytwórczych prądu w Polsce sięga jedynie 3 proc. Dla porównania: w Niemczech wynosi około 21 proc. Udział tego paliwa w polskim miksie energetycznym powinien się zwiększać, a nie zmniejszać. Zwłaszcza jeśli chcemy ograniczyć udział węgla kamiennego i brunatnego w produkcji energii.

— Czy może być lepsza alternatywa dla węgla niż gaz? Elektrownie jądrowe powstaną w naszym kraju nieprędko, a produkcja prądu z odnawialnych źródeł energii jest za droga. Przykładem mogą być Niemcy — 25 proc. tamtejszej energii elektrycznej pochodzi z OZE, a w 2025 r. ma to być 45 proc. Tylko, że statystyczny Schmidt narzeka, że rachunki za prąd pochłaniają prawie 10 proc. jego zarobków — mówi szef FOEEG.

Jego zdaniem, inwestycje gazowe są niskokosztowe. Poza tym małe, mobilne bloki, w przeciwieństwie do węglowych, można transportować zależnie od potrzeb. To nie koniec korzyści, jakie można odnieść z siłowni na błękitne paliwo. Ich sprawność (60 proc.) jest dużo wyższa niż jednostek węglowych (35-40 proc.), nie potrzebują dużej ilości wody do chłodzenia i powodują dużo niższą emisję CO 2.

Rosja nie przykręci kurka

Wysokie ceny gazu (w porównaniu z cenami węgla) jeszcze kilka lat temu zniechęcały przedsiębiorstwa energetyczne. To się jednak zmienia. Jeśli wierzyć ekspertom, w dłuższej perspektywie błękitne paliwo potanieje. Do budowy jednostek gazowych zachęcać będzie też polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej, nastawiona na redukcję emisji CO 2.

— Budowa elektrowni gazowych pomoże Polsce spełniać wymogi dotyczące redukcji emisji gazów cieplarnianych — wskazuje Henryk Kaliś. Jak przewiduje, ceny gazu i uprawnień do emisji CO 2 będą pozytywnie wpływać na rozwój krajowej energetyki gazowej. Jednak trzeba zapewnić dostawy gazu na odpowiednim poziomie i na atrakcyjnych warunkach przez dłuższy czas. Spełnienie tego warunku nie jest jednak łatwe, biorąc pod uwagę, że jesteśmy skazani na import z Rosji.

— Szczególnie teraz, gdy trwa napięcie między Rosją a Ukrainą, obawiamy się o dostawy i ceny surowca. Nie popadajmy jednak w czarnowidztwo. Moskwa rozumie, że polityka nie może przesłonić interesów gospodarczych — uspokaja Henryk Kaliś. Optymistą jest również wicepremier Janusz Piechociński. Jak zapewniał wczoraj w mediach, dostawy gazu są niezagrożone. Partner rosyjski wywiązuje się z transakcji terminowo. Strona polska chce nawet walczyć o obniżenie cen błękitnego paliwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / Zielone światło dla błękitnej energii