Na koniec marca za euro trzeba będzie zapłacić 4,17 zł, za dolara 3,05 zł, a za franka szwajcarskiego 3,42 zł — wynika z mediany prognoz dwunastu ekonomistów i analityków, ankietowanych przez „Puls Biznesu”. Specjaliści zastrzegają, że prognozy sporządzone są przy założeniu, że kryzys na Ukrainie nie nabierze rozmiarów, które oznaczałyby faktyczny konflikt zbrojny tego państwa z Rosją.



— Pytanie, na ile można założyć, że przesilenie polityczno- -militarne na Ukrainie już miało miejsce. Jeśli przyjąć takie założenie, złoty powinien się wzmacniać. Czy można je przyjąć — każdy musi sobie sam odpowiedzieć — mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.
— Nie sądzę, aby kryzys na Ukrainie osiągnął rozmiary, które groziłyby długotrwałą presją na rynkach finansowych, jak również przyniósł silnie negatywne konsekwencje dla polskiej gospodarki i wzrostu PKB. Jeśli wykluczymy otwarty konflikt zbrojny, bankructwo Ukrainy i wojnę handlową na linii UE — Rosja, złoty nie ma podstaw do trwałego osłabienia.
Zachowanie kursu w lutym potwierdza, że jak tylko awersja do ryzyka osłabnie, znajdzie się istotny popyt na złotego z zagranicy — dodaje Konrad Białas, analityk Alior Banku.
Analitycy zgodnie jednak przyznają, że popyt ten nie jest na tyle silny, by pchnąć notowania złotego wyraźnie wyżej — po raz ostatni kurs EUR/PLN znajdował się na poziomie 4,10 zł w kwietniu ubiegłego roku.
Fundamenty są silne
We wtorek 4 marca złoty odrobił większość strat, poniesionych dzień wcześniej, po tym jak realna stała się groźba rosyjskiej interwencji na Krymie. Analitycy zwracają uwagę, że nawet wtedy przecena naszej waluty była umiarkowana, co potwierdza nie tylko odporność złotego na wstrząsy, ale też to, że nie jesteśmy głównym celem ataku spekulantów.
— Polska pozostaje jednym z liderów wzrostu gospodarczego w regionie Europy Środkowo- Wschodniej, a wskaźniki wyprzedzające wskazują na kontynuację ożywienia. Silne fundamenty polskiej gospodarki są także powodem,dla którego nie spodziewamy się znaczących zawirowań na złotym w reakcji na dalsze wycofywanie się Fedu z programu QE — mówi Mateusz Sutowicz, ekonomista Banku Millennium.
Status quo
O przyspieszeniu ograniczenia skupu aktywów na razie się nie mówi, bo ostatnie dane makro ze Stanów Zjednoczonych były raczej dwuznaczne, przez co dolar nie zyskiwał na wartości ani do euro, ani do złotego, czego spodziewali się niektórzy analitycy.
— Nawet sama szefowa Fedu Janet Yelen zdaje się nie być do końca pewna, na ile mieszane dane to konsekwencja tylko srogiej zimy — mówi Marek Rogalski.
Z drugiej stromy informacje ze strefy euro nie dają pretekstu do poluzowania polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny, co odbiera argumenty za wyraźnym spadkiem euro. W notowaniach EUR/USD, które mają bezpośrednie przełożenie na kurs złotego, wciąż więc możemy mieć status quo. Inny scenariusz zakładają analitycy DM TMS Brokers, którzy przewidują, że dolar obudzi się z zimowego snu i jego kurs względem złotego wzrośnie do 3,10.