Złoty powstał z kolan

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-02-10 00:00

Polska nie rozmawia z MFW — niespodziewanie stwierdziła wiceminister finansów. Wystarczyło, aby złoty nabrał sił.

Za euro płacono wczoraj 4,43 zł, kurs franka spadł do 2,94 zł

Polska nie rozmawia z MFW — niespodziewanie stwierdziła wiceminister finansów. Wystarczyło, aby złoty nabrał sił.

Deklaracja Katarzyny Zajdel-Kurowskiej, wiceminister finansów, wprowadziła niemałe zamieszanie. Ekonomiści nie są przekonani, czy brak dialogu z Międzynarodowym Funduszem Walutowym to na dłuższą metę dobra wiadomość.

— Gdybyśmy otrzymali zapewnienie pomocy od MFW, to pieniądze można byłoby przeznaczyć na ustabilizowanie notowań złotego — uważa Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Rynek najwyraźniej odczytał komunikat resortu finansów jako sygnał, że Polska jest w dobrej kondycji i nie potrzebuje pomocy. Złoty zyskiwał wczoraj także dzięki poprawie nastrojów inwestorów (widoczne to było na giełdach regionu) i wzrostowi kursu EUR/USD. Warto jednak pamiętać, że na razie splot tych wydarzeń pozwolił na powrót kursu EUR/PLN do wartości sprzed tygodnia.

Złoty jak ropa

Odrobienie większości strat przy takiej dynamice zmian na rynku walutowym, jaką można zaobserwować zwłaszcza w ostatnich tygodniach, nie musi zająć wiele czasu.

Przypomnijmy — kiedy w okresie spowolnienia gospodarczego lat 2001-2003 kurs EUR/PLN rósł o blisko 50 proc., to droga od 3,35 do ponad 4,90 zł za euro (prawie 50 proc.) zajęła dwa lata i dziewięć miesięcy. Teraz skok o podobnym zasięgu wykonano w niewiele ponad pół roku. Tyle wystarczyło, by powrócić do wartości sprzed blisko 5 lat.

Notowania ropy też są dziś podobne jak pięć lat temu. Gdy przed kilkunastoma miesiącami cena baryłki surowca przekroczyła 100 USD, analityków i przedstawicieli branży natychmiast przyciągnęła wizja osiągnięcia kolejnej magicznej bariery. Wtedy eksperci argumentowali, że brak wystarczających nowych inwestycji w wydobycie i niestabilność polityczna w wielu naftowych krajach pogłębi kłopoty z dostawami, a swoje dołożą spekulanci. W Polsce prognozy 200 USD przekładano na cenę litra benzyny na poziomie 8-9 zł. W tym samym czasie dominowały głosy, że kurs złotego do euro rychło spadnie poniżej 3 zł. Na te opinie nabrali się polscy przedsiębiorcy, którzy właśnie wtedy masowo wikłali się w opcje walutowe. Dziś komentarze są zgoła odmienne. Specjaliści prześcigają się w wyznaczaniu coraz to wyższych poziomów, do których może dotrzeć kurs euro. Mówi się o 5, a nawet 6 zł.

Już po wszystkim?

Na wykresie ceny "czarnego złota" można zaobserwować podobne ruchy (patrz obok), jak na walutach. Tylko od sposobu interpretacji zależy, czy odczytywać je optymistycznie, czy pesymistycznie. Wzrost kursu ropy (w ostatniej fazie bardzo dynamiczny) zakończył się dramatycznym spadkiem, a więc — w optymistycznym scenariuszu — tak samo może być z kursem EUR/PLN. Na rynku walutowym też rządzą spekulanci, podobnie jak rządzili na rynku surowcowym.

— Po parabolicznym wzroście zawsze przychodzi głęboka korekta, ale nie postawiłbym jeszcze dużych pieniędzy na to, że jest już po wszystkim. Szczyt słabości złotego to jednak kwestia najdalej kilku tygodni — mówi Marcin Mrowiec, ekonomista Pekao.

Pesymiści dostrzegą zbieżność kursu ropy i złotego z koniunkturą gospodarczą, a także podejściem inwestorów do ryzyka.

— To fundusze hedgingowe w dużym stopniu odpowiadały za wzrost kursu ropy. W ich portfelach były też aktywa szybko rozwijających się krajów, takich jak Polska. Kiedy kryzys dał znać o sobie, w niełasce znalazły się i ropa, i złoty — mówi Grzegorz Maliszewski.

Jego zdaniem na zdecydowane (a nie trwające jedną sesję lub dwie) umocnienie złotego trzeba będzie jeszcze poczekać.

— Na razie mamy odreagowanie, ale o przełomie nie może być mowy, bo w fundamentach nic istotnego się nie poprawiło — dodaje Grzegorz Maliszewski.

Kamil Zatoński