Złotemu grozi atak spekulacyjny

Dariusz Filar, Jacek Kowalczyk,,BMK.BLOOMBERG
05-02-2009, 00:00

Rada Polityki Pieniężnej odpowiada za niemoc złotego — twierdzi ekonomista Deloitte. Jeśli się nie opamięta, będzie dramat.

Ostatnie osłabienie to

dopiero przygrywka do zapaści

— uważa Rafał Antczak

Rada Polityki Pieniężnej odpowiada za niemoc złotego — twierdzi ekonomista Deloitte. Jeśli się nie opamięta, będzie dramat.

Kolejny fatalny dzień dla złotego. Wczoraj rano stracił 9 gr do euro, 8 gr do dolara i 7 gr do franka. Kiedy skończy się niszczenie naszej waluty? Możliwe, że nieprędko. Według Rafała Antczaka, ekonomisty i wiceprezesa Deloitte, ostatnie osłabienie to dopiero początek złej passy. Jego zdaniem, zagraniczni inwestorzy dopiero szykują się do poważnego ataku spekulacyjnego.

— Jeśli władze monetarne i politycy nic nie zrobią, za euro możemy płacić nawet 5-6 zł. W sytuacji ataku, a podejrzewam, że on się zbliża, nie ma żadnego punktu, na którym złoty mógłby się wesprzeć — ostrzega Rafał Antczak.

Dobra rada

Według niego to, co dzieje się z kursem złotego, to typowy okres poprzedzający uderzenie spekulantów.

— Inwestorzy celowo osłabiają złotego, budując w ten sposób odpowiedni klimat do ataku. Chcą przekonać większych i mniejszych graczy, że złoty może dalej lecieć w dół. Szukają w ten sposób sprzymierzeńców. Zadanie ułatwia im klincz polityczny wobec przyjęcia euro i problemy rządu z budżetem — mówi Rafał Antczak.

Jego zdaniem, za problemy złotego odpowiada Rada Polityki Pieniężnej (RPP). Od listopadowego posiedzenia obcięła stopy procentowe łącznie o 1,75 pkt proc.

— Te obniżki nie przyniosły znaczącej ulgi kredytobiorcom zadłużonym w złotych, a były główną przyczyną osłabienia złotego w ostatnich tygodniach, więc uderzyły w kredytobiorców dewizowych i firmy posiadające opcje walutowe. Jeśli RPP chciała skłonić banki do udzielania kredytów, mogła użyć bardziej skutecznych narzędzi, np. obniżając poziom rezerw obowiązkowych, stopę depozytową, czy zwiększając płynność przez operacje otwartego rynku. W dodatku cały czas członkowie RPP zapowiadają kolejne cięcia stóp. W takiej sytuacji zagranicznym instytucjom złoty jest coraz mniej potrzebny — twierdzi wiceprezes Deloitte.

Róbcie zamęt

Rafał Antczak podkreśla, że można jeszcze zapobiec atakowi na złotego. Najmocniejsze karty ma RPP.

— Zamiast mówić o zbliżających się poziomach 3-3,5 proc. dla głównej stopy, rada powinna wydać komunikat, że obecne oprocentowanie jest odpowiednie i na tym poziomie będzie utrzymywane. W tej sytuacji rynek zapomni o tym, że w Polsce możliwe są jakiekolwiek obniżki stóp — uważa ekonomista.

Wiele do powiedzenia mają też politycy — zarówno rządowi, jak i opozycyjni.

— Rząd powinien skupić się na rzetelnym planie awaryjnym i zbudować program oszczędności oparty na rzeczywistych, systemowych reformach. Można zacząć realizować strategię "ogłupiania inwestorów", czyli rozbijania ich konsensusu. Dzisiaj rynek już praktycznie nie wierzy, że Polska zgodnie z rządowym harmonogramem wejdzie do ERM2 w połowie 2009 r. i przyjmie euro z końcem 2012 r., więc praktycznie wszyscy zgodnie grają na osłabienie złotego. Gdyby tę jednomyślność rozbić, inwestorzy zaczęliby grę przeciw sobie i ich działania wzajemnie by się znosiły. Do tego jednak potrzebna jest pomoc Prawa i Sprawiedliwości, które musiałby zrezygnować z pomysłu referendum i głosowało za zmianą konstytucji i wejściem do strefy euro — mówi Rafał Antczak.

Jeśli władze nie zapobiegną atakowi, dla gospodarki będzie to oznaczało dramat.

— Raty kredytobiorców walutowych doprowadziłyby wielu z nich pod ścianę. Mieliby coraz mniej pieniędzy na własne wydatki, więc załamałaby się konsumpcja, a za nią wzrost gospodarczy. W budżecie brakowałoby kolejnych miliardów, które coraz trudniej byłoby rządowi znaleźć. Członkowie RPP chyba nie są świadomi, że najbardziej skutecznym sposobem stabilizowania gospo darki jest stabilizowanie jej waluty — przerabialiśmy tę lekcję równo 20 lat temu. Dlatego może warto, by zastanowili się nad dymisją. Już za dużo popełnili błędów — mówi Rafał Antczak.

Bez paniki

W szykowanie się inwestorów do ataku nie wierzy Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

— Kwoty, o jakie toczy się gra przy opcjach walutowych, są zbyt małe, żeby ktoś zdecydował się na atak walutowy. Duże pieniądze mogliby zarobić, gdyby kurs złotego był sztywny i bank centralny zmuszony był do interwencji. U nas kurs jest płynny — mówi Stanisław Gomułka.

Ryszard Petru ze Szkoły Głównej Handlowej nie ma złudzeń, że zagraniczni inwestorzy celowo grają na osłabienie złotego, ale nie sądzi, by planowali oni nagły atak.

— Dilerzy w Londynie widzą, że złotego można łatwo osłabiać i na tym osłabianiu zarabiać, więc to robią. Mają jakieś cele, do których starają się dojść (słyszałem o poziomie 4,80 za EUR) i prawdopodobnie będą starali się je osiągnąć. Ta zabawa się skończy, kiedy inwestorzy uznają, że euro jest już zbyt drogie — uważa ekonomista.

Nie ma wątpliwości, że osłabienie złotego ma charakter spekulacyjny, jednak traktuję spekulację jako naturalne zjawisko na rynku walutowym. Banki miały pewne pozycje, które trzeba zamknąć, więc jeśli mogą zarobić na osłabieniu złotego, to to robią. Warto jednak zaznaczyć, że inwestorzy podobnie traktują inne waluty rynków wschodzących, ponieważ prognozy dla nich — jako całości — pogarszają się. To sprawia, że nie patrzą na fundamenty gospodarek, więc jeśli uda nam się utrzymać stosunkowo dobrą pozycję w regionie, Polska będzie jednym z pierwszych krajów, do których kapitał zacznie wracać. A to sprawi, że złoty znowu zacznie się umacniać. Trudno jednak dzisiaj powiedzieć, kiedy to się stanie i jak wiele danych makroekonomicznych będzie musiało być opublikowanych, żeby inwestorzy dostrzegli potencjał naszej gospodarki.

Co do decyzji Rady Polityki Pieniężnej — uważam, że na najbliższym posiedzeniu członkowie powinni przeanalizować wpływ ewentualnych obniżek stóp procentowych na kurs złotego i zdecydować się na wstrzymanie dalszych cięć lub ograniczenie ich skali do 25 pkt bazowych. Wpływu ostatnich decyzji na wartość złotego nie mogę komentować.

Nasza waluta musi liczyć na siebie. Rząd i bank centralny zgodnie twierdzą, że interwencje walutowe nie są potrzebne.

Pogłębiająca się od miesięcy słabość złotego rodzi pytania, co rząd morze zrobić, żeby przeciwdziałać potężnym wahaniom kursowym. Wśród zarządzających funduszami inwestycyjnymi zrodził się pomysł, aby wrócić do rozwiązania skutecznie wykorzystywanego przez Mirosława Gronickiego, kiedy był ministrem finansów. Wówczas na mocne osłabienie waluty zareagował interwencją słowną. Publicznie komunikował, że jeśli złoty nadal będzie tracił na wartości, rząd sprzeda euroobligacje i wymieni euro na złote na rynku, a nie w Narodowym Banku Polskim (NBP). Wówczas sama taka sugestia wystarczyła, by przywrócić stabilność kursu. Tym razem taka metoda nie przyniesie skutku — twierdzi Mirosław Gronicki.

— Wtedy sytuacja była inna. Gospodarka się rozpędzała, więc osłabienie złotego było przeciwne pozytywnym tendencjom. Dzisiaj koniunktura zdecydowanie słabnie, więc interwencje słowne spowodowałyby najwyżej krótkotrwałe ustabilizowanie kursu. W dłuższej perspektywie nie przyniosłoby to większego skutku, a każda następna interwencja miałaby mniejszą siłę rażenia — twierdzi były minister finansów.

Podobnego zdania są obecne władze monetarne i gospodarcze. Wczoraj Sławomir Skrzypek, prezes NBP, poinformował, że interwencja walutowa, czyli skupowanie złotego za rezerwy walutowe banku centralnego, może okazać się nieskuteczna.

— Rezerwy walutowe należy zachować na okres, w którym złoty będzie znajdował się w europejskim mechanizmie walutowym ERM2. 55 mld EUR rezerw walutowych musi być zabezpieczeniem na wejście Polski do tego systemu — powiedział Sławomir Skrzypek.

Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, stwierdził, że interwencje byłyby tylko "pożywką dla spekulantów".

— Nie ma obecnie potrzeby interweniować na rynku walutowym. Paradoksalnie, osłabienie złotego może być pomocne w przezwyciężeniu zjawisk kryzysowych, bo poprawia naszą konkurencyjność na rynkach zagranicznych, a równocześnie poprawia konkurencyjność towarów wyprodukowanych w Polsce wobec towarów z importu — powiedział Waldemar Pawlak w Polskim Radiu.

Rosja rzuciła swej walucie koło ratunkowe warte 210 mld USD. Utonęło. Dla Rosjan dolar jest najdroższy w historii.

Rosyjskie władze w ciągu ostatniego półrocza wydały na obronę waluty 210 mld USD. To około jednej trzeciej państwowych rezerw. Na nic jednak się to nie zdało. Dolar, na zakup którego w połowie lipca 2008 r. wystarczyło 23,1 RUB, podrożał w ciągu kilku miesięcy do 36,3 RUB (o 57 proc.).

W wyniku wzrostu niechęci inwestorów do ryzykownych rynków i wycofywania z nich kapitału (od sierpnia wycofali z Rosji 290 mld USD) mocno traciła moskiewska giełda.

Wczoraj agencja Fitch, po raz pierwszy od 11 lat, obniżyła rating długu Rosji — z BBB+ do BBB i podtrzymała jego negatywną perspektywę. Decyzję tłumaczy m.in. właśnie malejącymi rezerwami i ucieczką kapitału. Wcześniej obniżki ratingu długu Rosji dokonał Standard Poor’s.

8:30

Interwencja na rynku walutowym nie jest potrzebna — mówi wicepremier Waldemar Pawlak. Jego zdaniem, to byłaby jedynie zachęta dla spekulantów. Ponadto — według niego — słabość złotego jest korzystna, bo poprawia konkurencyjność naszych firm.

9:30

Benoit Anne, strateg ds. rynków wschodzących w Merrill Lynch w Londynie, pisze, że polskie władze nie wydają się wystraszone z powodu osłabienia złotego, więc nie należy spodziewać się interwencji.

10:00

Złoty może jeszcze stracić 10 proc., jeśli bank centralny nie zareaguje na wtorkowe osłabienie — prognozuje Commerzbank.

10:30

Głos zabiera Sławomir Skrzypek, prezes NBP. Podobnie jak wicepremier Pawlak podkreśla, że nie warto interweniować na rynku walutowym. Ocenia też, że za ostatnim osłabieniem złotego nie stoją spekulanci.

14:30

Do zatrzymania spadku wartości złotego może przyczynić się zwiększenie przez rząd deficytu budżetowego — taką tezę stawia dr Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego, b. ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie.

21:00

Jeśli się okaże, że wejście do systemu ERM2 będzie się wiązało z ryzykiem dla polskiej waluty lub dla polskiego systemu finansowego, termin ten może zostać przełożony — ocenia premier Donald Tusk.

Dariusz

Filar

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Filar, Jacek Kowalczyk,,BMK.BLOOMBERG

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Złotemu grozi atak spekulacyjny