Ziemia obiecana w Próchniku

Magdalena Laskowska
opublikowano: 2007-11-05 07:18

Dają 10 mln zł na inwestycje. Na początek. Stawiają na odzież damską i młodzieżową oraz podbój Europy.


To historia jak z „Ziemi obiecanej”. I też łódzka. Ja mam 1 proc., ty kolejny, razem możemy przejąć Próchnika — do takiego wniosku doszła grupa akcjonariuszy producenta i dystrybutora męskiej odzieży, który od lat próbuje wyjść ze strat. Wspólnie kontrolują ponad 9,4 mln akcji, czyli 10,35 proc. kapitału zakładowego. Nikt w firmie nie ma więcej niż 5 proc., więc może im się udać.


Grupa pod wezwaniem
Szturm przypuszczą na środowym walnym. Chcą zmienić radę nadzorczą, przejąć władzę i dokapitalizować łódzką firmę 10 mln zł. Na początek.

— Akcjonariat Próchnika jest bardzo rozwodniony. By się rozwijać, firma musi mieć właściciela. Chcemy kierować Próchnikiem — mówi Przemysław Andrzejak, reprezentant grupy i wiceprezes działającej na rynku nieruchomości spółki G-8 Inwestycje.

Przyznaje, że obecny zarząd obrał dobry kierunek. Zaczął do sklepów wprowadzać szerszy asortyment i myśli o sprzedaży odzieży z wyższej półki.

— Jednak nie wykorzystuje sytuacji rynkowej. Dlaczego Próchnik, łódzka marka, nie ma salonu w najlepszym centrum handlowym w Łodzi? —pyta Przemysław Andrzejak.

Silną grupę startującą do spółki tworzy kilku przedsiębiorców z Łodzi, m.in. ekonomistów, deweloperów i marketingowców. Są wśród nich Krzysztof i Dorota Osiejowie (3 proc. kapitału Próchnika), właściciele zakładów odzieżowych Berton z Białej Podlaskiej. 1,5-procentowy pakiet ma spółka Gnom, działająca w branży budowlanej i zajmująca się remontami oraz oczyszczaniem dróg. Wśród akcjonariuszy jest dr Henryk Mikulski, wykładowca na Uniwersytecie Łódzkim.

Ponad cztery miesiące zastanawiali się, czy warto zainwestować w łódzkiego producenta odzieży.

— Kiedy kurs Próchnika spadł do 1,1 zł, uruchomiliśmy program skupu akcji. Część osób z naszej grupy podchodzi ostrożnie do tego pomysłu, dlatego nie kupowaliśmy od razu 20-30 proc., jak docelowo planujemy — mówi Przemysław Andrzejak.

Na początku minimalnym kosztem chcą przejąć kontrolę nad Próchnikiem. Są przekonani, że jego brand ma duży potencjał.

— Chcemy odświeżyć wygląd marki, sklepów i oferty Próchnika. Obok męskich kolekcji od przyszłego roku planujemy sprzedaż eleganckich ubrań damskich i młodzieżowych. Będziemy zamykać nierentowne salony w małych miejscowościach, np. w Skierniewicach. Ale także organizować pokazy mody, szeroko reklamować nowe kolekcje w mediach. W przyszłości na pewno zbudujemy nowy zakład produkcyjny — wylicza Przemysław Andrzejak.

Na tym nie koniec. Grupa akcjonariuszy marzy, by salony Próchnika pojawiły się w Rosji, Hiszpanii, we Włoszech, i Niemczech. Obecnie spółka prowadzi 21 sklepów w kraju i jeden na Ukrainie.

Dzisiaj Próchnik szyje nie tylko dla siebie, ale też Hugo Bossa czy Burberry.

— Będziemy chcieli pozyskiwać kolejne światowe marki i dla nich szyć, bo na tym sporo można zarobić — mówi Przemysław Andrzejak.


Zyski za rok
Grupa obiecuje metamorfozę spółki już w przyszłym roku, a pierwsze zyski na jego koniec.

Co na to zarząd? Jego członkowie to przecież także akcjonariusze. Wiceprezes Mikołaj Habit ma 0,2 proc. akcji, drugi wiceszef Krzysztof Okoński — 0,01 proc. W piątek nie udało nam się z nimi skontaktować. Wcześniej jednak zarząd mówił, że nie obawia się nowych twarzy w akcjonariacie.

— Liczymy się z tym, że Próchnik jest coraz bardziej łakomym kąskiem dla rynku. Ostatnio pojawiła się grupa dotąd nam nie znanych inwestorów. Na środowym walnym poznamy ich plany — mówił niedawno Krzysztof Okoński.

Nowi akcjonariusze nie pozostawiają złudzeń.

— Jeżeli członkowie zarządu pomogą w realizacji naszych celów, nie będziemy ich zmieniać. Jeśli nie będą chcieli współpracować, pomyślimy o nowym zarządzie — mówi Przemysław Andrzejak.

I dodaje, że jeśli w środę jego grupie nie uda się przejąć władzy w spółce, zażąda zwołania kolejnego walnego.