Otwarcie Centrum Handlowego Warszawa Wileńska, obejmującego hipermarket Carrefour (jedenasty w Polsce, a czwarty w Warszawie) oraz sto sklepów w przyległych galeriach i pasażach, było uroczystością standardową — ale zawierało także elementy oryginalne.
Najbardziej oryginalna — czytaj: kontrowersyjna i ryzykowna — jest już sama lokalizacja centrum. Efektowny, aluminiowo-szklany budynek wstawiony został w samo serce gęsto zabudowanej, zakorkowanej i cieszącej się nie najlepszą opinią okolicy — na pograniczu Starej Pragi, Nowej Pragi i Szmulek. Niespotykany w innych hipermarketach system parkowania ma wymusić dokonywanie zakupów najwyżej w dwie godziny (dłuższy postój jest płatny) i szybki obrót miejscami na trzypoziomowym parkingu.
Zmotoryzowani są tylko jedną z grup klientów. Drugą, może liczniejszą, będą pasażerowie PKP, którzy w drodze z i na perony Warszawy Wileńskiej będą obowiązkowo przechodzić galeriami i pasażami handlowymi. Część dworcowa zostanie ukończona za kilka tygodni i wówczas przyjezdni z Małkini, Łochowa czy Tłuszcza trafią wprost na błyszczące wystawy sklepów, z których wiele reprezentuje górną półkę. Trudno powiedzieć, czy akurat ta klientela wspomoże inwestorów w wykonaniu ich biznesplanu. Wcześniejsze badania rynkowe potwierdziły, że owszem, ale...
Centrum jest drugim tak okazałym obiektem, który cywilizuje zaniedbaną okolicę u zbiegu ul. Targowej i al. Solidarności. 140 lat temu identyczną rolę odegrał Dworzec Petersburski. Po pierwszej wojnie światowej nie został już odbudowany, a jego następca — w niepodległej RP przemianowany na Wileński — przez dziesięciolecia był tylko marnym substytutem. Nic dziwnego, że podczas uroczystości otwarcia centrum symbolicznie nawiązano do XIX-wiecznych korzeni obiektu w tym miejscu — poświęcenia dokonali wspólnie kapłani z obu pobliskich katedr, rzymskokatolickiej i prawosławnej.
