Złoty nie wychodzi z dołka
Spadki na amerykańskim Nasdaq nadal bardzo niekorzystnie wpływają na wycenę naszej waluty. W piątek rano, znając wyniki handlu na amerykańskim rynku nowoczesnych technologii, inwestorzy ponownie zaczęli zamykać pozycje złotowe, co z miejsca doprowadziło do kolejnej przeceny wartości rodzimego pieniądza.
W trakcie piątkowego otwarcia za dolara amerykańskiego trzeba było zapłacić 4,1815 zł wobec 4,1700 zł dzień wcześniej. Złoty stracił także do euro, które wycenione zostało na 3,9920 zł, podczas gdy w czwartek rano cena wspólnej waluty europejskiej kształtowała się na poziomie 3,9910 zł.
Dealerzy prognozowali, że w ciągu dnia złoty w dalszym ciągu pozostawał będzie w tendencji spadkowej, gdyż na rynku brakuje sygnałów, które byłyby w stanie przebić niekorzystne informacje płynące z rynków akcji.
PRZED południem rynek został poinformowany przez Jarosława Bauca, wiceministra finansów, iż rząd planuje na początek przyszłego roku całkowite zliberalizowanie zasad przepływów kapitałowych. Zastrzegł jednak równocześnie, że termin ten nie jest wiążący. Warto przypomnieć, że zmiany w przepisach miały obowiązywać już od początku tego roku, jednak rząd w obawie o możliwe zwiększenie groźby kryzysu walutowego, co należy wiązać z pełnym upłynnieniem złotego, postanowił opóźnić cały proces.
Podczas piątkowej sesji na rynku międzybankowym Narodowy Bank Polski ustalił średni kurs złotego do dolara na poziomie 4,1751 zł, zaś w stosunku do euro — 3,9865 zł.
Nie bez echa przeszła też przez rynek wypowiedź Stanisława Gomułki, który stwierdził, że według najnowszych prognoz inflacja liczona rok do roku spadnie w grudniu do 7,0-7,5 proc. z 10,4 proc. w lutym. Równocześnie, jak ocenia doradca ministra finansów, polska gospodarka wejdzie w obszar niskiej inflacji najwcześniej w I kwartale przyszłego roku. Wtedy to może ona spaść nawet do 6 proc.
JAK pokazują opublikowane w piątek dane, podniesienie stóp procentowych przez RPP w ciągu ostatnich miesięcy o 4,5 proc. nie przynosi na razie spodziewanych efektów, których celem było m.in. ograniczenie akcji kredytowej. Grozić to może, zdaniem niektórych specjalistów, dalszym zaostrzaniem polityki monetarnej.