…choć grozi mu niebezpieczeństwo gwałtownych korekt spadkowych
Za miesiąc za euro trzeba będzie zapłacić 3,91 zł, za dolara 2,96 zł, a za franka szwajcarskiego 2,43 zł — takie są uśrednione oczekiwania dwunastu ekonomistów i analityków ankietowanych przez „PB”. Podobnie więc jak na początku lutego, konsensus rynkowy nieznacznie tylko odbiega od aktualnych poziomów notowań. Specjaliści ostrzegają jednak, że bardziej prawdopodobne jest osłabienie złotego, a już na pewno będziemy mieć do czynienia z krótkotrwałymi korektami spadkowymi, sięgającymi kilku groszy. Na koniec miesiąca wszystko powinno jednak wrócić do normy.
Analitycy niemal zgodnie podkreślają ryzyko dużej zmienności na rynkach wschodzących. W lutym wahania kursu EUR/PLN sięgały nawet 5-6 groszy w ciągu kilku dni. Teraz może być podobnie. Nad złotym wisieć będzie jednak groźba osłabienia spowodowana kilkoma czynnikami. Najczęściej wymienianym jest rosnąca awersja do ryzyka dużych inwestorów, co powoduje przegrupowanie kapitałów w stronę bezpieczniejszych rynków i aktywów. Nie można więc wykluczyć, że potwierdzi się obserwowana przynajmniej w dwóch ostatnich latach cykliczność notowań złotego wobec głównych walut. Zgodnie z nią koniec pierwszego i drugi kwartał stały pod znakiem spadku wartości złotego, dopiero drugie półrocze przynosiło powrót do trendu wzrostowego. Pod koniec lutego 2005 r. kurs EUR/PLN znajdował się na poziomie 3,88 zł, by w kolejnych czterech miesiącach wzrosnąć do 4,03 zł (a więc o blisko 4 proc.), a chwilowo (w maju) sięgnął nawet 4,26 zł. W drugim półroczu wahadło wychyliło się znów w drugą stronę i kurs wspólnej waluty zszedł do 3,85 zł. Rok później historia się powtórzyła: 1 marca za euro trzeba było zapłacić 3,77 zł, a na koniec pierwszego półrocza już 4,06 zł. I znów był to lokalny szczyt notowań, bo pół roku później złoty okazał się o 6 proc. mocniejszy do euro.
Cykl to jedno, aktualne dane makroekonomiczne i nastroje inwestorów — drugie. Dziś jednak wiele przemawia za tym, że powyższy scenariusz może zostać zrealizowany. Zwłaszcza że po ostatnim tąpnięciu na giełdach chętnych do kupowania polskich akcji brakuje. Podobnie było rok temu na przełomie maja i czerwca, a to właśnie wtedy kurs euro zawędrował z 3,85 na 4,10 zł.
Tym, którzy są zadłużeni w walutach obcych (zwłaszcza we franku szwajcarskim), ekonomiści zalecają spokój. Marcin Mróz z Fortis Banku uważa, że obserwowany obecnie wzrost kursu franka nie będzie długotrwały, a przewalutowanie kre-dytu akurat w tym momencie oznacza tylko zwiększenia zadłużenia wyrażonego w złotych.