W środę indeksy spadały przez niemal cały dzień, by pod koniec sesji znaleźć się po zielonej stronie rynku. FTSE zyskał ostatecznie 0,75 proc. CAC40 wzrósł o 1,15 proc., zaś DAX zarobił 1,13 proc.
W środę decydujący wpływ na zachowania graczy miały doniesienia ze Stanów Zjednoczonych i Japonii. Za Wielka Wodą w decydującą fazę wkracza rozgrywka o przyszłość General Motors i Chryslera. Ostatnie spekulacje mówią, że prezydent Obama opowiada się za ich bankructwem, co byłoby poważnym ciosem dla giełd. Z kolei wskaźniki makro w Kraju Kwitnącej Wiśni coraz dobitniej wskazują na głęboką recesję, drugiej gospodarki świata.
Na otarcie łez inwestorom pozostał lekki wzrost indeksu PMI dla sektora wytwórczego w eurolandzie, który i tak był niższy od prognoz analityków. Rośnie za to, i to mocniej od projekcji bezrobocie, które w lutym osiągnęło poziom 8,5 proc. Również w USA, gdzie w sektorze prywatnym ubyło w marcu 742 tys. etatów.
Stawce przecenianych walorów znów przewodziły należące do czołowych instytucji finansowych. Na wartości traciły m.in. Commerzbank i Lloyds Banking Group.
Całkowicie odmienne humory mieli udziałowcy Vodafone, największego na świecie operatora telefonii komórkowej.Analitycy Goldman Sachs zarekomendowali „kupno” tych walorów, zaś specjaliści z Morgan Stanley podnieśli ocenę z „niedoważaj” do „przeważaj”.
Zwyżkowała tez wycena Telecom Italia, którą wsparło podniesienie rekomendacji
z „neutralnie” do „kupuj” przez Goldman Sachs. Ci sami analitycy zmienili ze
„sprzedaj” do „neutralnie” swoją ocenę akcji Belgacom.