ZŁOTNICY WALCZĄ O WŁASNĄ MARKĘ

Grzegorz Zięba
opublikowano: 2000-02-22 00:00

ZŁOTNICY WALCZĄ O WŁASNĄ MARKĘ

Popyt na wysokiej klasy biżuterię załamał się

INWESTOWAĆ W UNIKAT: Kupno starej biżuterii może być dobrą lokatą, ale musi to być rzecz unikatowa i w bardzo dobrym stanie — uważa Jacek Zięta, prezes Stowarzyszenia Rzeczoznawców Jubilerskich w Polsce. fot. Małgorzata Pstrągowska

Jubilerzy wytwarzający luksusowe precjoza starają się od kilku lat tworzyć rynek dla wymagających klientów. Nadal jednak wiele doskonałych wzorów nie znajduje nabywców i tonie w powodzi tandetnej, przemysłowej biżuterii importowanej.

W latach 70. polskim złotnikom udało się wyrobić doskonałą markę. Biżuteria wychodząca z ich pracowni liczyła się nie tylko w kraju, ale i na Zachodzie.

— Można by wspomnieć takie nazwiska jak Zarębski, Bieczewski czy słynną galerię Nowickiego. To były marki, które naprawdę liczyły się w świecie. Teraz nie ma już u nas tak znanych pracowni jak kilkanaście lat temu — mówi Jarosław Westermark, złotnik, twórca biżuterii artystycznej.

Na taką sytuację złożyło się wiele przyczyn. Główną stał się brak zainteresowania polskich klientów krajowymi wyrobami. Środowisko złotnicze nie potrafiło skutecznie przeciwstawić się wyzwaniom, jakie niosły przemiany gospodarcze lat 90. Drobni rzemieślnicy stracili rynek na rzecz taniej, importowanej, produkowanej na skalę przemysłową biżuterii. Większość tego importu pochodzi z Włoch. Bardziej wymagająca klientela zaczęła zaś zaopatrywać się w precjoza oferowane przez znane na świecie firmy, jak Tiffani, Cortie, Niessing.

— Są to na ogół ozdoby znacznie droższe od naszych produktów, reprezentujących podobną klasę. Jednak dla polskiego klienta liczy się przede wszystkim znana firma. Znany znak firmowy daje pewność, że przedmiot zostanie zauważony — twierdzi Marcin Gronkowski, wiceprezes Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych.

Swego nie znacie

Przed środowiskiem artystów złotników stoi zadanie odbudowania dawnej pozycji na rynku.

— Muszę przyznać, że za granicą wiedza o naszym rynku biżuterii najwyższej klasy jest o wiele większa niż w kraju. Od dawna docierają do mnie sygnały, że nawet w Stanach Zjednoczonych ludzie często pytają o wyroby konkretnych polskich twórców — opowiada Marcin Gronkowski.

Środowisko złotnicze stara się od pewnego czasu prowadzić wspólne działania zmierzające do wypromowania polskiej biżuterii artystycznej. W 1999 r. powołano Forum Złotnicze, zrzeszające 10 organizacji branżowych.

— O braku konsolidacji branży świadczy choćby to, że w Polsce wydaje się cztery pisma fachowe, podczas gdy w Niemczech, które są o wiele większym rynkiem, wychodzą tylko dwa takie magazyny — zauważa Marcin Gronkowski.

Bitwa o handel

Jednym z elementów psujących rynek luksusowej biżuterii jest sposób jej sprzedaży. Praktycznie nie istnieją u nas sklepy czy galerie z prawdziwego zdarzenia, w których można by dobrze prezentować najlepsze i najdroższe wyroby. Sprzedawcy w pogoni za szybkim zyskiem mieszają rzeczy dobre i drogie z tanimi, produkowanymi masowo. To najczęściej nie sprzyja sprzedaży lepszego asortymentu. Klienci nie mają zaufania do luksusowych precjozów wyeksponowanych w takim sąsiedztwie.

Wolą stare

O wiele lepsza jest sytuacja na krajowym rynku starej biżuterii. Polacy chętnie inwestują w precjoza wykonane przed czterdziestym piątym rokiem. Duży wzrost podaży na tym rynku odnotowano na samym początku lat 90.

— Do sprzedaży trafiło wiele przedmiotów, które przeleżały w szufladach przez pięćdziesiąt lat. Wielu sprzedających potrzebowało gotówki na uruchomienie interesu lub kupno jakichś dóbr wcześniej niedostępnych. Z drugiej strony powstała znaczna grupa ludzi świeżo wzbogaconych, którzy chcieli gdzieś ulokować pieniądze — mówi Jacek Zięta, prezes Stowarzyszenia Rzeczoznawców Jubilerskich w Polsce.

Obecnie na rynku starej biżuterii panuje stagnacja. Brakuje ciekawych obiektów, a te, które się pojawiają, szybko znajdują nabywców.

— Jest liczna grupa klientów, którzy stale czekają na ciekawe stare precjoza. Szczególnie poszukiwane są naszyjniki. Jedynie broszki muszą dłużej czekać na nabywców — dodaje Jacek Zięta.

Po pierwsze klient

Przedstawiciele branży jubilerskiej są zgodni, że muszą pracować nad kształtowaniem gustów i poszerzaniem wiedzy swoich klientów, tak by potrafili oni docenić walory dobrej biżuterii. Dla twórców nowych wzorów będzie to pierwszy krok do budowania marek warsztatów złotniczych.