W czwartek rano złoty był najmocniejszy od półtora roku w stosunku do euro i od przeszło siedmiu lat do dolara. Potem jednak spadł, ale to nie jest niespodzianką. Końcówka tygodnia często przynosi realizację zysków, ale nie zmienia trendu. Na złotego mogło mieć wpływ osłabienie forinta. Premier Węgier Ferenc Gyurcsany oświadczył, że wskazane jest osłabienie waluty jego kraju. W poniedziałek zaś tamtejszy bank centralny może obniżyć stopy procentowe.
Spadku wartości naszej waluty nie zapowiadało otwarcie sesji. Euro kosztowało nawet tylko 4,23 zł, najmniej od półtora roku, a dolar — 3,2450 zł, najmniej od przeszło siedmiu lat. Później złoty tracił na wartości i o godz. 16.10 dolar wyceniany był na 3,2685 zł, a euro — na 4,2540 zł (odchylenie: –10,96 proc.). W piątek zostaną opublikowane dane o dynamice produkcji przemysłowej oraz inflacji cen producenta (PPI). Wszyscy analitycy oczekują raczej słabych, jednocyfrowych wyników. To prawie pewne, szczególnie że rok temu w październiku było o dwa dni robocze więcej. Pytanie tylko, czy będzie to przedział 7-9 proc., o którym mówił wicepremier Jerzy Hausner, czy dużo bliżej 5,2 proc., które prognozują ankietowani przez Reutersa analitycy. Gdyby dynamika produkcji mocno spadła, a inflacja nieznacznie się zmieniła, byłby to powód do osłabienia złotego, ale akcjom też nie pomogłyby takie dane. Słaba produkcja nie może być powodem do zadowolenia. Inflacja może być jednak duża, bo co prawda złoty w październiku się wzmacniał, ale cena ropy również rosła. Wątpliwe, by z tego powodu RPP podwyższyła stopy — od końca października cena ropy mocno spada.
Na rynku EUR/USD zapanowała niepewność. W czwartek gracze spróbowali rano wzmocnić euro, ale bardzo szybko nastąpiła realizacja zysków. Kurs zniżkował z 1,3070 USD w okolice 1,30 USD. Uczestnicy rynku wiedzą, że na poziomie 1,31-1,32 USD jest dużo opcji i będzie bardzo trudno go sforsować. Byki bronią wsparcia na poziomie 1,30 USD, a na razie nie widać możliwości pokonania poziomu 1,3070.