Dobre wyniki przemysłu w Europie w styczniu i lutym dawały niewielkie nadzieje na dalszą poprawę. Szczególnie gospodarka niemiecka, korzystając jako eksporter na niskim kursie wspólnej waluty, wydawała się odporna na recesję z południa strefy euro. Wczorajsze wartości indeksów PMI dla Starego Kontynentu i Chin zapowiadają ponowne hamowanie europejskich gospodarek.
Pesymizm ze Wschodu
Pierwszym zwiastunem negatywnych informacji był wczorajszy wynik chińskiego wskaźnika PMI dla przemysłu. Wartość z lutego zbliżała się do newralgicznej granicy 50 pkt, oddzielającej poprawę od stagnacji, jednak marcowe dane okazały się kubłem zimnej wody dla optymistów. Indeks PMI dla Chin spadł do 48,1 pkt — najniższej wartości od listopada.
— Osłabiający się popyt krajowy nadal wywiera negatywny wpływ na wzrost w sektorze przemysłu, co znajduje odzwierciedlenie w nowych zamówieniach. Wolniejsza produkcja oznacza zmianę planów przedsiębiorstw w obszarze zatrudnienia.Wskaźnik zatrudnienia był najniższy od marca 2009 r. To sygnał do wprowadzania przez władze w Pekinie kolejnych środków łagodzących — mówi Hongbin Qu, główny ekonomista HSBC do spraw Chin.
Krok wstecz
Czarę goryczy przelały wyniki indeksów PMI dla przemysłu i usług Francji, Niemiec i całej strefy euro. Wszystkie trzy indeksy zanotowały znaczne spadki w marcu. W przypadku Francji i Niemiec wskaźniki spadły poniżej ważnej granicy 50 pkt. Indeks niemieckiego przemysłu spadł do 48,1 pkt z 50 pkt w lutym. Jeszcze gorzej było w przypadku Francji, gdzie wskaźnik PMI zanurkował o ponad 2 pkt (z 50 do 47,6 pkt). Łączny indeks dla strefy euro spadł do 47,7 pkt z 49,5 miesiąc temu. Polskie przedsiębiorstwa szczególnie interesuje sytuacja w Niemczech. Prawie jedna trzecia naszego eksportu trafia do tego kraju. Ostatnie dane wskazywały na ożywienie niemieckiej gospodarki, obecne wyniki PMI zapowiadają spadek zamówień. Według ekonomistów, to efekt coraz gorszej sytuacji gospodarczej peryferyjnych krajów wspólnoty.
— Rynek nie doceniał nasilającego się negatywnego wpływu pogarszającej się koniunktury w pozostałych krajach strefy euro na Niemcy i Francję. Wyniki Niemiec do tej pory były dobre, mimo marazmu na południu. Słabszy popyt zaczyna przekładać się na przemysł i nastroje firm. Nawet jeśli gospodarka naszych zachodnich sąsiadów uniknie recesji w I kwartale, to wzrost gospodarczy w kolejnych miesiącach wyhamuje — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.
Kluczowa ropa i zapasy firm
Nastroje przedsiębiorców w strefie euro mogły osłabić również rosnące od kilku tygodni ceny ropy.
— Przedsiębiorcy zaczynają się obawiać wpływu drożejącej ropy na gospodarkę. W przypadku Europy było to w większym stopniu do przewidzenia, ponieważ ropa Brent drożeje szybciej niż amerykańska. To budzi obawy o przyszłość — mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ Banku.
Według Rafała Beneckiego, ekonomisty ING Banku, europejskie przedsiębiorstwa spodziewały się najczarniejszego scenariusza pod koniec zeszłego roku, co wpłynęło na spadek ilości zamówień. Nikt nie chciał zostać z wysokimi zapasami, jak po upadku banku Lehman Brothers w 2008 r. W ostatnich miesiącach na rynku i w gospodarce widać było ożywienie. Przedsiębiorstwa zaczęły znowu więcej zamawiać, co spowodowało lepsze wyniki indeksów PMI w Europie za styczeń i luty.
— Teraz mamy powrót do rzeczywistości. Przedsiębiorcy znowu zaczęli brać pod uwagę zaciskanie pasa w strefie euro. Według danych za styczeń nadal widoczny jest problem z dostępnością do kredytów, to wszystko razem ma duży wpływ na wynikiindeksów PMI. Nie spodziewam się, by w kolejnych miesiącach wyniki miały ulec poprawie — mówi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku.
Byle do lipca
Nieco mniej pesymistycznego scenariusza spodziewa się Jakub Borowski.
— Wyniki indeksów PMI mogą mieć duży wpływ na przeprowadzenie kolejnej rundy LTRO przez Europejski Bank Centralny. Strefę euro czeka trudny czas, w drugim kwartale mogą powrócić obawy o stan gospodarki. Mimo to myślę, że druga połowa roku będzie czasem poprawy. Kryzys trwa już od kilku lat, w pewnym momencie firmy z Niemiec zwiększą inwestycje, co będzie impulsem dla wzrostu — dodaje Jakub Borowski.