Wydarzenia na Morzu Azowskim miały niewielkie znaczenie, kluczową kwestią pozostaje natomiast globalny sentyment przed zbliżającym się szczytem państw G-20 w Argentynie. Istotna będzie piątkowa kolacja prezydentów USA i Chin, z którą od kilku tygodni jedni wiążą pewne nadzieje, a inni wręcz przeciwnie. Prezydent Donald Trump już zapowiedział, że podwyższy wdrożone w październiku cła na chińskie towary z 10 do 25 proc. i nie wykluczył kolejnych ruchów, jeżeli strona chińska nie będzie skłonna do szukania wspólnego konsensu w relacjach handlowych. Oczywiście zabezpieczającego przede wszystkim interesy USA. To powoduje, że nad rynkami zawisło widmo pełnowymiarowej wojny handlowej, co tylko jeszcze bardziej pogorszy i tak nienajlepsze już perspektywy dla globalnej gospodarki.
W tle mamy też cały czas nierozwiązaną kwestię brexitu, która może wywołać gospodarcze trzęsienie ziemi w Europie — głosowanie nad porozumieniem w Izbie Gmin zaplanowano dopiero na 11 grudnia, a na razie parlamentarna arytmetyka wskazuje na to, że będzie przegrane. Powyższe tematy mogą dawać pretekst do dalszego umocnienia się dolara i odpływu kapitału z rynków wschodzących. Niemniej istnieje światełko w tunelu — to narastające spekulacje związane z możliwością zatrzymania cyklu podwyżek stóp w USA w przyszłym roku. To dlatego złoty nie traci ostatnio tak, jakby mógł.