To jedyny taki okres w roku, gdyż przez kilkanaście dni płynność jest ograniczona, a na rynku dominują głównie księgowi odpowiedzialni za nieraz zaskakujące przepływy w końcu roku. Nie jest to okres sprzyjający podejmowaniu większego ryzyka, zwłaszcza teraz, kiedy niepewność związana z nowym szczepem COVID utrzyma się przez kilka tygodni.
Tego, czego najbardziej boją się teraz inwestorzy, to konieczności wprowadzenia pełnych lockdownów gospodarek przez dłuższy czas, na wzór tego, co przerabialiśmy na wiosnę. Nie jest to uwzględnione w wycenach, które zakładały, że skoro zaraz ruszą masowe szczepienia, to pandemia za kilka miesięcy się skończy.
W kraju dochodzi do tego niepewność związana z ostatnimi posunięciami Narodowego Banku Polskiego. Piątkowa interwencja rodzi pytania o to, czy niska płynność w najbliższych dniach nie będzie sprzyjać podobnym działaniom, chociaż z drugiej strony można przedstawić wiele argumentów za tym, że złoty wyraźnie zyska w pierwszych dniach stycznia w ślad za oczekiwaniami co do globalnego ożywienia w 2021 r., oraz przepływami związanymi z Europejskim Funduszem Odbudowy. Tym samym w ciągu kilku tygodni złoty może nadal celować w okolice 3,52 zł za dolara i 4,37 zł za euro, będące ważnymi poziomami technicznymi na długoterminowych układach.