Za euro za miesiąc zapłacimy 3,86 zł, za franka szwajcarskiego 2,87 zł, a za dolara 2,69 zł
Wyraźny wzrost naszej waluty przewiduje tylko Ernest Pytlarczyk z BRE Banku, lider naszego rankingu.
Złoty zyskuje z tygodnia na tydzień, ale analitycy ankietowani przez "PB" nie wierzą w jego dalsze umocnienie. Przynajmniej w kwietniu, bo według mediany prognoz dwunastu specjalistów na koniec miesiąca za euro trzeba będzie zapłacić 3,86 zł. To dokładnie tyle samo, co ostatniego dnia marca i ledwie 1 grosz więcej niż wczoraj. Istotnych zmian nie należy się też spodziewać w notowaniach dolara i franka szwajcarskiego, które za miesiąc mają kosztować — odpowiednio — 2,87 i 2,69 zł.
Wyjątkowa zgodność
Prognozy ekonomistów są tym razem wyjątkowo zbieżne. Różnica między najniższą a najwyższą prognozą kursu euro to zaledwie 10 groszy. Bez najbardziej optymistycznej prognozy Ernesta Pytlarczyka z BRE Banku (przewiduje on spadek EUR/PLN do 3,78 zł), przedział, w którym zawierają się prognozy kursu wspólnej waluty, jest nawet węższy i wynosi 6 groszy.
Ernest Pytlarczyk, lider rankingu "PB", przewiduje znaczne osłabienie euro nie tylko do złotego, ale też do dolara. Jego zdaniem, notowania EUR/USD spadną do 1,30. Wczoraj sięgały 1,35. W złotówkach euro ma kosztować natomiast 3,78.
— Naszą walutę powinny wspierać w najbliższym okresie lepsze dane makroekonomiczne oraz napływ kapitału zagranicznego, co wiązać możemy z zaplanowanymi na kolejne miesiące emisjami na polskim rynku kapitałowym — mówi Ernest Pytlarczyk.
Na ten ostatni czynnik zwracają uwagę też inni analitycy.
— Prywatyzacja giganta ubezpieczeniowego PZU, przy utrzymaniu się pozytywnych nastrojów inwestycyjnych na światowych giełdach, może okazać się wystarczająco silnym impulsem, by trwale pokonać wsparcie 3,86 zł — mówi Mariusz Potaczała z DM TMS Brokers.
Zdaniem Marka Rogalskiego z DM BOŚ, w ciągu kilkunastu dni EUR/PLN spadnie do 3,78-3,80 zł, ale na koniec miesiąca kurs będzie jednak trochę wyższy.
— Będzie to mieć związek z obawami dotyczącymi nieco słabszego wzrostu PKB w I kwartale, a także coraz częstszymi wypowiedziami członków Rady Polityki Pieniężnej (RPP), że zbyt mocny złoty może zaszkodzić gospodarce. Rynek zacznie się obawiać, że znajdą się one w oficjalnym komunikacie po kwietniowym posiedzeniu RPP. Jednak, moim zdaniem, jedyne, co RPP mogłaby wtedy zrobić, to zasugerować odłożenie podwyżki stóp procentowych, bo fizyczne interwencje banku centralnego są mało realne — uważa Marek Rogalski.
Jakub Borowski z Invest- -Banku też oczekuje słabszego złotego z powodu łagodnych komentarzy członków RPP, nawet tych, którzy do tej pory uważani byli za jastrzębie.
— Będzie to ograniczać dalsze umocnienie naszej waluty — ocenia Jakub Borowski.
Korekta niestraszna
Według Piotra Popławskiego z BGŻ, nawet jeśli w kwietniu na giełdy zawita korekta. Dobre opinie o naszej gospodarce wśród globalnych inwestorów raczej się nie zmienią, więc nie należy się obawiać istotnego spadku wartości złotego.
Zdaniem analityka, w najbliższych tygodniach nie ma też większych szans na tańszego franka.
— Nie spodziewamy się, że Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) wróci do interwencji walutowych, które miałyby osłabić franka — mówi Piotr Popławski.
Wczoraj szwajcarska waluta ustanowiła nowe maksimum względem euro i zyskała do złotego, bo oka- zało się, że wskaźnik aktywności przemysłu przetwórczego wzrósł najwyżej, od kiedy prowadzone są obliczenia.