Złoty przegrał bitwę

Marek Wołos, DM TMS Brokers
opublikowano: 2010-01-21 18:13

Stało się. Złoty miał przebić 4 zł za euro. Tymczasem leci w otchłań. "Masowa publikacja raportów, które zalecają kupno polskich spółek i złotego, stwarzała wrażenie sztucznej nagonki" - pisze Marek Wołos z DM TMS Brokers.

Zimny prysznic jakim stało się czwartkowe osłabienie naszej waluty przypomniał inwestorom, że kurs PLN pozostaje uzależniony od eurodolara.

Uważna obserwacja rynku w ostatnich dniach podpowiadała właśnie taki scenariusz. Niezmącony niczym optymizm uczestników rynku i analityków na co dzień niezwiązanych z foreksem wskazywał na ostrożność w formowaniu prognoz. Masowa publikacja raportów zalecających kupno polskich spółek i złotego stwarzała wrażenie sztucznej nagonki. Opinię, że złoty będzie postrzegany jako waluta „save heaven”, uniezależniona od światowej koniunktury, skutecznie zanegował kilkucentowy spadek eurodolara.

Umocnienie złotego, którego byliśmy świadkami na początku tygodnia, w wartościach bezwzględnych nie było rekordowe. Kurs EUR/PLN zbliżył się do psychologicznej bariery 4,0, ale próby jej sforsowania (strefa 4,06 – 4,0) trwają już od sześciu miesięcy i za każdym razem kończą się niepowodzeniem. Odbicie EUR/PLN, które następowało po takich momentach sięgało nawet 20 groszy! Niski kurs euro wykorzystują inwestorzy krótkoterminowi, dokonując transakcji zakupu wspólnej waluty w oparciu o sygnały analizy technicznej w celach typowo spekulacyjnych. Co prawda po Nowym Roku na krajowy rynek wrócili zagraniczni inwestorzy i nabywając obligacje skarbowe zepchnęli na moment kurs EUR/PLN poniżej 4,0. To jednakże nie spowodowało masowej realizacji zleceń stop loss na długich pozycjach w euro. Nie wszyscy uwierzyli zatem w optymistyczne wizje kursu złotego.

Intencją każdego inwestora jest jak najszybszy zysk. Aby to osiągnąć musi zachęcać innych do zaangażowania po tej samej stronie rynku. Dlatego raporty na temat polskich spółek i złotego tak łatwo trafiły do publicznej wiadomości. Ich ukrytą intencją może być dążenie do zmiany nastawienia wśród inwestorów zajmujących dotychczas przeciwne pozycje. Ci, którzy sprzedawali złotego za każdym razem kiedy znalazł się na lokalnych górkach, mogliby tym razem zagrać w drugą stronę, co w rezultacie doprowadziłoby do ponadprzeciętnego umocnienia złotego.

Jak widać inwestorów krótkoterminowych nie przekonały zagraniczne rekomendacje. Cześć z nich konsekwentnie akumulowała euro, dlatego spadki kursu EUR/PLN szły bardzo opornie. W przeświadczeniu kupujących zagraniczne waluty nie leży zapewne świadomość zagrożeń dla złotego wynikająca z problemów fiskalnych Polski i dużego deficytu budżetowego, gdyż te ujawnią się  w drugiej połowie roku. Uważają oni, że podobnie jak poprzednio, złoty po osiągnięciu ekstermów podda się korekcie, a to pozwoli zrealizować zysk. Strategia owa jest w bieżącym okresie tym bardziej słuszna, że historycznie, w styczniu i w lutym na przestrzeni ostatnich 10 lat, złoty aż sześciokrotnie tracił na wartości. I chociaż obecna sytuacja na rynku złotego bardzo przypomina tę z 2005 roku, to analogiczne formacje w br. już się zrealizowały. Na poziomie EUR/PLN 4,0 lub lekko poniżej (3,97) proces aprecjacji będzie nadal hamowany. Korekcyjne odbicie notowań EUR/PLN od tej bariery może zakończyć się nawet w pobliżu 4,20.

Chociaż złoty jest nadal nieoszacowany i w długim horyzoncie będzie zyskiwał to kolejna fala umocnienia naszej waluty może nastąpić dopiero w drugim kwartale i będzie ściśle uzależniona od powodzenia procesu prywatyzacji i skali giełdowych debiutów dużych przedsiębiorstw. W jej efekcie kurs EUR/PLN może zniżkować do 3,75.